Archive for the ‘Kultura’ Category

Alfabet poetycki Grzesia

Wrzesień 28, 2010

B jak Broniewski

G jak Gałczyński


http://w205.wrzuta.pl/audio/aCFavcVSvPr/kult_-_wroci_wiosna_baronowo

K jak Kaczmarski

L jak Leśmian

O jak Osiecka

S jak Stachura

S jak Staszewski

http://w665.wrzuta.pl/audio/3xj7v6kmLdi/stanislaw_staszewski_-_nie_doroslem_do_swych_lat

T jak Tuwim

P.S. Zbieram się, by coś napisać, może w końcu opowieść fotograficzno-tekstową o Niemczech wyrychtuję, zaprzyjaźnionych blogerów przepraszam, że nie nawiedzam, ale chwilowo za nic się nie mogę wziąć. Jesienna stagnacja totalna, poza tym praca, zakatarzenie, problemy psychofizyczne i myślenie o problemach nieswoich.No ale może się odbiję od dna w moich ulubionych (przynajmniej kiedyś ) miesiącach czyli w październiku i listopadzie, no bo tegoroczny wrzesień to ciężki był, ale walczyć trza:), szczególnie jak wcześniej człek nie miał siły uporać się z niektórymi problemami i w końcu okoliczności zewnętrzne go do tego zmuszają.

Bełkotać każdy może czyli Izabela Filipiak w roli głównej

Maj 11, 2010

Od pewnego czasu podczytuję regularnie pewien portal (wszystkich wrażliwych na lewackie motywy proszę o dalsze nieczytanie:)), jest to portal Krytyki Politycznej, zacząłem gdzieś go czytać po 10 kwietnia i ku mojemu zaskoczeniu (dobra, lewaku nie ściemniaj) odkryłem, że bardzo wartościowe to miejsce i że mnóstwo świetnych tekstów tam się ukazuje, nie będzie ten tekst jednak laurką, jaką w przedostatnim „Newsweeku” wysmażył na temat „KP” Cezary Michalski, żeby było zabawniej współpracownik „Krytyki”.

Będę się czepiał bowiem, ale zanim się czepiać zacznę, chciałbym po trosze potwierdzić diagnozę Michalskiego, że w czasie żałoby portal „KP” był jednym z nielicznych miejsc gdzie toczyła się ciekawa, inspirująca, sensowna debata, gdzie można było spotkać opinie inne niż w większości mediów jedynie słusznych i politycznie poprawnych, to na portalu „KP” można było znaleźć opinie momentami kontrowersyjne czy radykalne, ale zmuszające do myślenia.

Nawet jak się człowiek nie zgadzał, to stwierdzał, że nie zgadza się z mądrymi ludźmi albo chociaż ciekawymi.

Żałoba się skończyła, ale na strony „KP” zaglądam dalej, i dalej warto, choćby po to, by przeczytać wywiad Kazimiery Szczuki z Marią Janion o kinie Wernera Herzoga i dowiedzieć się, że „KP” wydaje wkrótce książkę o Herzogu i jego twórczości.

Dobra, miło już było teraz będziemy dowalać 🙂

Otóż natknąłem się na wywiad z panią Izabelą Filipiak, podobno pisarką (piszę podobno, bo nic nie czytałem i jedynie nazwisko jej kiedyś obiło mi się o uszy) i o zgrozo wykładowcą/wykładowczynią na uniwersytetach.
I zacząłem czytać i co kilka zdań natykałem się na takie kwiatki, że stwierdziłem, że to doświadczenie i te mądrości pani Filipiak opisać po prostu muszę.

Zaczyna się niby niewinnie, acz zabawnie:

Katarzyna Fidos, Krytyka Polityczna: Czy zauważyła Pani, że skończyła się żałoba narodowa?

Nie. Może dlatego, że nie oglądam telewizji ani nie słucham radia. Wychodzę z założenia, że jeśli coś ważnego się dzieje, to ludzie mi powiedzą.
O katastrofie dowiedziałam się od moich studentów

Grześ gupawy jest i się zaczął zastanawiać, dlaczego więc pani Filipiak będzie komentować w dużej części medialne zachowanie i medialne zjawisko, ale nic to, jakby grześ był złośliwy, to by wzorem Pilcha zaczął się wyśmiewać z tych wszystkich intelektualistów, co nie mają telewizora lub nie oglądają, ale zawsze w chwili katastrofy jakiś impuls im każe go włączyć. Choć tu trza przyznać, że pani Filipiak do tychże intelektualistów nie należy i o katastrofie dowiaduje się w pracy.

