Archive for the ‘polityka’ Category

Jak Jarosław Gowin cywilizacji białego człowieka broni…

Czerwiec 17, 2011

Wlazłem dziś na blog do Barta i jak zwykle uważnie przejrzałem jego blogroll, by coś ciekawego wyłowić i trafiłem w taki sposób poprzez blog wielobranżowy na wywiad posła Gowina w Radio Zet. Wywiad w całości jest tu

I poseł Gowin jak to prawdziwy polski konserwatysta straszy, wizje snuje, lęki rozsiewa, cywilizację europejską chce chronić, w patos i nadęcie/zadęcie wpada. Niczym Arturo Nicpoń czy inny Tomasz Terlikowski. Przypominam niezorientowanym, że poseł Gowin jest podobno w lewackiej a przynajmniej liberalnej, otwartej, europejskiej partii (przynajmniej tak ona się przedstawia).

Co poseł mówi i co go tak zbulwersowało, że na straży cywilizacji stanął a Polskę przedmurzem chrześcijaństwa i cywilizacji przed hordami islamskimi uczynił?

No jak to co, sprawa oczywista, co najbardziej podnieca i kręci polską prawicę?Seks dwóch facetów (swoją drogą, czy taką fascynację przejawiającą się w homofobii da się leczyć?). Poseł Gowin to człek kulturalny, światowy i w ogóle wyższa liga, więc nie gada jak niektórzy o odbytach, i włożonych w nich penisach, on dotyka tematu w rękawiczkach.

Zajmijmy się więc tymi rękawiczkami, zaczyna się kulturalnie, światowo i w ogóle posh:) od deklaracji, że poseł Gowin tak jak i redaktorka Olejnik mają znajomych gejów (nie chce mi się szukać, ale kiedyś ładnie ten argument z dyżurnego geja ładnie Major wykpił, może zalinkuję później w komentach)
Później Olejnik pyta, Gowin odpowiada, ale odpowiada, kłamiąc:

Monika Olejnik: No tak, to jeżeli mówimy o równości, to można mówić, że skoro małżeństwo nie ma dzieci to też nie powinno mieć na przykład takich przywilejów, jak wspólne dziedziczenie, czy opodatkowanie, prawda, bo powinno to dotyczyć tylko par, które posiadają dzieci.

Jarosław Gowin: Ale nie, chodzi o naturę samego związku, o istotę związku. Istotą małżeństwa jest nakierowanie na pełną rodzinę, na posiadanie i wychowywanie dzieci dlatego państwo w swoim własnym interesie powinno przyznać małżeństwom pewne przywileje.

Skąd szanowny Gowin wie, co jest istotą małżeństwa, poza tym od kiedy (abstrahuję od małżeństwa jako sakramentu katolickiego), istotą małżeństwa miałoby być posiadanie dzieci. NO i co z małżeństwami, które dzieci mieć nie chcą i nie mają. Nie ma takich?

Później w ciekawy sposób Gowin neguje fakty, gdy Olejnik mówi, że we Francji:

Monika Olejnik: We Francji związki partnerskie pomogły, okazuje się, że wiele par, które zawarło ten kontrakt, to są pary heteroseksualne, a nie homoseksualne.

Jarosław Gowin: Tak, ale równocześnie gwałtownie spada dzietność, gwałtownie spada liczba zawieranych małżeństw, a również z punktu widzenia praw małżonków, czy praw partnerów te dwa związki różnią się w bardzo istotny sposób. Zobowiązania, które mąż ma wobec żony, czy żona wobec męża są bez porównania silniejsze niż te, które mają partnerzy w takich związkach. Trwałość tych związków też jest nieporównanie mniejsza.

Monika Olejnik: No właśnie nie, okazuje się, że we Francji te związki są bardzo trwałe i kończą się na ogół ślubami.

Jarosław Gowin: No trudno, pani redaktor, dochodzić do takiego wniosku, który pani sformułowała, bo legalizacja związków partnerskich ma we Francji tak niedługą historię, że tworzenie, wyprowadzanie jakichkolwiek twardych wniosków, z tak krótkiej historii jest naprawdę przedwczesne.

Tyle przekłamań, co w tych dwu krótkich fragmentach, to trudno pomieścić. Wystarczy cokolwiek trochę czytać, by wiedzieć, że we Francji akurat dzietność wzrosła i przyrost naturalny jest jednym z najwyższych w Europie,a na pewno wyższy niż katolickim polskim raju. Co ciekawe, wcale nie jest to tylko zasługa emigrantów (których pan poseł Gowin tak się obawiać zaraz będzie).
I jeszcze jeden smaczek, czy Monika Olejnik wysnuła wnioski czy podała dane/fakty/doniesienia? Bo poseł Gowin oczywiście obniżył rangę jej wypowiedzi twierdząc, że wysnuła ona jakieś nieuprawnione wnioski.

Później Gowin znowu powtarza to samo, że małżeństwo=dzieci i dlatego jest the best, nie to co jakieś tam partnerstwa czy inne brewerie

No i kwiatek (przedostatni), który swoją drogą jest całkiem ładnym fragmentem Gowinowego strumienia świadomości:

Nie, nie, to kompletnie nie to, to kompletnie nie ma nic wspólnego z wartościowaniem poszczególnych osób, to ma związek tylko z tym, że społeczeństwo powinno troszczyć się o swoją przyszłość i troszczyć się o wychowanie dzieci. A nawiasem, nawiasem mówiąc, jeżeli my pójdziemy tą drogą, którą proponuje pani redaktor to wcześniej czy później, moim zdaniem raczej wcześniej, skończymy tak jak starożytny Rzym, przyjdą barbarzyńcy, przyjdą do Europy muzułmanie, Europa stanie się islamska.”

Panie Pośle, Europejczyku Szanowny:
-Europa jest już w dużej części muzułmańska, niech pan jedzie do Francji, Niemiec, Hiszpanii, niech pan się przejdzie ulicami, zje kebaba, obejrzy któryś z filmów Fatiha Akina (będzie niedługo mała ściągawka z jego filmów u mnie w blogu). Więc Europa jest muzułmańska i musimy się z tym pogodzić i koegzystować z muzułmanami, a nie nimi straszyć.
-Co,że tak zapytam ignorancko, ma wspólnego z (potencjalnym) zagrożeniem islamem fakt istnienia prawnego związków partnerskich? Niech mi ktoś, no, głupkowi z prowincji wytłumaczy. Czy to tak działa, że gdy pierwsza para gejowska czy lesbijska ślub zawrze, muzułmanie przed USC czatować będą, broń w ręku dzierżąc i w ogóle pora umierać? No chyba nie, więc jak?

-Panie Pośle szanowny, czy aby polski poseł powinien mówić o obywatelach państw, z którymi Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne, o wyznawcach drugiej najliczniejszej religii na świecie, o obywatelach też Polski (że choćby nieśmiertelnym przykładem polskich Tatarów rzucę) per barbarzyńcy. Nie jestem specjalnym fanem islamskiego stylu życia, ale chyba polityk powinien kontrolować się i, delikatnie mówiąc, nie pieprzyć głodnych kawałków, jak pan w tym fragmencie.

Kwiatek posła Gowina ostatni i najmocniejszy (oj, uczył się od Hitchkocka, uczył):

A nie to jest zupełnie co innego, szanuję każdą religię, natomiast bardzo bym chciał żeby Europa pozostała przywiązana do takich wartości, jak wolność jednostki.

No tak panie pośle, odmawia pan dwóm dorosłym facetom czy dwu dorosłym kobietom prawa do decydowania o swoim życiu (usankcjonowania swojego związku), a teraz gada pan o wolności jednostki.
Głupota czy hipokryzja, oto jest pytanie.
Czekam na odpowiedzi w komentarzach:)

Obrazki cz III (a właściwie V czy VI)

Czerwiec 15, 2011

1. Stwierdzam, że żyjemy w kraju antyrodzinnych hipokrytów oraz ludzi, którzy mają piękne słowa na wargach a de facto wartości tzw. prorodzinne są im obce. No bo sorry, naprawdę są ludzie, którzy uważają, że kobieta karmiąca piersią gdziekolwiek jest obleśna, niemoralna czy niekulturalna. Kuuurrrrwwwaaa!!!!! Nie rozumiem w sumie. Ale, jak widać, są.

