Archive for the ‘Smęty’ Category

Śmierci przychodzą w grudniu…

Grudzień 19, 2011

Koniec roku to schyłkowy czas, niby czas radości, bo Święta, Boże Narodzenie, spotkania z rodziną, prezenty, żarełko, Sylwester itd, ale z drugiej strony jak wiadomo święta (szczególnie Boże Narodzenie) to też czas, kiedy człek myśli, swe życie przewartościowuje, nie może wytrzymać sam ze sobą, z pustką w sobie,z depresją, z samotnością, z nicością, niewiarą, brakiem miłości itd

Szczególnie jak to sobie konfrontuje ze szczęściem, które obserwuje u innych lub jeśli wydaje mu się, że wszystkim innym się jakos powodzi, a jemu chujowo.

Nie od dziś wiadomo, że w Wigilię i w Boże Narodzenie zwiększa się liczba samobójstw.

Grudzień to czas, gdy domykają się różne sprawy, czasem nadziei na nowe otwarcie brak.

12 lat temu zamknął swoje życie od zawsze bliski mi mentalnie (zresztą ziomal z Podkarpacia) Tomek Beksiński.
Pamiętam ten dzień (Wigilia/Boże Narodzenie) tę informację, to poruszenie moje.
Tomasza Beksińskiego nie ma, muzyka jest, niedawno wyszła płyta poświęcona właśnie jemu, pięknie muzycznie i tekstowo w tym utworze jest:

2 lata później zmarł Grzegorz Ciechowski, 2 dni przed Wigilią:

Tegoroczny grudzień obfituje w śmierci różne i jakże różne osoby odchodzą, najpierw Hanuszkiewicz, Villas, Cezaria Evora, Havel, no i ten pajac z Korei Płn.

Violetta w głosie miała moc, siłę, życie, no, kiedyś pewnie miała dużo, może wg niektórych wszystko, ale tak się to poplątało, tak to bywa, że niektórzy mimo sławy, pieniędzy, talentu nie umieją se radzić z życiem, wpadają w nałogi, choroby, schizy, dziwne towarzystwo itd

Ale, zostawiła nam perełki, oczywiście nie byłbym grzesiem, gdybym nie dał jej w piosence Stanisława Staszewskiego (ur. w grudniu, zmarł w styczniu), kolejnego poety przegranego trochę, no.

Cezaria niech nam te mroki rozświetli na koniec, bo przecież wiosna przyjdzie i tak. Mimo wszystko, warto żyć.

Reklamy

Styknie, no (hajdparkować można i trzeba do woli/powoli/w swawoli)

Październik 24, 2011

To by było na tyle w sumie, no.

Może wrócę przed końcem świata, a na razie bye, bye babies:) (Nie ma to jak „Love actually”, muszem obejrzeć kolejny raz), a tymczasem myk i znik(ł) autor se.

W górach jest wszystko co kocham, a tak poza tym jestem idiotą…:)

Maj 5, 2011

Góry= magia, piękno, cudowne zmęczenie, wyzwolenie, radość, wiatr, kamienie, widoki, śnieg, ludzie, alkohol, lepiej smakuje i wypić można dużo więcej niż na nizinach, zdjęć nie ma sensu (pisownia zmieniona na prośbę wieloletniego kumpla blogowego:) robić, widoczki kolekcjonować i zapisywać na swym twardym dysku wystarczy, samotność cudowna, wolność, brak kondycji nie przeszkadza po prostu iść, a to iście jest tak pełne radochy, że masakra.

Byłem w górach 3 dni, a właściwie czynnie to jeden dzień i się strasznie pozytywną energią naładowałem. Właziliśmy ze znajomymi na Babią Górę, po kilku metrach grześ odkrył, że jest totalnym cieniasem i kondycji ma zero, ale szedł, wchodziło się cudownie, weszliśmy na szczyt (1725 m), grześ poweru totalnego dostał i se samotne zejście z góry uczynił i trasę, którą znajomi pokonali (to zejście) w 1h50 min, zrobił w godzinkę z małym kawałkiem. Schodziło się cudownie, momentami zbiegało, takie tam nic nieznaczące fakty, jak stare buty z supercienką podeszwą, do gór się nie nadające wcale, nie miały znaczenia, nawet mój brak kondycji się na chwilę ukrył i schował.
Acz czułem już po moich stopach, że źle będzie.
No ale żeby se oczywiście stan stóp poprawić poszedłem wieczorem do knajpy (eh, jakiego miałem fajnego powera) i jeszcze tańczyliśmy se jak gupi i obciach robiliśmy, no.

