Rock&roll żyje a grześ kończy blogowe wakacje i wraca do wirtuala:) (acz powoli, no)

Sierpień 13, 2011

Od wczoraj numerem jeden na liście Trójki jest taki fajny kawałek:

Nowy projekt Litzy, który się całkiem fajnie słucha, z chęcią bym się na koncert wybrał, Luxtorpeda dała podobno koncert zajobisty na Przystanku Woodstock.
Budzy wydał trzecią solową, bardzo ciekawą płytę, takie dziwadełko trochę:)

Moja ulubiona Armia na razie nic nie wydaje, ale jakiś czas temu był taki rodzynek:

W każdym razie wbrew różnym wróżbom, które jako człek wiekowy dobrze pamiętam, rock&roll ma się dobrze, hip hop i techno nie opanowały umysłów ni dusz młodych:), nie tak dawno widziałem jak dobrze się ludzie bawią na koncercie Farben Lehre (nigdy jakoś ich fanem nie byłem, ale istnieją 25 lat i czadu na koncercie dali nieźle, wprawdzie w błocie się nie taplałem, bo nie ten wiek:), ale było gut)

Za tydzień Cieszanów Rock festiwal, mam tylko 100 km tam, kurde, gdyby nie chroniczny brak kasy, może bym się wybrał.
Bo zestaw imponujący:)
1.

2.

3.

4.

5.

A tak w ogóle jako żem klasyczny leming, to się zastanawiam, czy ja i pisowcy mieszkamy w tym samym kraju.
Bo tak sobie myślę, że oni żyją w jakims terrorystyczno-reżimowym matriksie, a Polska coraz bardziej staje się ciekawym krajem, gdzie się coś dzieje i ludzie zaczynają się cieszyć życiem.

A w ogóle jesienią do Tbg zawita Closterkeller, no:)
życie jest piękne, nie inaczej.

Zmarł Maciej Zembaty

Czerwiec 27, 2011

Maciej Zembaty nie żyje, dowiedziałem się z ostatniego serwisu Trójki.
Strasznie ważna postać dla mnie, pisałem o Dziadku Jacku, Grzegorzu, Marylce, pannie Indze, panu Włodku i samym Maurycym już 4 lata temu tu
Autorem „Rodziny Poszepszyńskich” jest oczywiście Maciej Zembaty (i Jacek Janczarski), Zembaty to też bard, tłumacz, pieśniarz. Tłumaczył Cohena i śpiewał go, śpiewać to mu się zdarzało i w „Poszepszyńskich”, oczywiście związany z Trójką, autor magazynu satyrycznego „Zgryz”

Zembaty miał swój blog, o czym nawet nie wiedziałem, blog jest tu
Zembaty to mistrz czarnego, absurdalnego humoru, „Rodzina Poszepszyńskich” to zaś pozycja obowiązkowa i arcydzieło, pamiętam, jak czekałem na każdą „Powtórkę z rozrywki”, by posłuchać tych cudownie odprężających 15 minut, teraz mam ze 3 płyty z ta audycją, można znaleźć w necie, kilka odcinków mam na dysku, więc od jutra czas sobie przypomnieć.
A już od dłuższego czasu patrzyłem na płyty i myślałem, by sobie zapuścić.
Nie wiem czy państwo wiedzą, ale ta audycja to jest po prostu odtrutka na całe zło:)
Naprawdę, jesli ktoś nie zna, musi nadrobić, no nie ma innego wyjścia.

Zembaty bywał kontrowersyjny nie tylko w twórczości, ale i w wywiadach, niepokorny, ciekawy, przewrotny, nie mieścił sie za bardzo w ramach polskiej rzeczywistości, bardzo krytyczny wobec prawicy, tradycji, Kościoła,polskości, ale w PRL po słusznej, solidarnościowej stronie. Pamiętam jego jeden wywiad, gdzie mnie rozbawił stwierdzeniem, że chce kiedyś umrzeć na raka krtani, bo sami fajni ludzie na to umierają (Swoją drogą, zmarł na co innego), na blogu pisał o tym, że gdyby był bardzo chory, popełniłby samobójstwo.

Lektury:

http://www.sewi.pl/wywiady/wywiad-z-maciejem-zembatym-relaz/


http://www.poszepszynscy.info/zembaty/wywiady/wywiad2.html

(Jest ten fragment o raku:

On mowił: jestem bardzo ciężko chory, spodziewam się remisji raka – zresztą tego samego raka, który, niestety, dopadł skutecznie księdza Tischnera, na szczęście nieskutecznie Jacka Kuronia, a obecnie jego potencjalnymi ofiarami są Leonard Cohen i Jacek Kaczmarski. Ja też będę to miał, mam nadzieję, że niedługo… Taki nasz los ludzi, ktorzy trochę piją, dużo palą i za dużo mówią, względnie śpiewają..
)


http://www.cohen.ugu.pl/polska/wyw_zembatego_o_lc.htm

http://www.maciejzembaty.pl/?p=14

http://film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/wywiady/maciej-zembaty-wyznaje-tw-rademenes-to-ja,1,3811284,wiadomosc.html

Do posłuchania

http://w857.wrzuta.pl/audio/4lgfWZ7UF1G/maciej_zembaty_-_ostatnia_posluga

Panie Macieju, jeszcze pana ulubiony Cohen na pożegnanie:

Żegnaj, Maurycy.