2.Chciałbym kiedyś móc mieć pewne prawo, nie wiem, jak wy, może to chore i pokręcone, ale mnie strasznie dużo radości sprawia to, że jestem wolny, w mnóstwie rzeczy jestem zniewolony, tym gdzie się urodziłem, swoim ilorazem hłe, hłe, inteligencji, wyglądem, chorobami różnymi, zahamowaniami, fobiami, lękami, polskością, wychowaniem w określonej religii i kulturze, swą wrażliwością itd.
Są rzeczy, które mogę, które mógłbym i które, nadzieję mam, będę mógł robić zawsze. Gdy nadejdzie taki czas, że nie będę mógł robić większości rzeczy, które mogę i które mi radość sprawiają i sens dają (nawet jeśli są potencjalne i ich nie robię), będę w kropce. Wtedy chciałbym móc zrobić tę jedną rzecz, nie twierdzę, że kiedykolwiek ją zrobię, mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał/potrzebował/chciał. Chciałbym jednak móc ją zrobić. Gdybym nie mógł sam, chciałbym, by ktoś to dopomógł mi w tym. Chciałbym być wolny do końca i chciałbym móc wybrać czy chcę istnieć dalej czy chcę se odlecieć w nicość. Chciałbym po prostu, jeśli nadejdzie taki czas, że nic nie zostanie więcej, wiedzieć, że porta semper aperta est. No chciałbym, nawet jak nie skorzystam. Napisał już o tym tu Eli Wurman.

3. PJN się skończył, trochę mi szkoda, ale niestety się ośmieszyli, wynika, że jednak prawicy w miarę sensownej w Polsce na razie nie będzie. Lewicy zresztą tyż nie dostrzegam.

4. Świat jest pełen idiotów, to wiadomo od dawna, Często idioci są przy okazji ludźmi, którzy upajają się obrażaniem innych i pogardą wobec innych, szczególnie jeśli ci inni odbiegają od normy. Innym może być kobieta, czarny, Żyd, niepełnosprawny. Bywa i tak (np. w grupie rówieśniczej), że innym jest się z totalnie prozaicznego powodu jak wygląd, niski wzrost, nadwaga itd. Innym może być też ktoś samotny, bezdzietny, homoseksualista. Niektórzy uwielbiają obrażać innych. Są też portale opiniotwórcze, które są opiniotwórcze, dobre i piękne, wywiady robią z Obamą czy innym Osamą, chcą prowadzić debatę o Polsce, internecie, rozwoju. Znowu więc padają wielkie i piękne słowa. Tymczasem jednocześnie promują te portale pogardę i nienawiść, wspierają język nienawiści, przyzwalają na pogardę wobec bliźniego. Co ciekawe, jednocześnie pełno na takich portalach wielkich słów o religii, Polsce, rodzinie, a gdy przyjdzie co do czego, to z glana pedałom przyjebiemy. Albo Żydom albo singlom albo lemingom albo wykształconym. Na innych portalach przyjebiemy nauczycielom, na innych księżom, na jeszcze innych emigrantom. Im większej grupie przyjebiemy, tym więcej pięknych i dobrych słów.
Nie ma nic bardziej złudnego niż słowa, nie ma bardziej przereklamowanych słów jak patriotyzm, prorodzinne wartości, moralność, tradycja. Często zza tych słów wyziera tylko jedno: Nienawiść, a tuż za nią (czasem przed nią, czasem obok) mamy siostrę Pogardę:)

P.S. Cd pewnie n kiedyś, może obrazki osobiste wyrychtuję, ale tu chwilowo nie pasują.

Obrazki cz I. (na wordpressie)


Obrazki cz. II

Rzeczywistość medialna contra rzeczywistoć czyli Żegnaj Newsweeku:)

Styczeń 15, 2011

Newsweek i Dziennik Gazeta Prawna ostatnio zabłysnęły rewelacjami takimi.
Można też poczytać o tym w dyskusji u Chętkowskiego:
I tak sobie myślę czy Państwo dziennikarze aż tak nie znają rzeczywistości czy po prostu kłamią?
Czy oni uważają mnie za idiotę i myślą,że uwierzę, że w Zamościu czy Suwałkach, małych miasteczkach w biednych rejonach naprawdę nauczyciele mają tyle kasy, by odrzucić prace za 500 zeta dziennie i 60 zeta za godz.
W ogóle kto takie stawki oferuje?

I kto je odrzuca, ci stażyści (mniej niż 2 tys. brutto), kontraktowi (2 tys. brutto z małym kawałkiem)? Jakoś wątpię:)
Siedzę w tej branży sobie od 5 lat i jakie są stawki i zarobki wiem, zdarzyło mi się pracować w jednym projekcie unijnym gdzie wychodzi za godzinę około 100 zeta a nawet więcej, a gdybym tylko sam go robił, wychodziło by mi ok. 150 a nawet więcej, tyle że to jest praca 4 razy w roku i tych godzin jest mało. No jeszcze za tłumaczenia ustne można zgarnąć takie stawki ale to trza być bardzo dobrym i jest to praca bardzo trudna.
W szkołach prywatnych, językowych czy wyższych stawka za godzinę jest ok. 30, 40 zł brutto.

Jak czyta to jakiś redaktor „Dziennika” i „Newsweeka” to poproszę o namiary, gdzie się mam zgłosić, do którego samorządu by dostać tę prace za 5 stówek dziennie:)

A chwilowo obiecuję sobie(niczym, kurwa, prawak jakiś ) nie kupować „Newsweeka” (choć ich ostatnio polubiłem), taki mały bojkot:)
No ale klasy(k)czka pisała

Żegnaj mój miły,dobrze wiesz
Za kłamstwo cios,za zdradę krew!

Jak zacznę zarabiać tyle, ile życzą mi redaktorzy Axel Springer Polska (5 tysięcy brutto) albo tyle ile panowie i panie manipulatorzy, to do nich wrócę.
Może.

Zupełnie od czapy: inny klasyk powiadał: Nachalne są te kurwy i zuchwałe:)

P.S. Prośba jak tu zajrzy jaki nauczyciel mianowany czy dyplomowany, to niech mi napisze ile zarabia, bo te średnie zarobki znajdowane w necie sa jakieś lekko zawyżone, wrażenie mam.

P.P.S. Jeżeli to co opisuje „Dziennik” i „Newsweek” byłoby prawdą, to znaczyłoby, że nauczycielom się w głowach popierdoliło generalnie:)

Arogancja, ignorancja a nawet podłość Rymkiewicza czyli spóźniona recenzja wywiadu dla „Newsweeka”

Grudzień 1, 2010

Pisał już, a właściwie tylko cytował fragmenty i krótko skomentował Galopujący Major, ale jakoś wtedy nie miałem okazji się wczytać, dziś dorwałem „Newsweeka” papierowego, bo w końcu miałem czas po tym mym nieudolnym translatorzeniu:)
I czytałem i się wkurzałem lekko, irytowałem, dziwiłem, oczom nie dowierzałem.
Pino napisała o Toyahu, ja napiszę o Rymkiewiczu.

Jeśli kiedyś bym zapomniał, dlaczego nie trawię PiS i pisowców i tzw. prawicy, to pan Jarosław Marek Rymkiewicz mi o tym przypomina.
Zacznijmy od tego:

Dlatego, że jego partia reprezentuje moje interesy. A to znaczy, że reprezentuje interesy wszystkich Polaków, którzy pragną tego samego, czego ja pragnę – to znaczy tych wszystkich, którzy chcą żyć w niepodległej Polsce. To jest teraz jedyna taka partia w Polsce.

Znaczy w swej radosnej twórczości pan Rymkiewicz pitoli, jakoby głosowanie na PiS było świadectwem patriotyzmu i jakoby by jedynie pisowcy chcieli niepodległości. Inni nie. No może fakt, inni niepodległością Polski się cieszą, pisowcy zajmują się nienawiścią, miast tę niepodległość twórczo pożytkować.