Za to od wtorku cierpię niemiłosiernie, a wtorkowy krótki (30 min?) spacer nad jakieś wodospady był dla mnie tak fizycznie męczący, że myślałem, że normalnie wykituję.
No ale jak człek nieprzygotowany fizycznie w góry jedzie i bez butów właściwie, to teraz ma za swoje, ale z chęcią bym się w sierpniu wybrał na jakąś samotną wędrówkę w Bieszczady (nie byłem od 2005 roku tamże, bez sensu). Albo kiedy na jakąś wspólną, tyle, że np. w porównaniu do takiego górołaza jak Torlin na ten przykład, to ja beznadziejny jestem.

A tak w ogóle mam nadzieję, że to co mi się stało z lewą stopą (czy był taki film czy to tylko moja imaginacja?) to nie jest ani zwichnięcie ani skręcenie i że ból szybko zniknie i kuśtykać przestanę (Kiedy kuśtykać przestanę:)) i że okłady z kwaśnego mleka to nie tylko ludowy przesąd:), ale działają.

A w ogóle łoscypka se nie przywiozłem, buuuu…..

Faza na niepisanie

Kwiecień 8, 2011

Fazę na niepisanie mam i ta faza mi pewnie się ostanie.
Czuję, że cokolwiek napiszę, nie ma żadnego nie tyle sensu, co celu.
Nawet to nie jest żaden z tych fajnych kryzysów, których miałem mnóstwo i które paliwem mojej blogerskiej twórczości były od zawsze i np. przyczyną i przyczynkiem fajnych, twórczych, zwariowanych i zabawnych tekstów się stawały (he, he, słodzi se i wmawia pierdoły ignorantom:)), którzy nie znają jego twórczości, ten autor okropny)
Więc tę fazę mam, faza se trwa, dobrze się ma, mi (wiem, Nameste, wiem, mnie) z nią też dobrze właściwie.
Zresztą obaczyć wystarczy: styczeń-tekstów sześć, luty jeden (acz komentarzy ze 200 w HP), marzec dwa), kwiecień pierwszy ten, który piszę jest.

Nawet zebrać się mi nie chce i na komenty blogerów odpowiedzieć zaległe (Dorka znowu mi zarzuci, że łolewam ja ci komentatorów szanownych)
Ano olewam, pisać nie zamierzam.
Niepisanie jest lepsze od pisania, znaczy pewnie nie uwierzy nikt, kto zna mą blogową twórczość i jakże częste teksty o niepisaniu, ale coraz częściej myślę, że blogowy etap życia chyba mam ochotę zostawić za sobą.
Niby mam pomysł na tekstów kilkanaście jutubkowych, w tym dwa cykle nowe, niby ciągle mógłbym pisać o tym, o czym piszę.Niby cykl filmowy trza by kontynuować, a cykl o horrorze napocząć.

Ale zwyczajnie nie chce mi się.
Od pewnego czasu nie potrzebuję też pisania jako autoterapii (czyżby moja wieczna depresja zmieniła się w jakże łagodną i cudownie wyzwalającą apatię/melancholię/rezygnację).

Dojrzewam do niepisania.

P.S. Zanim dojrzeję, można tu urządzić przedśmiertny (przed śmiercią bloga, nie autora, proszę nie pisać rozpaczliwych maili w stylu” Nie zabijaj się, kurwa, grześ, nie zabijaj się”) Hyde Park.