Ale porzućmy media, zajmijmy się psychologią, pani Filipiak jak każdy Polak zna się na wszystkim, więc i na psychologicznych aspektach żałoby, rozwodzi się więc ona w sposób uczony i autorytatywny:

Żałoba to bardzo niebezpieczny stan ducha. Czyni nas egotykami. Osoba w żałobie może pozwolić sobie na zachowania skrajne, także niesprawiedliwe i aroganckie. Może się spodziewać, że ujdą jej one na sucho, bo doświadczyła straty. Psychologia uczy, że są dwie podstawowe reakcje na żałobę. Jedną jest wyobcowanie ze świata żywych, czyli depresja. Ale można też zareagować neurotycznie i chcieć kogoś pobić.

Czy tylko ja mam wrażenie, że to psychologia na poziomie nastolatki?
Ciekawe jakie są statystyki KGP i tych pobić neurotycznych w trakcie żałoby:)

Wiadomo że każdy lewak i każda lewaczka jest ekspertem od Kościoła (tak, tak, grześ też), pani Filipiak też i tak ona prawi i naucza, trochę jak na mój gust za bardzo wtrącając się w nieswoje sprawy i wyrokując, kto jak i czy w ogóle przeżywa żałobę:

Przede wszystkim jednak niepokoi mnie to, że przedstawiciele kościoła rzymsko-katolickiego, którzy podjęli się zorganizowania żałoby państwowej, nie skupili się na własnej żałobie. Stracili wszak ważnych przedstawicieli. Nadzwyczajne jest to, że hierarchowie kościelni nie przeżywają swojej żałoby. Przeżywają za to żałobę polityczną.

Zapytam z głupia frant, a czemu to ją niepokoi? I czy gdyby Kościół tę swoją żałobę bardzo eksponował, nie byłoby wtedy mowy, także z ust pani Filipiak, że Kościół kreuje się na ofiarę, że przecież zginęli politycy, żołnierze, najważniejsze osoby w państwie, a Kościół tylko o sobie gada.

Ale co tam Kościół, zostawmy go, choć jak twierdzi pani Filipiak, powołując się na autorytet odpowiedni, jaźń kleru jest inna niż „nasza” (kim są owi nasi?) i ci księża i biskupi nawet nie wiedzieliby, jak tę żałobę przeżyć. No chyba że pani Filipiak by im doradziła.

Nie wiem, czy czytający już padli z wrażenia, mam nadzieję, że nie, bo najlepsze fragmenty dopiero przed nami.

Otóż co dalej mówi pisarka, eseistka i pracownik naukowy uniwersytetów licznych:

Nie wolno mu zastanawiać się, jak w przyszłości można podobnej sytuacji uniknąć. Może powinniśmy wesprzeć pilotów, którzy pewnie są tą sytuacją przerażeni. Piloci powinni być w stanie powiedzieć głośno, że mają prawo sprzeciwiać się życzeniom dygnitarzy.

No tak, jestem przekonany, że piloci bez wsparcia pani Filipiak i 38 milionów ignorantów w sprawach lotnictwa sobie nie poradzą w żaden sposób.
Piloci, powiedzcie głośno, że się sprzeciwiacie życzeniom dygnitarzy, choć nie ma nikt pojęcia, czy jakikolwiek nacisk na pilota był wywierany.

Znaczy, co jo godom, nikt nie wie? Pani Filipiak już wie. Wszystko:) więc i to, oczywiście swoją wiedzą się dzieli:

Dostrzegam też możliwości przeżycia tej żałoby jako refleksji po śmierci neurotycznego ojca narodu. Kaczyński rządził paranoicznie, rozbudzając podejrzliwość wobec poszczególnych grup zawodowych, intelektualistów, lekarzy, prawników, spisków gejowskich (czy można rozbudzać podejrzliwość wobec spisków gejowskich?- pyta naiwnie grześ) i Unii Europejskiej. Prawdopodobnie zginął, wymuszając lądowanie we mgle, bo nie chciał odłożyć na później przyjemności znalezienia się w centrum uwagi podczas historyczno-militarno-religijnego przedstawienia.

Nie chce mi się czepiać treści ani pewności, z którą swoje twierdzenia pani Filipiak wygłasza. Ale że pisarka uznana (?) używa frazy „bo nie chciał odłożyć na później przyjemności znalezienia się w centrum uwagi podczas historyczno-militarno-religijnego przedstawienia.”, to mnie dziwi lekko.
Mam nadzieję, że w książkach takich topornych fraz nie sadzi:)

Ale, ale, w kilku następnych linijkach pani Filipiak z ciągle tą samą niezachwianą pewnością siebie dokonuje analiz zarówno politologicznych jak i historycznych.