Darujmy Rymkiewiczowi takie kwiatki jak porównywanie Kaczyńskiego do Łokietka. i podobne, bo to bełkot.
Ale, ale, pan Rymkiewicz przez cały wywiad ściemnia coś o postkolonializmie, upajając się brzmieniem tego słowa niczym Mistewicz słowem „narracja”, zupełnie jednak nie wyjaśnia czym ów postkolonializm jest, wiadomo tylko, że od postkolonializmu wolny jest Jarosław K, Rymkiewicz i wyborcy PiSu. No naprawdę śmiała i odkrywcza teza, w sam raz na pisowca:), sam mógłbym takich na pęczki tworzyć, ale nikt z tego powodu z emną wywiadu nie zrobi i dobrze. Źle że z Rymkiewiczem bełkoczącym robi.

Rymkiewicz mówi więc tak:
Żaden kraj postkolonialny nie jest całkowicie niepodległy. Ukraina, Mołdawia, Indie, Botswana, nawet Finlandia (wyróżnienie moje), która bardzo długo była rosyjską kolonią, to są kraje postkolonialne. No i Polska. We wszystkich tych krajach zaborcy-kolonizatorzy nadal mają ogromne wpływy – kontrolują gospodarkę, działają w nich ich służby specjalne. Postkolonialny kraj ma postkolonialną literaturę i postkolonialną (naśladowczą) sztukę filmową
No tak Finlandia i postkolonializm, to mnie rozbawiło, życzyłbym Polsce więc dużo więcej postkolonializmu, szczerze mówiąc.

Rymkiewicz wykazuje się też ignorancją i to dużą, głupoty gadając o I Rzeczypospolitej:

„Ale z drugiej strony, przyjemnie jest, gdy pociąg przyjeżdża punktualnie.

Jarosław Marek Rymkiewicz: Anarchiczna wolność może nie sprzyja punktualnemu przyjeżdżaniu pociągów, ale też mu szczególnie nie przeszkadza. To pokazuje nam tajemniczo I Rzeczpospolita. Przez cały XVI wiek na wszystkich granicach Rzeczypospolitej trwały (nieustannie!) wojny, a w Małopolsce i na Mazowszu w tym samym czasie panowały nienaganne stosunki gospodarcze; zaś w Czarnolesie Jan Kochanowski zaprowadzał idealny (choć zarazem trochę anarchiczny) porządek estetyczny. Porządek, ale anarchiczny – tu właśnie dotykamy istoty polskości. Piękno anarchicznego porządku to jest właśnie to, co nas czyni Polakami.

Zastanawia mnie, gdzie on te wojny nieustanne widział w XVI w., bo raczej to czas rozwoju i pokoju, z małymi wyjątkami, a wojny wyniszczające to u nas się zaczęły gdzieś tak od XVII w. i akurat one bardzo Polskę osłabiły itd, no ale pan Rymkiewicz tego nie wie.
Zresztą jego analiza Gombrowicza też rozbrajająca jest.
Rymkiewicz na pytanie, dlaczego POlacy głosują na PO odpowiada zaś tak:

Dlatego, że wielu Polaków ma w głowach postkolonialny mąt i woli oddać władzę reżimowi, który reklamuje się jako liberalny, niż zaryzykować. Całkowicie niepodległe polskie istnienie wydaje się im czymś ryzykownym, bo nie wiadomo, co z niego wyniknie. I nawet mają trochę racji, bo wolność to jest coś wspaniale ryzykownego.

Panie Rymkiewicz, pan żeś sam zniewolony swoimi obsesjami, fobiami, niechęcią i fanatyzmem. Koty i MIlanówek nie pomogą, gdy ma się w pogardzie innych ludzi, ich wolność i wolę, ich decyzje, gdy się upraszcza bezmyślnie i wiernopoddańczo, gdy się innych obraża bez powodu.

I dalej o powodach głosowania na PO
Istnieje – i to jest opisane w książkach socjologicznych i filozoficznych – coś, co jest lękiem przed wolnością. Murzyni z wielu afrykańskich kolonii też bali się wziąć sprawy w swoje ręce, dlatego oddawali władzę w ręce dyktatorów. Bali się wolności, nie wiedzieli, co z nią zrobić. A byłym kolonizatorom byli oczywiście na rękę postkolonialni tyrani, bo można było z nimi robić dobre interesy.

Ja wiem, ze zwolennicy PiS to specyficzni ludzie, ale żeby taki bełkot produkować, to już trza naprawdę być niesamowitym. Ja się poddaję to komentować.
I najbardziej smakowity fragment:

Gdyby była wolność słowa, byłoby też dużo różnych gazet, które działałyby na równych prawach.
Proszę pana, to zacznijcie szanowni pisowcy czytać gazety i je kupować, macie te swoje żenujące i kipiące nienawiścią „Gazety polskie”, Wasze Dzienniki itd. Czemu się pan żali w reżimowym Newsweeku, miast tworzyć swoją gazetę? Ja za pana nie będę kupował jakichś badziewi, wolę „Politykę”.

Wtedy żylibyśmy w kraju, w którym możliwe są demokratyczne wybory. Tu chodzi o równowagę opinii – wszystkie opinie, które się pojawiają, są uprawnione do równorzędnego istnienia. Otóż tego w Polsce nie ma. Upubliczniane, w sposób niemal totalny, są takie opinie, które są na rękę reżimowi. Ja mogę się wprawdzie odezwać i mogę nawet liczyć, że zostanie to opublikowane. Ale czy zostanę wysłuchany, to już inna sprawa. W tym sensie nie ma w Polsce żadnej wolności słowa. Zamiast wolności słowa jest przemoc medialna. To jest przemoc gorsza niż fizyczna, gorsza niż miażdżenie palców i wybijanie zębów. Przemoc medialna jest czymś wyjątkowo ohydnym.

No tak probierzem wolności słowa jest to czy wysłuchuje się opinii Rymkiewicza.
Noż kuriozum większego to ja dawno żem nie czytał.

W ogóle wywiad jest tu:

Totalitaryzm liberalny czy liberalizm totalitarny czyli uszczęśliwiaczom ludzkości mówimy gromkie nie:)

Listopad 17, 2010

Liberały podobno nami rządzą, Panie,liberalizm u nas panuje, Platforma liberalizmem się szczyci, PiS, SLD, PSL liberalizmem straszą, o liberalizmie mądre głowy rozprawiają.A ja mówię, gówno mamy, nie żaden liberalizm.

Kilka obrazków a propos podobno „liberalnej” Platformy

1. Platforma postanowiła uszczęśliwić ludzkość likwidacją dopalaczy. Zrobiła se kampanię pod publiczkę, postraszyła, dopalacze wypromowała, kto o nich nie wiedział, już wie. Przez kilka dni albo i kilkanaście był to dla rządzących i dla mediów największy problem w Polsce, oczywiście problem zastępczy. Podobno liberalna Platforma przy okazji złamała procedury, premier jak szeryf z Dzikiego Zachodu ruszył na walkę ze złym hodowocą bydła, tfu dopalaczy, który trzęsie miastem itd. Że procedury, że demokracja, że najpierw ustawa, a później ustawka i medialne akcje, a co tam, Tusk chciał się pokazać jako obrońca ludu przed Złem.

2. Podobno liberalny Tusk pod publiczkę kastrował już kiedyś chemicznie pedofili.

3. Ustawę antynikotynową uchwala podobno liberalna Platforma, która znowu chce nas uszczęśliwić. proponuję pójść dalej i zakazać ludziom fastfoodów, picia alkoholu, niemycia się, używania zbyt mocnych perfum i robienia czegokolwiek, co może się nie spodobać innym.
Podobno liberalna Platforma uchwala ustawę, która zakazuje człowiekowi palić w służbowym(sic!) samochodzie. (Ciekawe, kto to sprawdzi i komu to przeszkadza, że ja sobie palę w samochodzie służbowym, którym jeżdżę sam, batoników też nie będę mógł iść.)

Świat jest pełen używek, niezdrowych rzeczy, które ludzie z różnych przyczyn sobie zapodają. Uszczęśliwianie kogokolwiek na siłę i dążenie do regulowania mojego życia jest jakimś totalitarnym idiotyzmem, jest krokiem złym kierunku.
Nie rozumiem dlaczego ktoś nie może mieć knajpy, w której wszyscy palą?
Nieraz nie chciałem śmierdzieć fajkami, to szedłem do lokali dla niepalących, chciałem poczuć klimat zadymionego lokalu , szedłem do takiego, w którym się pali. Żadnego znaczenia nie ma czy sam palę czy nie.