P.P.S. Oczywiście niepisanie nie oznacza nieczytania, niekomentowania i niekontaktowania się z dobrymi, starymi znajomymi blogerami&komentatorami.Więc, do zobaczenia Torlinie w Sandomierzu niedługo:), a Pino (i inni krakowiacy, jeśli mają się ochotę spotkać ze mną) niech się zastanowi czy będzie w Krakowie w weekend 10-12 czerwca, bo ja na pewno będę:), bo FCE będę zdawał, no:)

A tak w ogóle, czy ja kiedyś mówiłem, że życie jest w gruncie rzeczy piękne? Mimo wszystko&mimo okoliczności niefajnych różnych. Kurde, może zanim do niepisania dojrzeję (eh, ja mi się ta fraza spodobała), napiszę jaki hymn ku chwale życia i świata (no dobra, odpierdala mi w sumie bez sęsu zupełnie)
Idem więc czytać „Domowy poradnik umierania”, a Państwa szanownych zostawiam z cudownie kojącą Marylą. Pewnie Agnieszka się uśmiecha z góry (eh, pajacu sentymentalny, żadna góra nie istnieje), że taki nic nie znaczący grześ tak się ciągle jej twórczością zachwyca, do znudzenia aż, acz z drugiej strony, jak wiadomo, jej poezyje nudzić przecież nie mogą.
Oooo, w tym hymnie życia na pewno by było cuś o jej piosenkach znalazło, o głosie Elli co niedziella, o smutno pięknych piosenkach pewnej Billie, co jej się szybko zmarło, o górach, piesach, martini rosso, czarnych kotach, jesieni, samotności, Trójce, Rodzinie Poszepszyńskich, uśmiechach, nocy, whisky z colą i lodem, o samej coli nawet, o jeździe samochodzie bez celu i sęsu itd itp. Kurde, wynika mi w sumie, że cała moja blogowa twórczość to hymn jest, no,i pochwała dobrych stron życia:)

Ale jak wiadomo, dobry i piękny jestem, no dobra poczucie humoru, autoironii i dystansu mam tyż nieziemskie.

A w ogóle chyba totalnie mi ostatnio odbija, bo od pewnego czasu myślę o sobie jako o optymiście, może nie takim modelowym, z częstymi stanami wkurwienia, deprechy, apatii, jednocześnie głupio perfekcjonistycznym (kiedy nie trza) i minimalistycznym (kiedy tym bardziej nie trza), ale jednak optymiście.A może raczej optysymiście. Ładne słowo, optysymista.

To tyle.
Hajdparkować mi proszę do woli, powoli, mimo woli, nawet bez woli.

Przerwa, muza wesoła&Hyde Park na Łotrze pressie

Luty 14, 2011

Pauzuję blogowo i chyba tak zostanie już na długo.

Luty to chyba kryzysowy czas totalnie, entuzjazm noworocznych postanowień choć sztuczny się mi wyczerpał, choroba mnie dopadła i kaszlę od 3 tygodni jak gruźlik jakiś, plany różne (nie)śmiałe się rozbiły raczej, ferie mnie tylko zmęczyły tak że masakra.
Czy ja już mówiłem, że nienawidzę rannego wstawania?

Z (pseudo)sukcesów to jedynie laptopa se zakupiłem, przy okazji dług se nowy zaciągając oraz prawie ukończyłem pierwszy stopień kursu tańca, acz z powodu choroby opuściłem ze 2 spotkania, a na następne stopnie weny, ochoty, czasu&pieniędzy nie mam.

A w dodatku ta zima mnie drzaźni, wkurwia&nudzi i brzydzi.

Masakra.

jedyny plus na horyzoncie to nowy odcinek „DH” i perspektywa środowego popołudnia, kiedy właściwie (nie licząc nauki inglisza) weekend zaczynam.
O właśnie inglisz, kolejne pole porażek, miesiąc przerwy właściwie, bo najpierw ferie w szkole językowej i w podkarpackim, później moje ferie chorobowe, w sobotę FCE próbny mam a nic nie umiem.

Ale żeby nie było tak smutno, to krzepiąca muza:)

A jeszczem siem wkurwił , bo się dowiedziałem, że praktykanci jacyś na mych lekcjach w technikum się pojawić mają, brrr…, no i ktoś na korki się zgłosił od next weeka więc czuję, że roboty więcej będę miał, czasu mniej, a finansowej poprawy tak czy tak nie odczuję, bo i jak.