Tarcza antyrakietowa, której pozbawił polskich polityków Obama, miała chronić nas przed atakiem ze wschodu, czyli od strony Rosjan. Ta podejrzliwość, momentami przemieniająca się w histerię, mogła kierować decyzjami tuż przed próbą lądowania. Nie będzie nam Rosjanin z wieży kontrolnej mówił, gdzie mamy lądować. Nie będziemy go słuchać, nie będziemy nawet starali się go zrozumieć.
Można powiedzieć, że polscy oficerowie, którzy zginęli w Katyniu, też nie chcieli umierać. Ale jednak oni zginęli podczas wojny. Tym razem udało nam się zrobić sobie krzywdę, chociaż nie było żadnej wojny. To jest nadzwyczajne. Zrobiliśmy to samym sobie.

Chyba jestem tępy strasznie, bo co ma piernik do wiatraka, tarcza z Obamą do Katynia i katastrofy? I jeszcze ta projekcja, pani Filipiak nie tylko wszystko wie, ona zna myśli pilota nawet, acz popada w sprzeczność, najpierw bowiem pilot miał być molestowany i zmuszany do lądowania przez prezydenta, teraz wychodzi, że w pilocie obudziła się szowinistyczna duma i antyrosyjskość i stwierdził „Co, ja kurwa nie wyląduję, zobaczycie Ruskie, że wyląduję”

Czy ja już mówiłem, że pani Filipiak to w jednej osobie znakomity politolog, historyk, ale i ekspert od duszy i psychiki Polaków.

Nie znacie? To posłuchajcie:

My Polacy nie mamy żadnego znaczenia ani jako kraj, ani jako jednostki. Jedziemy do Anglii podawać frytki i potem kupujemy sobie za to mieszkanie w Polsce. W ramach NATO jesteśmy dostarczycielami mięsa armatniego. George W. Bush, broniąc się swego czasu przed oskarżeniem, że żaden ważny kraj nie został jego sojusznikiem w wojnie w Iraku, powiedział: „A Polska?”, na co uczestnicy dyskusji roześmieli się.

Jakbym był złośliwy dodałbym, że jeszcze długo Polska specjalnego znaczenia mieć nie będzie, szczególnie w literaturze…

Nie wiem, jak czytelnicy, ale grześ miał przekonanie, że te lewaki to z troską pochylają się nad ludźmi biedniejszymi, którzy sobie nie radzą, którzy mało zarabiają, którzy z różnych powodów nie uczestniczą (nie chcą lub nie mogą) w tzw. wyścigu szczurów.

Co na to pisarka Filipiak?


Skupiłabym się na celach ekonomicznych, aby zminimalizować warstwę ludzi o zbyt niskich dochodach, czyli tych, których nie stać kompletnie na nic i dla których jedyną rozrywką może być udział w zbiorowej histerii. Dopóki będziemy mieli tę klasę, do niej będą się zwracać Kościół i populiści.

Czas na pointę?

A pewnie, pointa będzie podwórkowa trochę:) acz i enigmatyczna:

Jak będą wyglądały wybory prezydenckie? (pytanie „KP”)

Trzeba będzie uważać, żeby nie dać się pobić. (naprawdę:))

I jeszcze po poincie naprawdę smakowity deser, który skonsumujemy w kawałkach:

Podoba mi się interpretacja martyrologicznych wydarzeń Agaty Bielik-Robson, która pisze, że Polacy biorą udział w żałobnych celebracjach, bo odkupują w ten sposób poczucie winy związane z tym, że na co dzień wybrali dobrobyt i normalność. Jest więc nadzieja. Moi najmłodsi studenci chyba w ogóle nie mają takiego problemu, nie przychodzi im do głowy, że można poczuć się źle dlatego, że jest nam dobrze.

No tak, oczywiście, zaiste zgrozą i wstydem jest poczuć się źle z takiego powodu, że ma się więcej od innych, że inni głodują, że kogoś nie stać na coś, jak dla mnie to takie „czucie się źle” jakoś tak trochę istotnym elementem i chrześcijaństwa i lewicowości jest, a może nawet i człowieczeństwa trochę.