Zygmunt Bauman, lewak zresztą powiedział nie tak dawno w rozmowie z Żakowskim dla „Niezbędnika Inteligenta”:

Tu mam problem z językiem… Na brak zagrożeń jest w polszczyźnie tylko jedno słowo – bezpieczeństwo. Język angielski ma na bezpieczeństwo dwa słowa: security i safety. Security dotyczy relacji społecznych – tego, co się w Polsce nazywa bezpieczeństwem socjalnym – jak stałość zarobków, wolność od biedy, dach nad głową, nadzieja na spokojną starość. A safety dotyczy głównie integralności cielesnej – pewności, że mnie nie otrują jedzeniem albo wodą z kranu, że mnie nie okradną albo nie napadną, że mnie nie zastrzelą, że nie porwą mi dzieci, że nie wysadzą w powietrze… W tę stronę współczesne państwo coraz częściej kieruje uwagę swych obywateli. Nie mogąc obiecać obywatelom security i społeczeństwa, w którym poczują się secure, władza coraz więcej mówi o zagrożeniu safety. Chce zdobyć naszą wdzięczność, gdy nie wybuchnie bomba, gdy nie zostaniemy pobici przez chuliganów lub gdy żebracy zostaną usunięci z ulicy. Żółty alarm. Pomarańczowy alarm. Czerwony. Uff, udało się, zamach udaremniono! Im mniej security, tym więcej podniecenia i szumu wokół safety. Można w ten sposób zmylić czujność obywateli, odwrócić naszą uwagę od zaniedbań lub bezsilności władzy.

To by się dawało potwierdzić w porównaniach międzynarodowych. Wojna z terroryzmem ma najgorętszy przebieg tam, gdzie państwo najmniej angażuje się w sferę security lub gdzie najgwałtowniej się z niej wycofuje – Ameryka, Anglia, Polska. Kraje, w których nic specjalnego się w sprawie security nie dzieje, jakoś łagodniej tę wojnę przechodzą.

Ale to nie dotyczy tylko wojny z terroryzmem. W innych sferach safety poziom napięcia rozkłada się podobnie. Im mniej security, tym hałaśliwsza jest walka z dymem tytoniowym i z przekraczaniem prędkości na drogach, z przemocą w rodzinie, z różnymi chuliganami. W Ameryce obsesja antynikotynowa zaczęła się wraz z neoliberalizmem i razem z nim narasta. W Niemczech o ograniczeniu prędkości na autostradach władze zaczęły mówić, gdy zaczęło się przycinanie państwa socjalnego. To chyba nie jest przypadek, że w Europie całkowity zakaz palenia w lokalach wprowadziła akurat Irlandia mająca najwyższy wskaźnik konkurencyjności – czyli, mówiąc inaczej, najmniej safety, najbardziej sprywatyzowane ryzyko życiowe i najmniej opiekuńcze państwo.

Pan ma poczucie, że w ten sposób władza odwraca uwagę ludzi od bolesnych reform?

Tego udowodnić nie umiem. Ale widzę wyraźną koincydencję. I widzę też, że ludzie pozbawiani security łatwiej godzą się na ograniczenia tłumaczone potrzebą ochrony ich safety. Obserwowałem reakcje tysięcy ludzi koczujących na londyńskim lotnisku, gdy po terrorystycznym alarmie wstrzymano loty do Stanów Zjednoczonych. Nikt nie złorzeczył, ludzie czekali potulnie. Z podziwem i wdzięcznością mówiono o władzy, która wstrzymała loty. To nic, że ludzie stracili wakacje albo interesy, z powodu których lecieli do Ameryki. Wszyscy byli szczęśliwi, że władza o nich zadbała. „Strach myśleć, co by to było, gdybyśmy znaleźli się w samolocie razem z terrorystą?!”. Fakt, że żaden terrorysta nie został zatrzymany i nie ujawniono żadnych wiarygodnych poszlak, iż coś komuś groziło, nie zmniejszył obywatelskiej wdzięczności.

A gdzie tu jest kłamstwo?

Nie wiem, czy jest kłamstwo. Ale wiem, że jest nowa przestrzeń dla kłamstwa i manipulowania ludźmi. Nie wiem, czy terroryści rzeczywiście coś zaplanowali. Nie wiem, czy władza miała jakieś wiarygodne sygnały. Ale wiem, że gdyby władza sama wymyśliła ten alarm, tak jak Stalin wciąż wymyślał kolejne kontrrewolucyjne spiski, to niemal bez wysiłku zdobyłaby wdzięczność ludzi. Tego sprawdzić się praktycznie nie da. Ryzyko tym się różni od innych zagrożeń, że jest niewidoczne, trudne do obliczenia i w końcu niesprawdzalne.

I garść linków, bo na temat są różne głosy.
Ezekiel napisał moim zdaniem lekko totalitarny tekst, w którym upaja się swoim prawem do nieśmierdzenia, nie wiedzieć czemu stawiając swoje prawo do nieśmierdzenia w prywatnym lokalu, wyżej niż prawo właściciela lokalu do rozporządzania swoim lokalem. Może następnym krokiem będzie żadanie Ezekiela, by np. w lokalu właściciel nie palił aromatycznych świeczek lub kadzidełek, bo też śmierdzą lub nie używał odświeżaczy do powietrza, bo mogą uczulać. Albo puszczał ciszej albo głośniej muzyczkę. Albo inaczej wizualnie urządził knajpę.

Tu świetna dyskusja u Majora, gdzie Major niestety poległ, a Pecet i Bad Religion go punktują.

A tu Major obok problemu, punktuje przeciwników ustawy, głupoty gadając o smrodzeniu i o tym,ze właściciele knajp nie splajtują (Ale co to ma do rzeczy, że zapytam)


Jacek Żakowski zaś wcielił się biedak w rolę Murzyna.

Komentarz „Polityki”


O dziwo sensowna Magdalena Środa.

I jak zwykle arogancki i przekonany o swej słuszności, inteligencji, racji błyskotliwości i o tym, że inni to głupki Wojciech Orliński.

A na zakończenie ostro Ludwik Stomma w felietonie na początek roku 2010:

Symbolem takiego kretyna jest dla mnie terrorysta-uszczęśliwiacz nawołujący do wprowadzenia wszędzie zakazu palenia tytoniu. Terrorysty-uszczęśliwiacza nie obchodzi, że można by w jednych knajpach zakazać, w innych zezwolić, żeby wilk był syty i owca cała, dać normalnie żyć. O nie! Przecież on dba i o moje zdrowie. Chciałby, żebym był coraz to higieniczniejszy, bardziej sterylny, miał płuca czyściutkie, a palce, w których trzymam szluga, różowiutkie jak pupcia niemowlęcia. Czy ja tego chcę, to go już nie obchodzi. Wtłacza mnie do swojej matrycy z najgłębszą pogardą dla moich gustów, marzeń, przyjemności, a choćby i słabości oraz tego elementarnego faktu, że to moje płuca i wara mu od nich. I niech mi jeszcze nie wmawia, że truję innych, gdyż nikomu, a niepalącym w szczególności, nie każę ze mną przestawać i nikogo nie ciągnę na siłę do lokali z dymkiem.

Ten obrzydliwy kretyn jest jednak, jako się rzekło, symbolem tylko, jednym z wielu przedstawicieli mnożącego się gatunku nienawistników, tępicieli ludzkiej wolności i intymności. On rzucił się na papierosy. Jego koledzy w imię naszego zdrowia zaraz dobiorą się do szkodliwego alkoholu (czym zniszczą polską literaturę), szkodliwej kawy (koniec z polską nauką), za ostrych przypraw, pocałunków w usta (co w ogóle higienicznie jest całować?) etc., etc. To dla zdrowia.