Jak Jarosław Gowin cywilizacji białego człowieka broni…

Czerwiec 17, 2011

Wlazłem dziś na blog do Barta i jak zwykle uważnie przejrzałem jego blogroll, by coś ciekawego wyłowić i trafiłem w taki sposób poprzez blog wielobranżowy na wywiad posła Gowina w Radio Zet. Wywiad w całości jest tu

I poseł Gowin jak to prawdziwy polski konserwatysta straszy, wizje snuje, lęki rozsiewa, cywilizację europejską chce chronić, w patos i nadęcie/zadęcie wpada. Niczym Arturo Nicpoń czy inny Tomasz Terlikowski. Przypominam niezorientowanym, że poseł Gowin jest podobno w lewackiej a przynajmniej liberalnej, otwartej, europejskiej partii (przynajmniej tak ona się przedstawia).

Co poseł mówi i co go tak zbulwersowało, że na straży cywilizacji stanął a Polskę przedmurzem chrześcijaństwa i cywilizacji przed hordami islamskimi uczynił?

No jak to co, sprawa oczywista, co najbardziej podnieca i kręci polską prawicę?Seks dwóch facetów (swoją drogą, czy taką fascynację przejawiającą się w homofobii da się leczyć?). Poseł Gowin to człek kulturalny, światowy i w ogóle wyższa liga, więc nie gada jak niektórzy o odbytach, i włożonych w nich penisach, on dotyka tematu w rękawiczkach.

Zajmijmy się więc tymi rękawiczkami, zaczyna się kulturalnie, światowo i w ogóle posh:) od deklaracji, że poseł Gowin tak jak i redaktorka Olejnik mają znajomych gejów (nie chce mi się szukać, ale kiedyś ładnie ten argument z dyżurnego geja ładnie Major wykpił, może zalinkuję później w komentach)
Później Olejnik pyta, Gowin odpowiada, ale odpowiada, kłamiąc:

Monika Olejnik: No tak, to jeżeli mówimy o równości, to można mówić, że skoro małżeństwo nie ma dzieci to też nie powinno mieć na przykład takich przywilejów, jak wspólne dziedziczenie, czy opodatkowanie, prawda, bo powinno to dotyczyć tylko par, które posiadają dzieci.

Jarosław Gowin: Ale nie, chodzi o naturę samego związku, o istotę związku. Istotą małżeństwa jest nakierowanie na pełną rodzinę, na posiadanie i wychowywanie dzieci dlatego państwo w swoim własnym interesie powinno przyznać małżeństwom pewne przywileje.

Skąd szanowny Gowin wie, co jest istotą małżeństwa, poza tym od kiedy (abstrahuję od małżeństwa jako sakramentu katolickiego), istotą małżeństwa miałoby być posiadanie dzieci. NO i co z małżeństwami, które dzieci mieć nie chcą i nie mają. Nie ma takich?

Później w ciekawy sposób Gowin neguje fakty, gdy Olejnik mówi, że we Francji:

Monika Olejnik: We Francji związki partnerskie pomogły, okazuje się, że wiele par, które zawarło ten kontrakt, to są pary heteroseksualne, a nie homoseksualne.

Jarosław Gowin: Tak, ale równocześnie gwałtownie spada dzietność, gwałtownie spada liczba zawieranych małżeństw, a również z punktu widzenia praw małżonków, czy praw partnerów te dwa związki różnią się w bardzo istotny sposób. Zobowiązania, które mąż ma wobec żony, czy żona wobec męża są bez porównania silniejsze niż te, które mają partnerzy w takich związkach. Trwałość tych związków też jest nieporównanie mniejsza.

Monika Olejnik: No właśnie nie, okazuje się, że we Francji te związki są bardzo trwałe i kończą się na ogół ślubami.

Jarosław Gowin: No trudno, pani redaktor, dochodzić do takiego wniosku, który pani sformułowała, bo legalizacja związków partnerskich ma we Francji tak niedługą historię, że tworzenie, wyprowadzanie jakichkolwiek twardych wniosków, z tak krótkiej historii jest naprawdę przedwczesne.

Tyle przekłamań, co w tych dwu krótkich fragmentach, to trudno pomieścić. Wystarczy cokolwiek trochę czytać, by wiedzieć, że we Francji akurat dzietność wzrosła i przyrost naturalny jest jednym z najwyższych w Europie,a na pewno wyższy niż katolickim polskim raju. Co ciekawe, wcale nie jest to tylko zasługa emigrantów (których pan poseł Gowin tak się obawiać zaraz będzie).
I jeszcze jeden smaczek, czy Monika Olejnik wysnuła wnioski czy podała dane/fakty/doniesienia? Bo poseł Gowin oczywiście obniżył rangę jej wypowiedzi twierdząc, że wysnuła ona jakieś nieuprawnione wnioski.

Później Gowin znowu powtarza to samo, że małżeństwo=dzieci i dlatego jest the best, nie to co jakieś tam partnerstwa czy inne brewerie

No i kwiatek (przedostatni), który swoją drogą jest całkiem ładnym fragmentem Gowinowego strumienia świadomości:

Nie, nie, to kompletnie nie to, to kompletnie nie ma nic wspólnego z wartościowaniem poszczególnych osób, to ma związek tylko z tym, że społeczeństwo powinno troszczyć się o swoją przyszłość i troszczyć się o wychowanie dzieci. A nawiasem, nawiasem mówiąc, jeżeli my pójdziemy tą drogą, którą proponuje pani redaktor to wcześniej czy później, moim zdaniem raczej wcześniej, skończymy tak jak starożytny Rzym, przyjdą barbarzyńcy, przyjdą do Europy muzułmanie, Europa stanie się islamska.”