A jak wiadomo:

Z cyklu zdziwienia grzesiowe

Styczeń 12, 2011

Na marginesie ostatniej afery jak to fejsbukowcy chcą zabierać dzieci Terlikowskiemu uderzyła mnie jedna rzecz. O samej sprawie pisać nie będę, bo napisał o niej wielokrotnie Terlikowski i różni moi ulubieni lewacy jak Major, Orliński, Bart itd Kto chce se znajdzie, ale ja nie o tem:)

Zastanowił mnie fenomen tzw. grup na fejsbuku, co to za ustrojstwo i z czym to się je, że zapytam z gupia frant (co to jest tenże frant?)
Otóż jaki sens ma tworzenie takich grup, po co się do nich przyłączać i po co to w ogóle?
Znaczy co mi daje bycie w grupie pt „Odebrać Terlikowskiemu dzieci” albo w grupie , no nie wiem, wielbicieli minimalizmu albo w grupie fanów Dominika Tarasa albo w grupie ” Mam wszystko w dupie”.

W ogóle zastanawiam się, jakie te grupy są, jakie są np. najpopularniejsze i czym tenże pęd do tworzenia takich grup i wirtualnego tkwienia w nich jest uzasadniony.
Jako że jestem ignorant fejsbukowy, to proszę tych doświadczonych o ciekawe wypowiedzi na temat swych ciekawych doświadczeń.
No i chciałbym się dowiedzieć do jakiej grupy ja się powinienem zapisać, no:)

Oż kurde, że tak oftopicznie pojadę, zdrzaźniłem siem, bo usłyszałem w Trójce właśnie opinię gościa-minimalisty, że jak ktoś nie umie
przeżyć za tysiąc zeta miesięcznie, to i za pięć nie będzie umiał. Hm, niestety mam wrażenie, że prawdziwość tych słów jest dla mnie bardzo bolesna:)

A z jeszcze zupełnie innej półki, uwielbiam ten utwór, tak jakoś mnie naszło:

P.S. Zgodnie z minimalistyczną zasadą zamierzam troszkę w tym roku zniknąć z bloga:), znaczy w necie minimalizm, w realu maksymalizm,choć jak znam życie to będzie odwrotnie.

g. 21.48
E tam co to za minmalizm, nawet minimaliści mają swoją grupę na fejsbuku, to ja już jestem bardziej minimalistyczny:)

Bzdurny wpis o niczym, konwencjach, zniewoleniu, jubileuszu łotrpressowym, pustce, bilansie a raczej jego braku. Niemuzycznie i nieślicznie, nijako za to i niekonkretnie, nawet nie absurdalnie.

Grudzień 30, 2010

Zniewolony się czuję, zniewolony konwencją Sylwestrową, wszyscy mnie męczą, co robić będę na Sylwestra, ja innych męczę, wszyscy planują, jedni zapraszają, inni sami chcieliby być zaproszeni, ogólnie nie wiedzieć czemu wszystkich znajomych dopadła faza pt.’ co tu kurwa, robić na Sylwestra”.
Never mind w sumie, poza tym że nie mam ochoty nigdzie wychodzić ni wyjeżdżać, ni do Krakowa,ni do Rzeszowa. Aczkolwiek wiem, że i tu i tu bawiłbym się dobrze, fajnie i w towarzystwie zajobistym, tylko co z tego, nieprzyszłościowe to jest, nastroju mi nie poprawi (kurwa, nawet wpisu nie mogę napisać w spokoju, bo znajoma dzwoni, że ona musi gdzieś jechać, bo nie chce siedzieć w domu, co ja mam z tym wspólnego, że zapytam:)
Pointa i wnioski są takie, że ludzie zwariowali z tym Sylwestrem, noc/dzień jak każda inne, z czego się tu w ogóle cieszyć i co świętować?

Ewentualnie koniec roku skłania mnie jedynie do robienia smutnych bilansów, kiedyś fragment takie bilansu (nie)życiowego sporządziłem tu, można by go rozszerzyć, posmęcić se zdrowo i podołować się, ale w sumie po co.

Tak se myślę, że chcem już rok 2011 no, o kolejna cudowna rzecz końcoworoczna, postanowienia noworoczne, he, he, mógłby tyż je spisać/opisać, ale przecież nikt nie wierzy chyba, że to działa.
No ale jakbyście nie wiedzieli, to zamierzam uczyć się inglisza, FCE zdać, na basen&siłownię uczęszczać regularnie, zapisać się na kurs tańca, zmienić pracę, wyprowadzić się z domku, wyprowadzić się z mojej ulubionej prowincji choć na chwilę, tłumaczyć zacząć w końcu dużo i dobrze, czytać dużo mądrych rzeczy, oglądać dobre filmy, nie tracić czasu (tyle co dotychczas) na neta, ze szczególnym uwzględnieniem S24, laptopa se kupić, zacząć w końcu racjonalnie wydawać kasę, a nie w po 15 dniach się zastanawiać, co się stało z moim tysiąc pięćset itd itp, nie dziwi nic.