Obrazki (i kurioza) (nie)patriotyczne

Listopad 11, 2010

1.Idą brunatni idą brunatni
Maszerują ogolone żołnierzyki
Niszczą drogowe znaki
Denerwują ich czarne ludziki
Idą brunatni idą brunatni

No i poszli i przeszli, czy brunatni nie wiem, ale jak czytam, że krzyczano na tej „niepodległościowej demonstracji” Rudolf Hoess (albo Hess) (nie wiem, o którego im chodziło, ale to nieważne), to mnie wkurwienie ogarnia i zastanawiam się, co na takim marszu robią Kukiz, Żaryn, Pospieszalski, czemu popierają ogolonych osiłków z MW i z ONR.
Wydawać się powinno oczywiste, że odwoływanie się do nazizmu/rasizmu/antysemityzmu powinno powodować , ze tych odwołujących się nie traktuje jako partnerów do dyskusji czy wspólnego demonstrowania z nimi.

2. Kretyni maszerowali, inni kretyni się ubrali w pasiaki i blokować demonstrację pierwszych kretynów chcieli.
Kurwa, czytam a właściwie przeczytałem dziś „Wilk na strychu” Sophie Richhman, dziecka ocalonego z Holocaustu, przypominam sobie inne rzeczy, które przeczytałem o II WŚ, o Holocauście (Lanckorońska, Kertesz,Celan, Borowski, Nałkowska) i myślę o tym, by o Holocauście poczytać dużo więcej, bo wiem mało, przypominam sobie i się zastanawiam, jakim trzeba być pajacem, by się odziewać w pasiak i zgrywać na więźnia Oświęcimia, by profanować te symbole. Czy tym przebierańcom wydaje się, że oni są w takiej sytuacji, a że kretyni z MW to jak SS jest?
Przecież to jest banalizacja historii, wykorzystywanie jej w polsko-polskich wojenkach.
Tak jak inni kretyni porównujący rządy Tuska do Generalnej Guberni lub kretyni z drugiej strony porównujący braci Kaczyńskich do nazistów.

3. A w kraju jak zwykle poza tym polityka wysysa mózg . Najważniejsze są losy dwu skrzywdzonych i poniżonych pań, których krzywdą zajmują się prawie wszyscy. Acz niektórzy twierdzą, że to te panie są złe i że one biednego, niewinnego prezesa krzywdziły. A poza tym pewnie panie były agentkami na usługach PO i rozbijają PiS wraz z TVN-em, ku uciesze innych mediów. Acz krążą też plotki, że to makiaweliczny plan prezesa, by z paniami po ich ewentualnym sukcesie wejść w koalicję.
No i dziwicie się, że ja wolę emigrację wewnętrzną i kakao z chili i cynamonem w kubku z napisem Yerba Mate.

4. W knajpie byłem wczoraj, i tak dużą część rozmowy ze znajomą zajęło nam narzekanie na tę naszą polską rzeczywistość, polską prowincję, ludzi, możliwości a raczej ich brak, perspektywy a raczej ich brak, pieniądze a raczej ich brak. Znajoma owa opowiadała tylko, że w Anglii jakoś było wszystko inaczej, lepiej, ja się zastanawiałem, że Niemcy to jest to, przynajmniej na te 2-3 lata.
No ale jesteśmy tu, chorzy na Polskę?
No właśnie nie wiem, nie chodzi o to, by narzekać, ale czasem dobijająca jest ta perspektywa zwyczajności, nudy, prowincjonalności, i najgorsze jest to wyobrażenie, że za 20 lat np. będę w tym samym miejscu, co jestem i to samo robił, co robię.

I nawet nie o to chodzi, że trzeba stąd spierdalać, bo ten syf cały to trochę i w tobie jest, no, bo przecież nie w innych.

Cóż, jak już kiedyś pisałem, czasem człowiek ma wrażenie, że żyję w kraju, w którym wszyscy mnie robią w chuja.

Ale trza się przecież wspinać na tę szklaną górę, co nie?

Ale jednak i tak wiadomo, że tu i teraz tylko.

Na Jarosława Kaczyńskiego głosują buntownicy, nonkonformiści i lewacy?

Czerwiec 20, 2010

Jak wiadomo (od niedawna) grześ sobie podczytuję „KP”, lewacki ów organ, co by nie mówić, ostatnimi czasy jedno z najciekawszych miejsc w necie, na pewno intelektualnie przerasta wszelkie blogowiska i inne portale. Ostatnio nad wypowiedzią pewnej pani przepytywanej przez „Krytykę” się znęcałem, dziś chciałbym może nie tyle pochwalić, co zacytować obszernie, znowu panią oczywiście.

Więc znalazłem na stronie „Krytyki politycznej” wywiad z panią Moniką Strzepką, kto zacz, oczywiście jako znany i ceniony (przez samego siebie) ignorant nie mam pojęcia, ale treść mnie zafrapowała i postanowiłem się podzielić.

Mam nadzieję, że można, zresztą jajko ten wstrętny lewak, do prawa własności świętego szacunku ja ci nie mam wcale.

Pani Monika rzecze tak:

Szczerze mówiąc, strasznie mnie wkurwia, że Komorowski jest zawsze na pozycji uprzywilejowanej, od niego wymaga się mniej, więcej mu się wybacza. Bez względu na pozycje, z jakich się krytykuje. To oznacza, że niestety my ciągle poruszamy się w kategoriach estetycznych. Dokonujemy wyboru estetycznego, głosujemy na lepszy garnitur i na własne aspiracje. Nawet nie na obietnice ich spełnienia, tylko na lepszą polszczyznę, na tęsknoty za arystokracją, dworkami, kominkami, na biblioteki pełne Gombrowicza, Miłosza i Szymborskiej, na dobre wychowanie, klasę, profesurę i inteligencką fajkę Geremka. To jest efekt legitymizacji przez „autorytety”. Znajomy dziennikarz skomentował mój zamiar głosowania na Kaczyńskiego w ten sposób: „Naprawdę chcesz głosować na tego żałosnego człowieka?”. On nie poda żadnego argumentu, dlaczego Kaczyński jest żałosny, a Komorowski już nie. Nie widzi takiej konieczności, a zapytany oburzy się, że mam czelność pytać.

Ten bezrefleksyjny ton jest normą klasy średniej pretendującej do miana elit – sierot po Unii Wolności. Tylko do kogo ci ludzie mają się odwołać? Do artystów, którzy po 1989 roku mogli w kulturze zrobić wszystko, a jedyne co robili, to chodzili i nadal chodzą pod rękę z władzą!? Gdzie są te zajebiste, wielkie filmy Andrzeja Wajdy czy Agnieszki Holland, opowiadające o polskiej rzeczywistości pierwszych lat transformacji? Gdzie są nowi bohaterowie wywalczonej wolności? Nie ma! A gdzie są ich niedoszli twórcy? W obozie władzy. Czemu nie ma filmu o strajkach z lat dziewięćdziesiątych? Bo ich niedoszli twórcy takim filmem zrobiliby przykrość swoim kolegom z opozycji. Wiesz co polski kulturalny establishment wie na przykład o tym, co się teraz dzieje w polskim teatrze? Nic nie wie, znają może ewentualnie gruby mainstream. Jakiś czas temu była debata w Agorze. Temat: świat nieprzedstawiony, czyli ostatnie dwudziestolecie w kulturze. Na sali wszyscy święci – Kutz, Michnik, Holland, Łubieński i w ramach wtłoczenia w establishmentowy krwioobieg odrobiny świeżej krwi – Grzegorz Kowalski. W tej establishmentowej dyskusji elit Agnieszka Holland powiedziała, że nie znajduje w ciągu ostatnich 20 lat niczego, co by rzeczywistość ostatnich dwudziestu lat przedstawiało, nie mówiąc już o tym, żeby coś zostało dla przyszłych pokoleń – bo jak wiadomo podstawową funkcją kultury jest muzealnictwo i wykopaliska. W teatrze rzeczywiście nie zdarzyło się nic. Nie było Nowaka, Klaty, Wojcieszka, Zadary, Demirskiego itd. Michnik zapytał Holland, dlaczego nie warto zrobić filmu o zjawisku radia Maryja albo o Farfale. Wiesz jak brzmiała odpowiedź? Mniej więcej tak: „Farfał jest nudny, nudny, nie. Rydzyk? Przecież Rydzyk to żenada, żenada”. To jest wyraz odpowiedzialności albo rozumienia roli artysty w społeczeństwie? To wyznanie niewiary w gusty i opinie, które samemu się ukształtowało. Słuchałam tego i przypomniałam sobie filmy z pierwszego dziesięciolecia III RP, o beneficjentach pierwszego okresu transformacji – agencje reklamowe, milionerzy, zblazowani ale uznani artyści, znów agencje reklamowe. Nawet nie tyle mnie wkurwia obecność tych filmów, tylko nieobecność filmów o ofiarach transformacji. Czy chociażby o Rydzyku – opowieść o nim jest opowieścią o części tego społeczeństwa – możemy się z nimi nie zgadzać, ale nie możemy mówić, że są nudni. „

Ładnie też i błyskotliwie porównuje, że Kaczyński to taka radiowa Dwójka, Komorowski raczej RMF Classic.