Panie Pośle, Europejczyku Szanowny:
-Europa jest już w dużej części muzułmańska, niech pan jedzie do Francji, Niemiec, Hiszpanii, niech pan się przejdzie ulicami, zje kebaba, obejrzy któryś z filmów Fatiha Akina (będzie niedługo mała ściągawka z jego filmów u mnie w blogu). Więc Europa jest muzułmańska i musimy się z tym pogodzić i koegzystować z muzułmanami, a nie nimi straszyć.
-Co,że tak zapytam ignorancko, ma wspólnego z (potencjalnym) zagrożeniem islamem fakt istnienia prawnego związków partnerskich? Niech mi ktoś, no, głupkowi z prowincji wytłumaczy. Czy to tak działa, że gdy pierwsza para gejowska czy lesbijska ślub zawrze, muzułmanie przed USC czatować będą, broń w ręku dzierżąc i w ogóle pora umierać? No chyba nie, więc jak?

-Panie Pośle szanowny, czy aby polski poseł powinien mówić o obywatelach państw, z którymi Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne, o wyznawcach drugiej najliczniejszej religii na świecie, o obywatelach też Polski (że choćby nieśmiertelnym przykładem polskich Tatarów rzucę) per barbarzyńcy. Nie jestem specjalnym fanem islamskiego stylu życia, ale chyba polityk powinien kontrolować się i, delikatnie mówiąc, nie pieprzyć głodnych kawałków, jak pan w tym fragmencie.

Kwiatek posła Gowina ostatni i najmocniejszy (oj, uczył się od Hitchkocka, uczył):

A nie to jest zupełnie co innego, szanuję każdą religię, natomiast bardzo bym chciał żeby Europa pozostała przywiązana do takich wartości, jak wolność jednostki.

No tak panie pośle, odmawia pan dwóm dorosłym facetom czy dwu dorosłym kobietom prawa do decydowania o swoim życiu (usankcjonowania swojego związku), a teraz gada pan o wolności jednostki.
Głupota czy hipokryzja, oto jest pytanie.
Czekam na odpowiedzi w komentarzach:)

Obrazki cz III (a właściwie V czy VI)

Czerwiec 15, 2011

1. Stwierdzam, że żyjemy w kraju antyrodzinnych hipokrytów oraz ludzi, którzy mają piękne słowa na wargach a de facto wartości tzw. prorodzinne są im obce. No bo sorry, naprawdę są ludzie, którzy uważają, że kobieta karmiąca piersią gdziekolwiek jest obleśna, niemoralna czy niekulturalna. Kuuurrrrwwwaaa!!!!! Nie rozumiem w sumie. Ale, jak widać, są.

2.Chciałbym kiedyś móc mieć pewne prawo, nie wiem, jak wy, może to chore i pokręcone, ale mnie strasznie dużo radości sprawia to, że jestem wolny, w mnóstwie rzeczy jestem zniewolony, tym gdzie się urodziłem, swoim ilorazem hłe, hłe, inteligencji, wyglądem, chorobami różnymi, zahamowaniami, fobiami, lękami, polskością, wychowaniem w określonej religii i kulturze, swą wrażliwością itd.
Są rzeczy, które mogę, które mógłbym i które, nadzieję mam, będę mógł robić zawsze. Gdy nadejdzie taki czas, że nie będę mógł robić większości rzeczy, które mogę i które mi radość sprawiają i sens dają (nawet jeśli są potencjalne i ich nie robię), będę w kropce. Wtedy chciałbym móc zrobić tę jedną rzecz, nie twierdzę, że kiedykolwiek ją zrobię, mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał/potrzebował/chciał. Chciałbym jednak móc ją zrobić. Gdybym nie mógł sam, chciałbym, by ktoś to dopomógł mi w tym. Chciałbym być wolny do końca i chciałbym móc wybrać czy chcę istnieć dalej czy chcę se odlecieć w nicość. Chciałbym po prostu, jeśli nadejdzie taki czas, że nic nie zostanie więcej, wiedzieć, że porta semper aperta est. No chciałbym, nawet jak nie skorzystam. Napisał już o tym tu Eli Wurman.

3. PJN się skończył, trochę mi szkoda, ale niestety się ośmieszyli, wynika, że jednak prawicy w miarę sensownej w Polsce na razie nie będzie. Lewicy zresztą tyż nie dostrzegam.

4. Świat jest pełen idiotów, to wiadomo od dawna, Często idioci są przy okazji ludźmi, którzy upajają się obrażaniem innych i pogardą wobec innych, szczególnie jeśli ci inni odbiegają od normy. Innym może być kobieta, czarny, Żyd, niepełnosprawny. Bywa i tak (np. w grupie rówieśniczej), że innym jest się z totalnie prozaicznego powodu jak wygląd, niski wzrost, nadwaga itd. Innym może być też ktoś samotny, bezdzietny, homoseksualista. Niektórzy uwielbiają obrażać innych. Są też portale opiniotwórcze, które są opiniotwórcze, dobre i piękne, wywiady robią z Obamą czy innym Osamą, chcą prowadzić debatę o Polsce, internecie, rozwoju. Znowu więc padają wielkie i piękne słowa. Tymczasem jednocześnie promują te portale pogardę i nienawiść, wspierają język nienawiści, przyzwalają na pogardę wobec bliźniego. Co ciekawe, jednocześnie pełno na takich portalach wielkich słów o religii, Polsce, rodzinie, a gdy przyjdzie co do czego, to z glana pedałom przyjebiemy. Albo Żydom albo singlom albo lemingom albo wykształconym. Na innych portalach przyjebiemy nauczycielom, na innych księżom, na jeszcze innych emigrantom. Im większej grupie przyjebiemy, tym więcej pięknych i dobrych słów.
Nie ma nic bardziej złudnego niż słowa, nie ma bardziej przereklamowanych słów jak patriotyzm, prorodzinne wartości, moralność, tradycja. Często zza tych słów wyziera tylko jedno: Nienawiść, a tuż za nią (czasem przed nią, czasem obok) mamy siostrę Pogardę:)

P.S. Cd pewnie n kiedyś, może obrazki osobiste wyrychtuję, ale tu chwilowo nie pasują.