A co do nas, czyli reszty… Jedność nasza może się objawić w pracy nad wyeliminowaniem przejawów tego zabójczego poczucia winy. Idąc za wzorem amerykańskim, moglibyśmy na przykład stworzyć swoją deklarację niepodległości i wpisać do niej prawo do szczęścia.

A pewnie wpiszmy se, możemy jeszcze se wpisać do tej konstytucji obowiązek czytania mądrości młodych polskich pisarek…
Na pewno tedy wszystko się odmieni i każdy stanie się szczęśliwy.
Jak w Ameryce:)

Całość jest tu

Rusofobia i rusofilia czyli takie tam o Rosji, Rosjanach,Wschodzie i Polsce

Maj 10, 2010

Myślę sobie, znaczy myśli różne mi się po głowie przewalają.
I by się tak przewalały pewnie długo (jak na inne tematy), bo ostatnio tekstowo bezpłodny totalnie jestem, ale piękne zdanie usłyszałem, które mnie urzekło ale i zastanowiło.

Zadzwoniła pewna pani do Klubu Trójki dzisiejszego, Białorusinka i powiedziała:

Polacy mają wspaniałą słowiańską duszę, ale się bardzo tego wstydzą.

Audycja była o temacie ostatnio modnym, o zapalaniu zniczy 9 maja na grobach żołnierzy radzieckich (bo przecież nie tylko rosyjskich), ale o tym pisać nie chcę, nie chcę rozważać, czy Kaczyński rusofobem jest/był, a Komorowski rusofilem, a Tusk agentem FSB, tym niech się w Salunie 24 zajmują.

Mnie interesuje coś innego, te zapewnienia, że Polacy nie potrzebują pojednania z Rosjanami,że wszystko jest dobrze, że nie ma problemów, że jak krytykujemy, to tylko władzę.

Ja dostrzegam coś innego od zawsze, takie dziwne podejście polskie do innych narodów, jest to taka pogarda pomieszana z politowaniem wobec narodów ogólnie mówiąc wschodnich, właściwie u nas Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, ale i np. Czechów, nie wspominając już o Rumunach czy Cyganach traktuje się jako gorszych.

O ile np. Niemców niektórzy się boją, ale są urzeczeni niemieckim Ordnung, kulturą, autostradami, Amerykanów się kocha, im podlizuje lub w ogóle traktuje jako lepszy świat tę całą Amerykę, to Ruskie służą jako egzemplum barbarzyństwa, pijaństwa, prymitywizmu itd

I troszkę dziwi mnie to gadanie o dobrych Rosjanach i złej władzy, bo de facto gremialnie Polacy wcale tych Rosjan za takich dobrych nie uważają, są pełni uprzedzeń i co gorsza nie znają. I nie piszę o innych tylko,siebie uważając za jakiś wyjątek.

Bo przyznam się, że jak większość, jestem w sprawie Rosji ignorantem, o ile jeszcze historię Rosji znam dobrze, bo lata tem,u roczytywałem się w książkach historycznych i biografiach różnych jej władców, to juz np. na polu kultury jestem cienias.

Ale co tam ja, widzicie często filmy rosyjskie w kinach?

I nie mówię o małym studyjnym kinie, widział kto taki film w multipleksie?
Potraficie wymienić jakiegoś reżysera rosyjskiego poza Eisensteinem, Michałkowem i Tarkowskim?
Wiele książek rosyjskich jest na listach bestsellerów w Polsce?
Znamy rosyjską muzykę? Słyszeliście kiedyś poza Tatu jak ktoś w polskich radiostacjach śpiewa po rosyjsku np. na rockowo?

Jak człowiek czyta, że dawniej Wysocki, Okudżawa bywali w Polsce znali naszych artystów i była jakaś wymiana kulturalna, to teraz mam wrażenie, jest gorzej.

Rosja nie znaczy dla nas wiele, podejrzewam, że też współczesna kultura polska nie jest znana w Rosji.

Inna sprawa, ilu Polaków zna (nie ma wrażenie, że zna) język rosyjski, ja pamiętam, że u mnie w klasie w liceum na 30 osób dobrze umiała „ruski” (no bo tak się gada) jedna osoba (dla jasności nie ja)

Kolejna rzecz: nie wiem, jak wy, ale ja w Rosji nie byłem nigdy,fakt, że z racji zawodu i zainteresowań jak jadę za granicę, to za Odrę, ale w ogóle nie znam Rosji, Ukrainy, Białorusi, Litwy itd i podejrzewam, że większość młodych Polaków tyż nie. Tu dochodzi jeszcze utrudnienie w postaci wiz.