No właśnie, co wy na to?

Czy nie jest tak, że Komorowski jest li tylko kandydatem main streamu, tych, co zwolenników „Kaczki” uważają za prymitywów i radiomaryjnych?

Czy nie jest tak, że elektorat Komorowskiego w gruncie rzeczy w dużej części to mentalna dulszczyzna czująca dumę z powodu, że ich kandydat ma rodzinę i pięcioro dzieci, a kontrkandydat jedynie kota.

Czy nie jest wreszcie tak, że elektorat PeŁo i samo PeŁo odczuwa niesłychaną dumę, bo zna języki (he, he), ma konto w banku i prawo jazdy, za którymi tkwi jednak trochę pustka?

Czy nie jest tak, że gdyby to Kaczyński latał po lasach ze strzelbą za sarenkami a Komorowski hodował koty, to media pierwszego by rozszarpały a drugiego kochały i wielbiły? (Przy okazji odsyłam do ciekawej dyskusji u Torlina)

Del napisała u Nicponia (gdzie się do tej wypowiedzi nie odniosę, bo po co gościć w miejscu gdzie zbiorowo onanizują się nienawiścią), że elektorat Komorowskiego kojarzy się jej ze strasznymi mieszczanami Tuwima, pewnie przesada, ale jednak Komorowski jest strasznie main-streamowy,mieszczański w tym niefajnym znaczeniu, typowy, jego elektorat (wiem, wiem, uogólniam) pewnie też.

Konserwa zwykła, momentami wcale nie lepsza od PiSu zwolenników, bo ukrywająca się pod maską nowoczesności, młodzieżowości i w ogóle nieobciachowości. (wiem, idiotyczna kategoria, ale od lat zarzuca się tę obciachowość braciom K. i PiS-owi, a tymczasem wcale nie mniej obciachowy jest myśliwy z wąsem)

Nie, nie, nie upadłem na głowę, w Toyaha się nie zamieniłem, pisowcem nie stałem, w ogóle nie głosowałem ani na jednego ani na drugiego, stawiając się świadomie poza tą antynomią PiS-PO, Mordor contra Nie-Mordor, Zło contra Dobro, gdzie każdy przeciwnika uważa za tego złego i odwrotnie.
Ja ten podział olałem dziś.

Tyle że 4 lipca już mi tej możliwości nie daje.

I co?

(Nie)smaczki przedwyborcze

Maj 17, 2010

1. Jarosław Kaczyński od niedawna został największym fanem internetu w Polsce, wcześniej internauci to była w większości jakaś swołocz żłopiąca piwo i gapiąca się na pornosy a w przerwach chcąca głosować, teraz okazuje się, że ci piwni pornofani zasługują, by wrzucać orędzia na youtube (teoretycznie skierowane do Rosjan a tak naprawdę do krajowej publiki), zasługują też na wywiad dla portalu internetowego. ten wywiad to zresztą ciekawa sprawa, S24 się nim podnieca jakby było czym, dawkuje się go od kilku dni, niczym powieść w odcinkach zeszytową, niestety z Hitchkocka w Kaczyńskim wiele nie mi ni w Igorze Janke i ni trzęsienia ziemi ni innego suspensu tu ni widu ni słychu. Prawie jak w moich tekstach.

2. Wojnę mamy, Wajda Andrzej ogłosił, oburzenie wielkie pisowców, jakieś dwa dni wcześniej w Salonie to samo ogłosił Łukasz Warzecha, podobno pierwsza ofiarą tej krwawej wojny jest Igor Janke, z Toku wyrzucony. Panie Jacku Sobalo szanowny, proszę pomóc:). Acz co jo godom, pan Jacek na wiecach wraz z Sakiewiczem (co zabawne swoim pracownikiem) krzyczy o tym, że łajdaków trza się pozbyć i że przyjdą uczciwi.
Nieuczciwi tymczasem pojawili się wczoraj na zjeździe polskiej szlachty.

3. Panowie szlachta, krzyżem padać i kniazia Komorowskiego popierać. Ten mąż ów z rodu szlachetnego i w piśmie kształcony nie dość że popraciem większości narodu się cieszy, to i magnateria najlepszego sortu za nim murem stoi.
Niestety ci najlepsi opowiadają takie kawałki, że aż zęby bolą.
Mistrz Wajda pieprzy o wojnie domowej, poza tym ni grama wyczucia nie ma, gadając o przyjaciołach z TVN i tej drugiej stacji, czy tylko według mnie to pocałunek śmierci i tzw. niedźwiedzia przysługa dla dziennikarzy Polsatu i TVN, kurde, nie wiem, jak wy, ale wolę umiarkowanych hipokrytów niz takich „szczerych” i nie ma tu nic do rzeczy, że TVN rzeczywiście jest odbierana jako stacja „prokomorowska”.

Staruszek Bartoszewski, podobno wesoły (Jedna myślę, że Starsi Panowie bardziej wyrafinowane poczucie humoru mieli) opowiada już takie brednie, że nie wiadomo jak reagować.
I to brednie, które moim zdaniem szczególnie są niefajne.
Ja wiem, że to polityka, że tak się robi, że ważna skuteczność (dzisiaj w Trójce pewien ekspert radził sztabowi Komorowskiego chwalenie się rodziną i taki trick, by pokazać po jednej stronie planszę z dziećmi Komorowskiego, po drugiej z dziećmi Jarosława (czyli pustą), ale mam wrażenie, że tak nie wypada, że czepianie sie stanu rodzinnego kogoś jest zwyczajnie chamskie.
Każdy ma swoją drogę (Kościół by powiedział powołanie) i wybiera (lub czynniki niezależne to powodują) albo samotność albo życie w rodzinie albo życie zakonne/kapłańskie.
Bartoszewski gra tu nie tylko poniżej poziomu swojego, dla mnie to poziom Chamoobrony jest…

I o ile nekrofilia była mocnym określeniem (za mocnym) prawdziwego czy domniemanego wykorzystywania tragedii smoleńskiej przesz JK i jego sztab., to wywyższanie Komorowskiego, że ma rodzinę i dopierdalanie się do kogoś,że jej nie ma, jest buractwem i chamstwem.
I tyle.

CDN
(acz to zależy od pomysłowości sztabów i samych kandydatów)

P.S. na razie i Komorowski i sam sztab jego popełniają tylko błędy i zaliczają wpadki czy gafy, JK góra i nie ma znaczenie czy to szczerze/nieszczere, wymuszone czy nie.

Bełkotać każdy może czyli Izabela Filipiak w roli głównej

Maj 11, 2010

Od pewnego czasu podczytuję regularnie pewien portal (wszystkich wrażliwych na lewackie motywy proszę o dalsze nieczytanie:)), jest to portal Krytyki Politycznej, zacząłem gdzieś go czytać po 10 kwietnia i ku mojemu zaskoczeniu (dobra, lewaku nie ściemniaj) odkryłem, że bardzo wartościowe to miejsce i że mnóstwo świetnych tekstów tam się ukazuje, nie będzie ten tekst jednak laurką, jaką w przedostatnim „Newsweeku” wysmażył na temat „KP” Cezary Michalski, żeby było zabawniej współpracownik „Krytyki”.