Obrazki cz I. (na wordpressie)


Obrazki cz. II

Postkrakowskie impresje

Czerwiec 13, 2011

Grześ trafił do Krakowa w ostatni piątek, trafić nie było łatwo, bo droga biegła przez Rzeszów i Poznań. Poza takimi nudnymi rzeczami jak egzamin FCE, którego pewnie nie zdałem, udało mi się spotkać z trójką jakże ciekawych blogerów, co pokrótce i złośliwie opiszę:)

Pierwsza zjawiła się Pino, którą znałem od czasów TXT, ale tylko wirtualnie i telefonicznie, zjawiła się nagle pod Galerią Krakowską, wcześniej przez telefon zapowiedziawszy mi, że ona też spada się uczyć angielskiego i dlatego mam się zjawić u jej babci, która podobno chce mnie poznać (w co oczywiście nie wierzyłem, bo i czemu ktokolwiek miałby chcieć mnie poznawać). Pino zjawiła się, zaraz na samym początku rzuciła mi komplementa, że młodo wyglądam jak na swoje prawie 30 lat, Pino nie dość, że jest młodsza ode mnie o jakieś 6 lat, to wygląda jeszcze młodziej (piwa bym jej w swojej wirtualnej knajpie nie sprzedał, no)

Więc Pino pojechała szprechać , ja pojechałem też szprechać, ale po polskiemu z babcią Pino (może czytelnicy TXT pamiętają kilka wpisów w blogu Krystyna na Borku), babcia Pino zastrzeliła mnie kilkoma tekstami, choćby takim, że jestem sympatyczny (właściwie był to dużo mocniejszy komplement, ale co się będę chwalił). Zresztą komplementów było więcej, ja się odwdzięczę teraz i powiem, że spędziłem bardzo sympatyczne kilka godzin na rozmowie o mnóstwie ciekawych zjawisk/rzeczy/ludzi i w ogóle inspirująco było, nie wspominając już o tym, że zjadłem pyszny obiad i wypiliśmy smakowite białe wino.

Później szprechaliśmy w sumie 2 dni z Pino, obmawiając cały wszechświatowy Internet, komentując złośliwie różne wytwory fanatycznych prawaków i fanatycznych lewaków, acz oczywiście robiliśmy to z klasą, finezją i humorem.
Oczywiście tematem rozmów nie był tylko Internet, ale tzw. wszystko i nic.
No i do tego wszystkiego goździkowe djarumy, ballantines, metaxa i zimne piwo (a o białym winie już chyba wspominałem?)

A w niedzielę zjawił się Torlin, który zanim się zjawił, zdążył się chyba zirytować moją chaotycznością i tym, że się strasznie nieudolnie z nim umawiałem, ale tak już mam
Z Torlinem spędziłem też kilka godzin na rozmowie, acz jako że byłem po moim maratonie pociągowo-alkoholowym od środy wieczorem i 2 dniach egzaminu lekko zmęczony i zaspany, to właściwie więcej gadał on, nie żeby mu to jakąś trudność sprawiało, bo gadać to on lubi i gada sensownie. No i w sumie, miałem jakieś wyobrażenie Torlina jako takie centrowego blogera, mającego poglądy, ale raczej spokojnie je wyrażającego, na żywo Torlin potrafi być jednak bardzo zaangażowany i przekonujący. Torlin też mi sprzedał kilka komplementów acz niektóre były specyficzne „Postawię ci piwo, przecież co tydzień piszesz o swoich problemach finansowych”. W sumie nie żeby nie miał racji…

Ogólnie nawet jeśli nie zdam tego FCE, to weekend należał do bardzo udanych, inspirujących, ciekawych i w ogóle w mym nudnym życiu była to odmiana, mam nadzieję, że spotkam się ze wszystkimi wymienionymi osobami jeszcze kiedyś (może ten przyjazd do Sandomierza kiedyś szanownym wypali), chyba że po tym wpisie cała trójka się na mnie obrazi.

A i żeby się nie obraził jeszcze jeden stwór, to serdeczne pozdrowienia dla uroczej kotki Hans

A no i fajnie by było urządzić zjazd lubelski lub spotkać się większą grupą w W-wie kiedyś(Gre, Docent, Merlot, Dorcia i inni poszukiwani)

A muzycznie, może znają coś państwo na tematy krakowsko-alkoholowe, by się w tym pięknym klimacie utrzymać? Mały muzyczny Hyde Park?

W górach jest wszystko co kocham, a tak poza tym jestem idiotą…:)

Maj 5, 2011

Góry= magia, piękno, cudowne zmęczenie, wyzwolenie, radość, wiatr, kamienie, widoki, śnieg, ludzie, alkohol, lepiej smakuje i wypić można dużo więcej niż na nizinach, zdjęć nie ma sensu (pisownia zmieniona na prośbę wieloletniego kumpla blogowego:) robić, widoczki kolekcjonować i zapisywać na swym twardym dysku wystarczy, samotność cudowna, wolność, brak kondycji nie przeszkadza po prostu iść, a to iście jest tak pełne radochy, że masakra.

