Archive for the ‘literatura’ Category

Spóźnione i na pewno wtórne rozważania ponoblowe czyli w skrócie rzecz ujmując LLosa rulez:)

Październik 27, 2010

Wszyscy już napisali więc spokojnie, nieprofesjonalnie, krótko i osobiście odniosę się ja.
Nie będę się mądrzył niczym salonowe prawaki, bo co tu pisać długo i zgrywać się na znawce i na poprzednie decyzje komisji noblowskiej psioczyć (ci, co na nie psioczą chyba Grassa czy Cotzeego nie czytali)

Inna sprawa, że w końcu czuję, że to mój nobel:), znaczy ucieszyłem się prawdziwie jak się dowiedziałżem, że Mario Vargas Llosa dostał Nobla.

Raz, bo frustrujące było to że wiecznym kandydatem był.Dwa że pisać umie jak mało kto.
Trzy, że go uwielbiam i czytałem dużo.
Zaczęło się dawno temu (pewnie jak wszystkie moje ważne inicjacje książkowe w liceum) od „Gawędziarza”, taka mniej znana książka Llosy, dla mnie ważna, bo temat mi bliski, motywy indiańskie znaczy się., Książęczka krótka, klimatyczna (inna niż większośc powieści Llosy, taka bardziej magiczna)
Później były m. in. „Ciotka Julia i skryba”, „Zielony dom”, „Kto zabił Palomina Molero”.
Prawdziwym odkryciem stała się „Wojna końca świata”, która mnie zachwyciła, poraziła, zauroczyła. Monumentalna, brutalna, jedna z lepszych rzeczy z całej literatury iberoamerykańskiej (acz LLosa to jedyny w swoim rodzaju jest i z tzw. realizmem magicznym to on wiele wspólnego nie miał nigdy) i w ogóle z rzeczy, które czytałem.
Na półce w pokoju stoi też „Miasto i psy”, debiutancka powieść noblisty. Nie jest ona, skromnym moim zdaniem, wielka, ale znać wypada.
(Swoją drogą sąsiaduje ona mi na półce ze „Sto lat samotności” Marqueza, relacje Marquez-LLosa to też temat na długi i ciekawy tekst, ale ja się na niczym nie znam więc go nie napiszę)

Ale wracajmy do tego, ci jeszcze warto. Chyba (obok „Wojny…” najwybitniejsza rzecz Llosy czyli „Święto kozła”, studium władzy, tyranii, polityki.
Dwa tematy Llosy to polityka i erotyka, ta druga jest składnikiem „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki”, czytanych przeze mnie całkiem niedawno, zresztą nowa to rzecz w miarę.

Nie jakaś wybitna, ale czyta się świetnie i warto na pewno.Zresztą w Llosie to jest najlepsze, że wszystkie jego ksiązki praktycznie są wciągające, mimo nieraz skomplikowanej formy i istotnej tematyki są to rzeczy „dla ludzi”, nie jakieś hermetyczne.

Warto więc poznawać lub odświeżać sobie, (pożyczyłem właśnie „Święto kozła”, planuję jeszcze raz „Miasto i psy” przeczytać, w ogóle planuję wgryźć się ponownie w literaturę iberoamerykańską.

P.S. mam nadzieję, że niedługo będzie tu i o filmach (Lasse Hallstrom), o Niemczech (duuuuużo zdjęć) i w ogóle o kulturze, życiu i niczym.Jesień blogami się zaczyna…:)

Alfabet poetycki Grzesia

Wrzesień 28, 2010

B jak Broniewski

G jak Gałczyński


http://w205.wrzuta.pl/audio/aCFavcVSvPr/kult_-_wroci_wiosna_baronowo

K jak Kaczmarski

L jak Leśmian

O jak Osiecka

S jak Stachura

S jak Staszewski

http://w665.wrzuta.pl/audio/3xj7v6kmLdi/stanislaw_staszewski_-_nie_doroslem_do_swych_lat

T jak Tuwim

P.S. Zbieram się, by coś napisać, może w końcu opowieść fotograficzno-tekstową o Niemczech wyrychtuję, zaprzyjaźnionych blogerów przepraszam, że nie nawiedzam, ale chwilowo za nic się nie mogę wziąć. Jesienna stagnacja totalna, poza tym praca, zakatarzenie, problemy psychofizyczne i myślenie o problemach nieswoich.No ale może się odbiję od dna w moich ulubionych (przynajmniej kiedyś ) miesiącach czyli w październiku i listopadzie, no bo tegoroczny wrzesień to ciężki był, ale walczyć trza:), szczególnie jak wcześniej człek nie miał siły uporać się z niektórymi problemami i w końcu okoliczności zewnętrzne go do tego zmuszają.