Wystarczy?

To mój 50-ty (i ku utrapieniu wielu:)) raczej nie ostatni wpis na Łotrpressie, nie chce mi się podsumowania żadnego urządzać, w sumie to trzecie miejsce, w którym bloguję (po S24 i TXT, chwilę jeszcze PR było) i stwierdzam tak: wolność jest fajna, nawet jeśli często okupiona jest samotnością czy mniejszą popularnością.
Znaczy sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem:) czy jakoś tak i w mej internetowej działalności tak chyba już zostanie na zawsze.

A na zakończenie starego roku pamiętajcie Szanowni, że internet często przynosi rozczarowania:)

Pochwała przeciętności, nienadążania, niemodności,niszowości, ignorancji i technicznego analfabetyzmu made by grześ

Grudzień 20, 2010

Nie mam fejsbuka, Nie wiem, co to fejsbuk, nie rozumiem fejsbukowej histerii/mody/trendu. Mieć fejsbuka nie będę. Nie poszedłem na film o fejsbuku, a nawet gdybym poszedł, film by mnie nie zachwycił.
Nie oglądałem „Matrixa”, Shreka, Harry Pottera, Epoki Lodowcowej, Pulp Fiction.
Nie oglądam, nie znam i znać nie chcę polskich kabaretów nowych. Nie wiem, co to Neonówka, Kabaret Moralnego Niepokoju, Kaczka Pchnięta Nożem, Ani Mru Mru, Limo, Długi,Łowcy B. A jak wiem, to żałuję, że wiem, bo są dla mnie totalnie nieśmieszni.
Nie mam telewizora. Plazmowego, ciekłokrystalicznego, LCD czy innego, w ogóle nie wiem, co te nazwy oznaczają.
Nigdy nie miałem i mieć już pewnie nie będę video, aparatu cyfrowego, mp 3, mp 4, odtwarzacza dvd (nie licząc tego w komputrze)
Nie mam laptopa, palmtopa, notebooka.
Nie wiem co to ajfon, smartfon, i inne fony.
Świadomie i celowo mam i miałem najbardziej zwyczajne modele tel.komórkowych, jakie istnieją:)
Nie blipuję/nie twittuję, nie czatuję.
Nie czytam młodej, modnej polskiej literatury, starej polskiej literatury zresztą też obecnie nie czytam.
Nie czytam Hoeullbeqa, Coehlo, Arturo Pervez Reverte.
Nawet Mankella nic nie czytałem.
Nie słucham Eski Rock, RMF Classic, RMF Max, RMF, Zetki ani żadnej innej popularnej stacji. (Trójkę uważamy za w miarę niszową, co?)

Zwyklak jestem, przeciętniak i w ogóle, no:)

Obrazki (cz. II)

Grudzień 15, 2010

W listopadzie pojawiły się obrazki (nie)patriotyczne, teraz sobie chciałbym sporządzić kolaż z obrazków grudniowych.
Dla nowych a licznych moich fanów i czytelników (eh, gorzka ironio:)) informacja: cykl „Obrazki” rozpoczął się jak (prawie) wszystko, co dobre i kreatywne w mym blogowaniu na TXT, tam były to obrazki wrześniowe głównie, później była obrazków edycja trzecia. tematyka to głównie historia zmieszana z polityką, blogosfera, grześ contra cały świat:), grześ i jego przemyślenia bezwartościowe oraz zagubienia.

1. Co roku w grudniu powraca ten temat: stan wojenny, Jaruzelski, Solidarność, PRL. Każdy musi się na ten temat wypowiedzieć, każdy musi coś zadeklarować. Ja deklarować nie chcę nic. Myśle sobie, co bym wtedy ja robił. Pojęcia nie mam, pewnie z powodu swego indywidualizmu, autyzmu i izolacjonizmu nic złego, ale pewnie i z tych samych powodów niewiele dobrego. Nie mam pojęcia.