Byłem w górach 3 dni, a właściwie czynnie to jeden dzień i się strasznie pozytywną energią naładowałem. Właziliśmy ze znajomymi na Babią Górę, po kilku metrach grześ odkrył, że jest totalnym cieniasem i kondycji ma zero, ale szedł, wchodziło się cudownie, weszliśmy na szczyt (1725 m), grześ poweru totalnego dostał i se samotne zejście z góry uczynił i trasę, którą znajomi pokonali (to zejście) w 1h50 min, zrobił w godzinkę z małym kawałkiem. Schodziło się cudownie, momentami zbiegało, takie tam nic nieznaczące fakty, jak stare buty z supercienką podeszwą, do gór się nie nadające wcale, nie miały znaczenia, nawet mój brak kondycji się na chwilę ukrył i schował.
Acz czułem już po moich stopach, że źle będzie.
No ale żeby se oczywiście stan stóp poprawić poszedłem wieczorem do knajpy (eh, jakiego miałem fajnego powera) i jeszcze tańczyliśmy se jak gupi i obciach robiliśmy, no.

Za to od wtorku cierpię niemiłosiernie, a wtorkowy krótki (30 min?) spacer nad jakieś wodospady był dla mnie tak fizycznie męczący, że myślałem, że normalnie wykituję.
No ale jak człek nieprzygotowany fizycznie w góry jedzie i bez butów właściwie, to teraz ma za swoje, ale z chęcią bym się w sierpniu wybrał na jakąś samotną wędrówkę w Bieszczady (nie byłem od 2005 roku tamże, bez sensu). Albo kiedy na jakąś wspólną, tyle, że np. w porównaniu do takiego górołaza jak Torlin na ten przykład, to ja beznadziejny jestem.

A tak w ogóle mam nadzieję, że to co mi się stało z lewą stopą (czy był taki film czy to tylko moja imaginacja?) to nie jest ani zwichnięcie ani skręcenie i że ból szybko zniknie i kuśtykać przestanę (Kiedy kuśtykać przestanę:)) i że okłady z kwaśnego mleka to nie tylko ludowy przesąd:), ale działają.

A w ogóle łoscypka se nie przywiozłem, buuuu…..

Rozmowy muzyczne cz. I – Turbo „Dorosłe dzieci”

Kwiecień 22, 2011

Nauczyli nas regułek i dat

Eeee tam, sam się nauczyłem, a właściwie nie nauczyłem nic, gupi jestem ciągle.

Nawbijali nam mądrości do łba

I głupot też. Dużo za dużo.

Powtarzali, co nam wolno, co nie

Bardziej chyba czego nie wolno

Przekazali, co jest dobre, co złe

A i tak wybieramy często to co złe.

Odmierzyli jedną miarą nasz dzień

Hm, za gupi jestem, nie rozumiem.

Wyznaczyli czas na pracę i sen

a to jest wkurwiające, moim zdaniem jedno z większych zniewoleń ludzkości, wstawanie rano, praca, chodzenie spać wieczorem, bo inaczej znowu nie wstaniesz itd, nudy i

Nie zostało pominięte już nic
Eee tam, właśnie często najważniejsze rzeczy pominięto i pomija się, a uczy się tych niepotrzebnych.

Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć
Ano nie wiemy i wiedzieć nie będziemy.

Dorosłe dzieci mają żal

Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię…, żal to nie jest fajna rzecz.

Za kiepski przepis na ten świat

Hm, a może to świat jest kiepski, a przepis każdy można zmodyfikować.

Dorosłe dzieci mają żal

Dalej?

Że ktoś im tyle życia skradł

Sam se to życie często kradniemy i marnujemy.

Nauczyli nas, że przyjaźń to fałsz

A to źli ludzie musieli to być, przyjaźń to najprawdopodobniej najlepsza rzecz na świecie.

Okłamali, że na wszystko jest czas

Czasu coraz mniej…

Powtarzali, że nie wierzyć to błąd

Zależy komu albo w co

Przekonali, że spokojny jest dom

Jeden z wielu mitów ludzkości, horrory na tym żerują:)

Odmierzyli każdy uśmiech i grosz

Znowu o tym mierzeniu?

Wyznaczyli niepozorny nasz los

Hm, ładna fraza, ale o co w niej chodzi?

Nie zostało pominięte już nic

Wiele rzeczy pominiętych zostało

Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć

A czy ktoś wie?

Nauczymy się więc sami na złość

O i na pohybel:), ale czy to takie łatwe jest?

Spróbujemy, może uda się to

Może (sceptycznie)

Rozpoczniemy od początku nasz kurs

Hm, rozpoczynanie od początku jest męczące.

Przekonamy się, czy twardy ten mur

Twardy pewnie, jak każdy mur.

Odmierzymy, ile siły jest w nas

Hm, we mnie tak średnio dużo, w nas to nie wiem, kim są „my” trza by zapytać bowiem/

Wyznaczymy sobie miejsce i czas

Czas już jest, miejsce też, wyznaczyć trza se cele albo cuś takiego.

A gdy zmienią się reguły tej gry

Gry zwanej życiem? Chyba sa od zawsze takie same.

Może w końcu odkryjemy, jak żyć

No jak to jak? Normalnie i do przodu.

Inspiracja: kiedyś cykl Sajonary na TXT, ostatnio Dorcia tu

Wszystkiego dobrego na święta Wielkiej Nocy dla zaglądających na ten blog.