Będę się czepiał bowiem, ale zanim się czepiać zacznę, chciałbym po trosze potwierdzić diagnozę Michalskiego, że w czasie żałoby portal „KP” był jednym z nielicznych miejsc gdzie toczyła się ciekawa, inspirująca, sensowna debata, gdzie można było spotkać opinie inne niż w większości mediów jedynie słusznych i politycznie poprawnych, to na portalu „KP” można było znaleźć opinie momentami kontrowersyjne czy radykalne, ale zmuszające do myślenia.

Nawet jak się człowiek nie zgadzał, to stwierdzał, że nie zgadza się z mądrymi ludźmi albo chociaż ciekawymi.

Żałoba się skończyła, ale na strony „KP” zaglądam dalej, i dalej warto, choćby po to, by przeczytać wywiad Kazimiery Szczuki z Marią Janion o kinie Wernera Herzoga i dowiedzieć się, że „KP” wydaje wkrótce książkę o Herzogu i jego twórczości.

Dobra, miło już było teraz będziemy dowalać 🙂

Otóż natknąłem się na wywiad z panią Izabelą Filipiak, podobno pisarką (piszę podobno, bo nic nie czytałem i jedynie nazwisko jej kiedyś obiło mi się o uszy) i o zgrozo wykładowcą/wykładowczynią na uniwersytetach.
I zacząłem czytać i co kilka zdań natykałem się na takie kwiatki, że stwierdziłem, że to doświadczenie i te mądrości pani Filipiak opisać po prostu muszę.

Zaczyna się niby niewinnie, acz zabawnie:

Katarzyna Fidos, Krytyka Polityczna: Czy zauważyła Pani, że skończyła się żałoba narodowa?

Nie. Może dlatego, że nie oglądam telewizji ani nie słucham radia. Wychodzę z założenia, że jeśli coś ważnego się dzieje, to ludzie mi powiedzą.
O katastrofie dowiedziałam się od moich studentów

Grześ gupawy jest i się zaczął zastanawiać, dlaczego więc pani Filipiak będzie komentować w dużej części medialne zachowanie i medialne zjawisko, ale nic to, jakby grześ był złośliwy, to by wzorem Pilcha zaczął się wyśmiewać z tych wszystkich intelektualistów, co nie mają telewizora lub nie oglądają, ale zawsze w chwili katastrofy jakiś impuls im każe go włączyć. Choć tu trza przyznać, że pani Filipiak do tychże intelektualistów nie należy i o katastrofie dowiaduje się w pracy.

Ale porzućmy media, zajmijmy się psychologią, pani Filipiak jak każdy Polak zna się na wszystkim, więc i na psychologicznych aspektach żałoby, rozwodzi się więc ona w sposób uczony i autorytatywny:

Żałoba to bardzo niebezpieczny stan ducha. Czyni nas egotykami. Osoba w żałobie może pozwolić sobie na zachowania skrajne, także niesprawiedliwe i aroganckie. Może się spodziewać, że ujdą jej one na sucho, bo doświadczyła straty. Psychologia uczy, że są dwie podstawowe reakcje na żałobę. Jedną jest wyobcowanie ze świata żywych, czyli depresja. Ale można też zareagować neurotycznie i chcieć kogoś pobić.

Czy tylko ja mam wrażenie, że to psychologia na poziomie nastolatki?
Ciekawe jakie są statystyki KGP i tych pobić neurotycznych w trakcie żałoby:)

Wiadomo że każdy lewak i każda lewaczka jest ekspertem od Kościoła (tak, tak, grześ też), pani Filipiak też i tak ona prawi i naucza, trochę jak na mój gust za bardzo wtrącając się w nieswoje sprawy i wyrokując, kto jak i czy w ogóle przeżywa żałobę:

Przede wszystkim jednak niepokoi mnie to, że przedstawiciele kościoła rzymsko-katolickiego, którzy podjęli się zorganizowania żałoby państwowej, nie skupili się na własnej żałobie. Stracili wszak ważnych przedstawicieli. Nadzwyczajne jest to, że hierarchowie kościelni nie przeżywają swojej żałoby. Przeżywają za to żałobę polityczną.

Zapytam z głupia frant, a czemu to ją niepokoi? I czy gdyby Kościół tę swoją żałobę bardzo eksponował, nie byłoby wtedy mowy, także z ust pani Filipiak, że Kościół kreuje się na ofiarę, że przecież zginęli politycy, żołnierze, najważniejsze osoby w państwie, a Kościół tylko o sobie gada.

Ale co tam Kościół, zostawmy go, choć jak twierdzi pani Filipiak, powołując się na autorytet odpowiedni, jaźń kleru jest inna niż „nasza” (kim są owi nasi?) i ci księża i biskupi nawet nie wiedzieliby, jak tę żałobę przeżyć. No chyba że pani Filipiak by im doradziła.

Nie wiem, czy czytający już padli z wrażenia, mam nadzieję, że nie, bo najlepsze fragmenty dopiero przed nami.

Otóż co dalej mówi pisarka, eseistka i pracownik naukowy uniwersytetów licznych:

Nie wolno mu zastanawiać się, jak w przyszłości można podobnej sytuacji uniknąć. Może powinniśmy wesprzeć pilotów, którzy pewnie są tą sytuacją przerażeni. Piloci powinni być w stanie powiedzieć głośno, że mają prawo sprzeciwiać się życzeniom dygnitarzy.

No tak, jestem przekonany, że piloci bez wsparcia pani Filipiak i 38 milionów ignorantów w sprawach lotnictwa sobie nie poradzą w żaden sposób.
Piloci, powiedzcie głośno, że się sprzeciwiacie życzeniom dygnitarzy, choć nie ma nikt pojęcia, czy jakikolwiek nacisk na pilota był wywierany.

Znaczy, co jo godom, nikt nie wie? Pani Filipiak już wie. Wszystko:) więc i to, oczywiście swoją wiedzą się dzieli:

Dostrzegam też możliwości przeżycia tej żałoby jako refleksji po śmierci neurotycznego ojca narodu. Kaczyński rządził paranoicznie, rozbudzając podejrzliwość wobec poszczególnych grup zawodowych, intelektualistów, lekarzy, prawników, spisków gejowskich (czy można rozbudzać podejrzliwość wobec spisków gejowskich?- pyta naiwnie grześ) i Unii Europejskiej. Prawdopodobnie zginął, wymuszając lądowanie we mgle, bo nie chciał odłożyć na później przyjemności znalezienia się w centrum uwagi podczas historyczno-militarno-religijnego przedstawienia.

Nie chce mi się czepiać treści ani pewności, z którą swoje twierdzenia pani Filipiak wygłasza. Ale że pisarka uznana (?) używa frazy „bo nie chciał odłożyć na później przyjemności znalezienia się w centrum uwagi podczas historyczno-militarno-religijnego przedstawienia.”, to mnie dziwi lekko.
Mam nadzieję, że w książkach takich topornych fraz nie sadzi:)

Ale, ale, w kilku następnych linijkach pani Filipiak z ciągle tą samą niezachwianą pewnością siebie dokonuje analiz zarówno politologicznych jak i historycznych.

Tarcza antyrakietowa, której pozbawił polskich polityków Obama, miała chronić nas przed atakiem ze wschodu, czyli od strony Rosjan. Ta podejrzliwość, momentami przemieniająca się w histerię, mogła kierować decyzjami tuż przed próbą lądowania. Nie będzie nam Rosjanin z wieży kontrolnej mówił, gdzie mamy lądować. Nie będziemy go słuchać, nie będziemy nawet starali się go zrozumieć.
Można powiedzieć, że polscy oficerowie, którzy zginęli w Katyniu, też nie chcieli umierać. Ale jednak oni zginęli podczas wojny. Tym razem udało nam się zrobić sobie krzywdę, chociaż nie było żadnej wojny. To jest nadzwyczajne. Zrobiliśmy to samym sobie.

Chyba jestem tępy strasznie, bo co ma piernik do wiatraka, tarcza z Obamą do Katynia i katastrofy? I jeszcze ta projekcja, pani Filipiak nie tylko wszystko wie, ona zna myśli pilota nawet, acz popada w sprzeczność, najpierw bowiem pilot miał być molestowany i zmuszany do lądowania przez prezydenta, teraz wychodzi, że w pilocie obudziła się szowinistyczna duma i antyrosyjskość i stwierdził „Co, ja kurwa nie wyląduję, zobaczycie Ruskie, że wyląduję”

Czy ja już mówiłem, że pani Filipiak to w jednej osobie znakomity politolog, historyk, ale i ekspert od duszy i psychiki Polaków.