2. Manifestacje pod willą Jaruzelskiego,. jakoś mnie to nie przekonuje, wydaje się takie czy ja wiem? nieskuteczne/niepotrzebne/kontrpoduktywne. Znaczy nie chodzi mi o spokój generała, bo co mnie on, myślę sobie, że nic z tych manifestacji nie wynika. Acz z drugiej strony jak się czyta takie historie, to człowieka ogarniają jednocześnie wkurwienie, gniew, bezradność. Zostaje tylko słówko masakra, bo co tu gadać.

3. Blogosfera polska to jest matriks jakiś, sobie myślę. Codziennie człek spotyka w tzw. blogosferze politycznej setki frustratów, megalomanów, grafomanów, misjonarzy, nawiedzeńców, chamów, niegroźnych idiotów, groźnych ignorantów. Spotyka też się wartościowe osoby i rzeczy, ale rzadziej. Gdzieś to wyczytałem dawno temu, że ojciec Osieckiej zabraniał jej czytać gazety, bo to odmóżdża, ciekawe co by powiedział dziś, gdyby dożył epoki blogowej. Lem też zasłynął twierdzeniem, że dopóki nie poznał internetu, nie wiedział, że jest tyle głupoty/głupków na świecie.
Dopada mnie coraz częściej zniechęcenie i czytać nawet ulubionych blogerów mi się nie chce. A 3 półki książek czekają, w tym jedna niemiecka półka:) I pewnie jak znam siebie i życie, czekać będą.
Nawet kryminał czytam jakiś od tygodnia, a dziś zawiesiłem się na „Polityce” i „Newsweeku”, znaczy jedynie czytałem z każdego artykułu po kilka zdań.
Podobno mózg ludzki po dłuższym kontakcie z netem zmienia się tak, że później trudno przyswoić sobie teksty dłuższe książkowe i gazetowe.Chyba to mam.
A internet młodych empatii pozbawia, kurwa, doszedłem ja do wniosku, że ja empatii mam za dużo, nadwrażliwy, znaczy się, jestem. Korepetycji z interpunkcji polskiej potrzebuję. Xiężna by się przydała, a najlepiej jakaś księżniczka:) „Narnii” kolejna część w kinach będzie niedługo, że tak zgrabnie różne baśniowe motywy połączę.

4. A ci blogerzy różni se Blog Forum Gdańsk urządzili, co to w ogóle ma być? Wyśmiewają się ludzie po kątach z tego forum całego, mnie się nie chce.

5. Święta nadchodzą, wolnego nie mogę się doczekać, acz same święta cieszą mnie umiarkowanie w sumie, Sylwester jeszcze mniej, może go po prostu prześpię i będzie.

6.Wątek gubię, a raczej już go zgubiłem. Poszedł se znaczy. Można by to ująć brutalniej, poszedł się jebać. Ale czy to ma jakieś znaczenie? Słyszeli państwo o czekoladowych papierosach smakowych, podobno dobre, dziś się dowiedziałem. A djaruma z Pino dalej nie zapaliłem. Wątek zgubiłem, sensu nie zgubiłem, bo nigdy go nie było.Bilans za to se sporządzam w głowie, a raczej bilanse różne. Chyba nie muszę mówić jaki ich wynik? pewnie powiem, ale nie dziś. Powiem za to o wniosku swym pewnym (eh, widać, że kurwa, ten gupi autor dawno nie smęcił). Wniosek jest taki, żem stwierdził, że jedyne co chciałbym robic kiedykolwiek i teraz też to albo pracować na uczelni albo tłumaczyć. Tak się składa, że pierwszą sprawę zjebałem, bo doktorat porzuciłem, a do drugiego jestem za cienki.W totka by się przydało wygrać, ale trzeba by zacząć grać w sumie:)

7. Siedem, siedem nie będzie. Wrócę tu za dwa dni, znaczy koło piątku wieczorem.
Ale zanim pójdę/odejdę, wrzucę może co?

Tak w klimatach grudniowych:

Adwent czyli do zobaczenia na blogu tak gdzieś 23 grudnia:)

Grudzień 4, 2010

P.S. Znikam na razie z Interneta, ambitny plan mam znaczy nie pisać do Świąt prawie, a później się obaczy:)
Bo czas na inne sprawy jest, no.