Faza na niepisanie

Kwiecień 8, 2011

Fazę na niepisanie mam i ta faza mi pewnie się ostanie.
Czuję, że cokolwiek napiszę, nie ma żadnego nie tyle sensu, co celu.
Nawet to nie jest żaden z tych fajnych kryzysów, których miałem mnóstwo i które paliwem mojej blogerskiej twórczości były od zawsze i np. przyczyną i przyczynkiem fajnych, twórczych, zwariowanych i zabawnych tekstów się stawały (he, he, słodzi se i wmawia pierdoły ignorantom:)), którzy nie znają jego twórczości, ten autor okropny)
Więc tę fazę mam, faza se trwa, dobrze się ma, mi (wiem, Nameste, wiem, mnie) z nią też dobrze właściwie.
Zresztą obaczyć wystarczy: styczeń-tekstów sześć, luty jeden (acz komentarzy ze 200 w HP), marzec dwa), kwiecień pierwszy ten, który piszę jest.

Nawet zebrać się mi nie chce i na komenty blogerów odpowiedzieć zaległe (Dorka znowu mi zarzuci, że łolewam ja ci komentatorów szanownych)
Ano olewam, pisać nie zamierzam.
Niepisanie jest lepsze od pisania, znaczy pewnie nie uwierzy nikt, kto zna mą blogową twórczość i jakże częste teksty o niepisaniu, ale coraz częściej myślę, że blogowy etap życia chyba mam ochotę zostawić za sobą.
Niby mam pomysł na tekstów kilkanaście jutubkowych, w tym dwa cykle nowe, niby ciągle mógłbym pisać o tym, o czym piszę.Niby cykl filmowy trza by kontynuować, a cykl o horrorze napocząć.

Ale zwyczajnie nie chce mi się.
Od pewnego czasu nie potrzebuję też pisania jako autoterapii (czyżby moja wieczna depresja zmieniła się w jakże łagodną i cudownie wyzwalającą apatię/melancholię/rezygnację).

Dojrzewam do niepisania.

P.S. Zanim dojrzeję, można tu urządzić przedśmiertny (przed śmiercią bloga, nie autora, proszę nie pisać rozpaczliwych maili w stylu” Nie zabijaj się, kurwa, grześ, nie zabijaj się”) Hyde Park.

P.P.S. Oczywiście niepisanie nie oznacza nieczytania, niekomentowania i niekontaktowania się z dobrymi, starymi znajomymi blogerami&komentatorami.Więc, do zobaczenia Torlinie w Sandomierzu niedługo:), a Pino (i inni krakowiacy, jeśli mają się ochotę spotkać ze mną) niech się zastanowi czy będzie w Krakowie w weekend 10-12 czerwca, bo ja na pewno będę:), bo FCE będę zdawał, no:)

A tak w ogóle, czy ja kiedyś mówiłem, że życie jest w gruncie rzeczy piękne? Mimo wszystko&mimo okoliczności niefajnych różnych. Kurde, może zanim do niepisania dojrzeję (eh, ja mi się ta fraza spodobała), napiszę jaki hymn ku chwale życia i świata (no dobra, odpierdala mi w sumie bez sęsu zupełnie)
Idem więc czytać „Domowy poradnik umierania”, a Państwa szanownych zostawiam z cudownie kojącą Marylą. Pewnie Agnieszka się uśmiecha z góry (eh, pajacu sentymentalny, żadna góra nie istnieje), że taki nic nie znaczący grześ tak się ciągle jej twórczością zachwyca, do znudzenia aż, acz z drugiej strony, jak wiadomo, jej poezyje nudzić przecież nie mogą.
Oooo, w tym hymnie życia na pewno by było cuś o jej piosenkach znalazło, o głosie Elli co niedziella, o smutno pięknych piosenkach pewnej Billie, co jej się szybko zmarło, o górach, piesach, martini rosso, czarnych kotach, jesieni, samotności, Trójce, Rodzinie Poszepszyńskich, uśmiechach, nocy, whisky z colą i lodem, o samej coli nawet, o jeździe samochodzie bez celu i sęsu itd itp. Kurde, wynika mi w sumie, że cała moja blogowa twórczość to hymn jest, no,i pochwała dobrych stron życia:)

Ale jak wiadomo, dobry i piękny jestem, no dobra poczucie humoru, autoironii i dystansu mam tyż nieziemskie.

A w ogóle chyba totalnie mi ostatnio odbija, bo od pewnego czasu myślę o sobie jako o optymiście, może nie takim modelowym, z częstymi stanami wkurwienia, deprechy, apatii, jednocześnie głupio perfekcjonistycznym (kiedy nie trza) i minimalistycznym (kiedy tym bardziej nie trza), ale jednak optymiście.A może raczej optysymiście. Ładne słowo, optysymista.

To tyle.
Hajdparkować mi proszę do woli, powoli, mimo woli, nawet bez woli.

Muzyczne portrety cz. IV – Renata Przemyk

Marzec 30, 2011

Ten czas nadejść musiał, skromnym mym zdaniem, obok Kasi Nosowskiej najważniejsza polska wokalistka ostatnich 20 lat (no dobra, dopisałbym sobie moja ulubioną Anję Autobus (to taka aluzja do mojej mamy, która kiedyś źle słowo „Orthodox” usłyszała), ale Gre wtedy mnie wyszydzi brutalnie)