Nie ma co ukrywać, moim zdaniem Polska, polskie media, polska kultura jest niestety prowincjonalna, jest zainteresowana tylko sobą a popkultura jest nawet nie zwesternizowana, ale li tylko zamerykanizowana.

I te wszystkie gadki, że my kochamy Rosjan a oni nas, a źli są Tusk i Putin, nie do końca odpowiadają prawdzie.

Co my tak naprawdę wiemy o Rosji poza tym, że chleją?
Tylko mi nie gadajcie o Dostojewskim.
Znam.
Nie wszystko ale znam, jak i Turgieniewa i Tołstoja. I Bułhakowa.
Ale to nie powód do chwały, każdy w miarę oczytany w literaturze musi ich znać (ha, czy są pisarze polscy, których każdy oczytany w literaturze nie-Polak musi znać? Myślę, że wątpię)

Przewodnika po kinie niemieckim część III – „Was tun wenn es brennt” („Anarchiści”)

Kwiecień 22, 2010

Zaczęło się tu, później nastąpiła odsłona druga przewodnika, za chwilę pojawi się część trzecia.

Tim, Hotte, Maik, Terror, Floe i Nele to szóstka przyjaciół, którzy w młodości należą do grupy anarchistów i buntowników przeciw społeczeństwu, udzielają się na demonstracjach, łażą na barykady (ale nie siedzą na nich jak Łukasz Warzecha z „Faktu”), biją się z policją, ogólnie olewają to społeczeństwo, nienawidzą władzy, mundurów, kapitalizmu, mieszczaństwa itd

Zdarza się też tak, że konstruują bombę, bombę, która pozostawiona w opuszczonym budynku wybucha, gdyby dwoje ludzi próbuje się do niego dostać.

Tyle że ten wybuch następuje 12 lat po jej skonstruowaniu czyli w roku 2000, bohaterowie od 88 roku się lekko zmienili, dawne idee i przekonania wyznają i kontynuują tylko Tim i Hotte, reszta prowadzi mniej lub bardziej udane życie, ale jest jakoś w społeczeństwie osadzona, jeden to szef agencji reklamowej, drugi buntownik to prawnik wiecznie zakatarzony, buntowniczka zaś jedna zajmuje się tylko dzieciakami i gada o ich kupkach (a podobno była najlepsza z anarchistów), druga zaś buntowniczka odniosła materialny sukces, ale tęskni za młodością, za miłością i za Timem (Til Schweiger), który dochował wierności i ideałom i przyjacielowi (Hotte, który w wyniku starcia z policją stracił nogi i jeździ na wózku), acz rozterki przeżywa.

Film świetnie pokazuje to, jak ideały młodości sobie idą gdzieś i ich nie ma, pokazuje to, że przyjaciele też czasem odchodzą, film o tęsknocie za młodzieńczym buntem, miłością, przyjaźnią, odwagą, brawurą, tęsknotą za tymi czasami, gdy się w coś wierzyło i tę wiarę realizować chciało.

Film o tym, że dawne ideały odżyć mogą, że przyjaźń trwa, jeśli tego chcemy, że choć powrotu do przeszłości nie ma, to nie znaczy, że z ta przeszłością spotkać się nie można i błędów jej naprawić.

Film o wolności też.

Wszystko to opowiedziane w tonie lekkim, zabawnym , troszkę nieprawdopodobnym, można zarzuty czynić, że bajka w sumie to jest, ale czy nie o to też chodzi w kinie i czy nie bajki i baśnie oglądamy najchętniej.
Różne.
W dodatku film ma tempo, ma świetne dialogi, ma dobra muzykę, nie jest to dzieło dla intelektualistów, ale świetnie nadaje się na luźny wieczór, świetnie nadaje się też na zajęcia ze studentami (testowałem na 3 czy 4 grupach w NKJO i każdej właściwie się podobał, więc Mido, jak tam jakiegoś fajnego psora czy dochtóra macie na tej twojej germanistyce, to zaproponuj, by to obejrzeć, oczywiście nur auf deutsch:) czyli bez napisów)

Aaa, wspomniałem o muzyce?
Oczywiście bez niej się nie obędzie,

Ale najpierw trailer:

Aaa, na youtube można znaleźć (acz na kilka czy kilkanaście części pokawałkowany) cały film.
A teraz niech już gra, ostro i klimatycznie:)

Niedługo następna odsłona cyklu, znowu będzie o buncie, młodości,nonkonformizmie i takich tam, eh, chyba siem starzejem i tylko oglądanie tego na ekranie mi zostało, no.

Znikam.