Nie znacie? To posłuchajcie:

My Polacy nie mamy żadnego znaczenia ani jako kraj, ani jako jednostki. Jedziemy do Anglii podawać frytki i potem kupujemy sobie za to mieszkanie w Polsce. W ramach NATO jesteśmy dostarczycielami mięsa armatniego. George W. Bush, broniąc się swego czasu przed oskarżeniem, że żaden ważny kraj nie został jego sojusznikiem w wojnie w Iraku, powiedział: „A Polska?”, na co uczestnicy dyskusji roześmieli się.

Jakbym był złośliwy dodałbym, że jeszcze długo Polska specjalnego znaczenia mieć nie będzie, szczególnie w literaturze…

Nie wiem, jak czytelnicy, ale grześ miał przekonanie, że te lewaki to z troską pochylają się nad ludźmi biedniejszymi, którzy sobie nie radzą, którzy mało zarabiają, którzy z różnych powodów nie uczestniczą (nie chcą lub nie mogą) w tzw. wyścigu szczurów.

Co na to pisarka Filipiak?


Skupiłabym się na celach ekonomicznych, aby zminimalizować warstwę ludzi o zbyt niskich dochodach, czyli tych, których nie stać kompletnie na nic i dla których jedyną rozrywką może być udział w zbiorowej histerii. Dopóki będziemy mieli tę klasę, do niej będą się zwracać Kościół i populiści.

Czas na pointę?

A pewnie, pointa będzie podwórkowa trochę:) acz i enigmatyczna:

Jak będą wyglądały wybory prezydenckie? (pytanie „KP”)

Trzeba będzie uważać, żeby nie dać się pobić. (naprawdę:))

I jeszcze po poincie naprawdę smakowity deser, który skonsumujemy w kawałkach:

Podoba mi się interpretacja martyrologicznych wydarzeń Agaty Bielik-Robson, która pisze, że Polacy biorą udział w żałobnych celebracjach, bo odkupują w ten sposób poczucie winy związane z tym, że na co dzień wybrali dobrobyt i normalność. Jest więc nadzieja. Moi najmłodsi studenci chyba w ogóle nie mają takiego problemu, nie przychodzi im do głowy, że można poczuć się źle dlatego, że jest nam dobrze.

No tak, oczywiście, zaiste zgrozą i wstydem jest poczuć się źle z takiego powodu, że ma się więcej od innych, że inni głodują, że kogoś nie stać na coś, jak dla mnie to takie „czucie się źle” jakoś tak trochę istotnym elementem i chrześcijaństwa i lewicowości jest, a może nawet i człowieczeństwa trochę.

A co do nas, czyli reszty… Jedność nasza może się objawić w pracy nad wyeliminowaniem przejawów tego zabójczego poczucia winy. Idąc za wzorem amerykańskim, moglibyśmy na przykład stworzyć swoją deklarację niepodległości i wpisać do niej prawo do szczęścia.

A pewnie wpiszmy se, możemy jeszcze se wpisać do tej konstytucji obowiązek czytania mądrości młodych polskich pisarek…
Na pewno tedy wszystko się odmieni i każdy stanie się szczęśliwy.
Jak w Ameryce:)

Całość jest tu

Rusofobia i rusofilia czyli takie tam o Rosji, Rosjanach,Wschodzie i Polsce

Maj 10, 2010

Myślę sobie, znaczy myśli różne mi się po głowie przewalają.
I by się tak przewalały pewnie długo (jak na inne tematy), bo ostatnio tekstowo bezpłodny totalnie jestem, ale piękne zdanie usłyszałem, które mnie urzekło ale i zastanowiło.

Zadzwoniła pewna pani do Klubu Trójki dzisiejszego, Białorusinka i powiedziała:

Polacy mają wspaniałą słowiańską duszę, ale się bardzo tego wstydzą.

Audycja była o temacie ostatnio modnym, o zapalaniu zniczy 9 maja na grobach żołnierzy radzieckich (bo przecież nie tylko rosyjskich), ale o tym pisać nie chcę, nie chcę rozważać, czy Kaczyński rusofobem jest/był, a Komorowski rusofilem, a Tusk agentem FSB, tym niech się w Salunie 24 zajmują.

Mnie interesuje coś innego, te zapewnienia, że Polacy nie potrzebują pojednania z Rosjanami,że wszystko jest dobrze, że nie ma problemów, że jak krytykujemy, to tylko władzę.

Ja dostrzegam coś innego od zawsze, takie dziwne podejście polskie do innych narodów, jest to taka pogarda pomieszana z politowaniem wobec narodów ogólnie mówiąc wschodnich, właściwie u nas Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, ale i np. Czechów, nie wspominając już o Rumunach czy Cyganach traktuje się jako gorszych.

O ile np. Niemców niektórzy się boją, ale są urzeczeni niemieckim Ordnung, kulturą, autostradami, Amerykanów się kocha, im podlizuje lub w ogóle traktuje jako lepszy świat tę całą Amerykę, to Ruskie służą jako egzemplum barbarzyństwa, pijaństwa, prymitywizmu itd

I troszkę dziwi mnie to gadanie o dobrych Rosjanach i złej władzy, bo de facto gremialnie Polacy wcale tych Rosjan za takich dobrych nie uważają, są pełni uprzedzeń i co gorsza nie znają. I nie piszę o innych tylko,siebie uważając za jakiś wyjątek.

Bo przyznam się, że jak większość, jestem w sprawie Rosji ignorantem, o ile jeszcze historię Rosji znam dobrze, bo lata tem,u roczytywałem się w książkach historycznych i biografiach różnych jej władców, to juz np. na polu kultury jestem cienias.

Ale co tam ja, widzicie często filmy rosyjskie w kinach?

I nie mówię o małym studyjnym kinie, widział kto taki film w multipleksie?
Potraficie wymienić jakiegoś reżysera rosyjskiego poza Eisensteinem, Michałkowem i Tarkowskim?
Wiele książek rosyjskich jest na listach bestsellerów w Polsce?
Znamy rosyjską muzykę? Słyszeliście kiedyś poza Tatu jak ktoś w polskich radiostacjach śpiewa po rosyjsku np. na rockowo?

Jak człowiek czyta, że dawniej Wysocki, Okudżawa bywali w Polsce znali naszych artystów i była jakaś wymiana kulturalna, to teraz mam wrażenie, jest gorzej.

Rosja nie znaczy dla nas wiele, podejrzewam, że też współczesna kultura polska nie jest znana w Rosji.

Inna sprawa, ilu Polaków zna (nie ma wrażenie, że zna) język rosyjski, ja pamiętam, że u mnie w klasie w liceum na 30 osób dobrze umiała „ruski” (no bo tak się gada) jedna osoba (dla jasności nie ja)

Kolejna rzecz: nie wiem, jak wy, ale ja w Rosji nie byłem nigdy,fakt, że z racji zawodu i zainteresowań jak jadę za granicę, to za Odrę, ale w ogóle nie znam Rosji, Ukrainy, Białorusi, Litwy itd i podejrzewam, że większość młodych Polaków tyż nie. Tu dochodzi jeszcze utrudnienie w postaci wiz.

Nie ma co ukrywać, moim zdaniem Polska, polskie media, polska kultura jest niestety prowincjonalna, jest zainteresowana tylko sobą a popkultura jest nawet nie zwesternizowana, ale li tylko zamerykanizowana.

I te wszystkie gadki, że my kochamy Rosjan a oni nas, a źli są Tusk i Putin, nie do końca odpowiadają prawdzie.

Co my tak naprawdę wiemy o Rosji poza tym, że chleją?
Tylko mi nie gadajcie o Dostojewskim.
Znam.
Nie wszystko ale znam, jak i Turgieniewa i Tołstoja. I Bułhakowa.
Ale to nie powód do chwały, każdy w miarę oczytany w literaturze musi ich znać (ha, czy są pisarze polscy, których każdy oczytany w literaturze nie-Polak musi znać? Myślę, że wątpię)