Nie wiem, czy tak jest, ale takie wrażenie mam, że każdy, kto dobra muzę lubi, to pod wrażeniem głosu i piosenek pani Renaty jest.Śpiewa ona od początku lat 90-tych, nagrywa często płyty, które choć popularne, to jednak jakoś tam na marginesie radiowo-telewizyjnego mejnstrimu są.
Głos ma ona po prostu niesamowity, teksty Saranieckiej są zaś jednocześnie piękne, mądre, kobiece, szczerze, brutalne, prawdziwe, raczej opowiadają o rzeczach niekoniecznie wesołych i skomplikowanych, nie jest to jednak muza dla jakichś „emo”:), to raczej prawdziwe, soczyste, życiowe historie.
Renata Przemyk jest cudowna solo, ale sprawdza się w duetach, potrafi zaśpiewać właściwie wszystko i o wszystkim, ma na swoim koncie hity i piosenki trudne, nawet wzruszającą piosenkę o miłości ma („herbata z cytryną i mniód, no…)
Genialna jest.
Była i prawdopodobnie będzie.
No dobra, to tyle:)
Oczywiście żartowałem, teraz troszkę muzyki, choć od razu uprzedzam, że wybór mógłby być zupełnie inny, a i tak by było świetnie.

Zaczniemy może tak pięknie, że inaczej się nie da:

A teraz trochę mocniej zagramy, mocniej a jednak dalej bardzo delikatnie, aaa, czy a wspominałem coś o delikatności, subtelności i finezji? Nie? No niemożliwe, bo to wszystko tu jest: cudowne i gdzie indziej niespotykane połączenie subtelności i brutalności:

A znają Państwo prywatny manifest grzesia, pewnie stali czytelnicy w liczbie 4 (Gre, Pino, Torlin i Dorcia) znają, swoją drogą to ja muszę chyba jakąś nagrodę, szczególnie dla Torlina wyrychtować za czytanie i komentowanie u mnie już 4 lata:), jest jeszcze kto taki?

Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię

A teraz cofniemy się do samego początku lat 90-tych i do pierwszej płyty Renaty i jej pierwszych hitów:

Renata 20 lat później smakuje jednak równie wybornie:

Ale coś się za delikatnie zrobiło, a przecież głos to ona ma taki, że aż szyby drżą, więc posłuchajmy troszkę ostrzejszych rzeczy:

A teraz proszę zamknąć oczy, światło zgasić, zapalić świece i umierać. Z zachwytu:)

Z martwych jednak wstajemy, bo jeszcze perełek kilka na nas czeka, a teraz jeden z piekniejszych tekstów o miłości jakie są,by napisać tak prosto i zwyczajnie:

Ty wszystkie moje zmysły
I świeże kwiaty nosisz w butonierce
Gdy trzymasz mnie za rękę
To nawet w starej ładnie mi sukience

trza mieć po prostu talent.

Z Renatą Przemyk rozstawać się trudno, więc zanim to nastąpi, posłuchamy jej, acz już w piosenkach, gdzie poza jej głosem będzie słychać inne głosy.

Oczywiście tego zabraknąć nie może, dwa najlepsze kobiece głosy polskiej muzyki rockowej w jednym, 2 w 1, Przemyk&Nosowska:

A teraz zagramy zmysłowo bardzo:

No i jak zakończę?
Pewnie wszyscy wiedzą.
Racja, właśnie tak…

P.S. Cykl będzie kontynuowany,acz pewnie nieregularnie, tak się składa, że zamierzam w nim prezentować głównie moje ulubione wokalistki, nie tylko z Polski.

P.P.S. Niestety nigdy nie byłem na koncercie Renaty Przemyk, jak ktoś był, niech się podzieli wrażeniami:)

GiG czyli grześ i gugiel

Marzec 16, 2011

Idem śladem różnych ciekawych blogerów, którzy w swym epizodzie blogerskim mają zabawy z góglem, ja dotychczas nie miałem, więc ponieważ cierpię na ciągły brak weny, bardzie krótko, łatwo i (nie)przyjemnie.
„Googlowe przygody” innych blogerów można se poczytać tu:
1. Bart
2. Starosta Melsztyński
3. GPS
4. Radkowiecki

A oto niektóre rzeczy, które ludzie wpisują w google i później wyskakuje im mój blog na którymś tam miejscu i mój krótki komentarz do tych zapytań. Aaaa, ominąłem wszystkie nieśmieszne i nieciekawe w stylu „grześ”, „peter steele”, „anna semkowicz” itd

smęty – to tylko u mnie na blogu, dobra decyzja:)

meine weihnachten– są takie same jak deine pewnie

niemieckie śniadanie – jest dobre, coś więcej chcecie wiedzieć? Aaaa, fajne jest to, że można se pójść na dobre śniadano i na kawę do lokalu, poczytać gazetę, spotkać ludzi, poza tym często na słodko, zawsze powinno być świeże pieczywo (strasznie dobre w większości mają).

szwarcwald – jest piękny, polecam

„nie ma takiego smutku, który …..” – czy to jakiś cytat? Bo myślałem, że sam wymyśliłem tę frazę:)

„katastrofie dowiedziałam się od moich studentów”– a ja nie, i chyba ktoś o „o” zapomniał.

butelka taniego wina – gdzie? Z chęcią bym się napił, no.

napoje niemieckie – Jaegermeister np. albo piwo z colą albo Radler (piwo z lemoniadą), w ogóle dobre piwo, wina też, mocniejsze alkohole mniej ciekawy, a i dużo dobrej kawy mają i piją, herbata cieszy się mniejszym powodzeniem

argumenty za kaczyńskim – są takie? Czekam więc na nie

you tube edyta przemyk – że co? Chyba Bartosiewicz, Górniak albo nawet Piaf

lśnienie rosiak – a ja całe życie myślałem, że King

peter steele sie ukrywa – a Elvis żyje, Hitler też się ukrywa, a czemu nie.

co to są smęty – jeśli tu trafiłeś, powinieneś wiedzieć.

peter steel sie zabił – no jak to przecież się ukrywa

jak wygladal pierszy dom – rajsko

czy totalitaryzm jest liberalny – a skąd ja mam wiedzieć? To blog pisany przez głupka, nie spodziewaj się odpowiedzi na tak skomplikowane pytania.

sfera profanum w roznych kulturach – następny, kurwa, inteligent

wina z okolic freiburga – są pyszne, aczkolwiek ja się na winach nie znam

peter steele zmarł – o to coś nowego w sumie, ale czy w tej dżungli amazońskiej, w której się ukrywa?

pornosy.pl– no sorry, to nie ten adres

3 latek agresywny i krzyczacy – u mnie na blogu? To na pewno nie jestem ja.

masońska coca cola -hm, to mnie przerasta jednak…

czy marek niedźwiecki ma żonę – nie ma

żadnych złudzeń panowie żadnych złudzeń – ta dewiza jest mi jakoś bliska i się jej trzymam, acz czasem trudno

sałatka ziemniaczana po niemiecku – niedobra jest, moim zdaniem,

tyle szans ci dawa�am a ty nadal – a ja nadal co?Dokończ kochanie:)

sposoby trzymania papierosa – są różne, ja twierdziłem, że trzymałem raz po żulersku, raz po inteligencku, pewnie można by wymyślić jeszcze coś.

jakie martini z cola– Martini Rosso, dodaj cytrynę i lód

zwierzenia klowna opracowanie – a spadówa, no, żadnych opracowań, opracowania to ZŁO, czytać do cholery trza, szczególnie, że to jedna z najpiękniejszych książek, jakie istnieją.

dlaczego nie głosować na kaczyńskiego? – a dlaczego właściwie głosować, acz pacjenci psychiatryka znajdą setki powodów, by głosować.

nie bełkotaj– postaram się, ale obiecać nie mogę

seks z grzesiem – to zły pomysł, to zły pomysł, to zły pomysł, to zły…

ziemkiewicz poprę kaczyńskiego – wow, ale siem zdziwiłem, no masakra wręcz

telefon z klapką pedalski – tak słyszałem, ale to pewnie jakaś miejska legenda, no:)

czy pete stelee umarł? – w sumie już sam nie wiem, strasznie sprzeczne informacje

gdzie spotkac prostytutke w sandomierzu – np. na ulicy albo w (nie)istniejącym(?) tam burdelu

angielska piosenka podobna do bajmu plama na ścianie – a po co ci taki kicz, brrrr…

bo wszyscy lewacy to jedna rodzina – starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna…

dlaczego umarł peter steel– pytanie jest, czy w ogóle umarł

gdzie się schował grzegorz nicpoń – tam, gdzie Peter Steele? A kto to w ogóle jest Grzegorz Nicpoń? Bo na pewno nie ja:)

peter steele nie żyje – a jednak:)

dlaczego rosiak odszedł z trojki– nie odszedł, w każdą sobotę o 15.00 można go usłyszeć

o czym są piosenki edyty bartosiewicz – a nie wystarczy posłuchać?

czy michał bajor ma kompleksy – każdy jakieś ma, ale ekspertką od Bajora jest tu Pino, może odpowie

jest jakaś piosenka o grzesiu– nie mam pojęcia, wierszyk jest, kretyński zresztą, acz inteligenci z S24 lubią go czasem przytaczać w rozmowach ze mną, no ale czego wymagać od komentatorów S24

gdzie do pracy po nkjo – wszędzie, nazwa wskazywałaby, że do szkoły, ale można też do firmy, można tłumaczyć, za granicę wyjechać można nawet,

knajpy dla homoseksualistów w marsylii – o kurwa, wiem o nich tyle co prostytutkach w Sandomierzu

jakie pytanie napisać do hasła tunczyk ? – Czy jest z puszki? Główny składnik dobrej sałtki, której dawno nie robiłem? Z czym zrobić makaron?

grzesiu grzesiowi – oka nie wykole

kazdy grześ to – mam straszną ochotę dokończyć to słowem „chuj”, nie wiem czemu, to silniejsze ode mnie.

tragikomiczna co to znaczy – inteligenci a gugiel to złe połączenie…

tylko tępy lewak… – zagląda na ten blog?

co to jest dobroć krótka odpowieć – dobroć to co innego niż złoć, ale też nie płoć

jakie narkotyki zażywał peter stele – mocne

bez grzesia – a to tak, najpierw seks ci w głowie, a teraz już mnie planujesz rzucić

futrzak mówi – pisze też, dobrze tylko zbyt rzadko

jaki typ muzyki spiewa bajm – chujowy

realizm magiczny mario llosa– raczej Gabriel Garcia Marquez, dokształć się

dostałem bloga i byłem na grzesiu – i czym się chwalisz, a może dostałeś grzesia i byłeś na blogu

pierwszy raz – tylko proszę nie opisywać, była taka rubryka w Bravo, do dziś jestem pewny, że te teksty wymyślali (wymyślają dalej?) redaktorzy „Bravo”

grzesiu śpiewa– kłamstwo

komu się udało rzucić samemu picie alkoholu – mnie nie, ale w sumie nie planuję tego, bo i po co

tanie wino – jest dobre, bo jest dobre i tanie, Haratacze o tym śpiewają,

wspólny stan szczęścia co dziś uszczęśliwia ludzi– jeśli szukasz szczęścia, nie wchodź na ten blog

miekkie czy mietkie -mientkie

z czego wszy – z brudu, panie Dzieju, z brudu