W górach jest wszystko co kocham, a tak poza tym jestem idiotą…:)

Góry= magia, piękno, cudowne zmęczenie, wyzwolenie, radość, wiatr, kamienie, widoki, śnieg, ludzie, alkohol, lepiej smakuje i wypić można dużo więcej niż na nizinach, zdjęć nie ma sensu (pisownia zmieniona na prośbę wieloletniego kumpla blogowego:) robić, widoczki kolekcjonować i zapisywać na swym twardym dysku wystarczy, samotność cudowna, wolność, brak kondycji nie przeszkadza po prostu iść, a to iście jest tak pełne radochy, że masakra.

Byłem w górach 3 dni, a właściwie czynnie to jeden dzień i się strasznie pozytywną energią naładowałem. Właziliśmy ze znajomymi na Babią Górę, po kilku metrach grześ odkrył, że jest totalnym cieniasem i kondycji ma zero, ale szedł, wchodziło się cudownie, weszliśmy na szczyt (1725 m), grześ poweru totalnego dostał i se samotne zejście z góry uczynił i trasę, którą znajomi pokonali (to zejście) w 1h50 min, zrobił w godzinkę z małym kawałkiem. Schodziło się cudownie, momentami zbiegało, takie tam nic nieznaczące fakty, jak stare buty z supercienką podeszwą, do gór się nie nadające wcale, nie miały znaczenia, nawet mój brak kondycji się na chwilę ukrył i schował.
Acz czułem już po moich stopach, że źle będzie.
No ale żeby se oczywiście stan stóp poprawić poszedłem wieczorem do knajpy (eh, jakiego miałem fajnego powera) i jeszcze tańczyliśmy se jak gupi i obciach robiliśmy, no.

Za to od wtorku cierpię niemiłosiernie, a wtorkowy krótki (30 min?) spacer nad jakieś wodospady był dla mnie tak fizycznie męczący, że myślałem, że normalnie wykituję.
No ale jak człek nieprzygotowany fizycznie w góry jedzie i bez butów właściwie, to teraz ma za swoje, ale z chęcią bym się w sierpniu wybrał na jakąś samotną wędrówkę w Bieszczady (nie byłem od 2005 roku tamże, bez sensu). Albo kiedy na jakąś wspólną, tyle, że np. w porównaniu do takiego górołaza jak Torlin na ten przykład, to ja beznadziejny jestem.

A tak w ogóle mam nadzieję, że to co mi się stało z lewą stopą (czy był taki film czy to tylko moja imaginacja?) to nie jest ani zwichnięcie ani skręcenie i że ból szybko zniknie i kuśtykać przestanę (Kiedy kuśtykać przestanę:)) i że okłady z kwaśnego mleka to nie tylko ludowy przesąd:), ale działają.

A w ogóle łoscypka se nie przywiozłem, buuuu…..

Reklamy

Komentarze 34 to “W górach jest wszystko co kocham, a tak poza tym jestem idiotą…:)”

  1. Pino Says:

    No, to mieliśmy podobnie, tylko że ja byłam w Bieszczadach (Wetlina).

    🙂

  2. grześ Says:

    Hm, zawarłem tyle odkrywczych, ciekawych, mądrych i fascynujących przemyśleń tu, że nie wiem do którego się odnosisz tak lakonicznym komentem:)

    Chyba że do całości.

    pzdr

  3. Torlin Says:

    Gratuluję. Babia Góra jest taką uniwersalną górą, że jest to z jednej strony góra łatwa, a z drugiej wymagająca. Najbardziej niebezpieczna jest w zimie, ilość ludzi zamarzniętych i błądzących jest przerażająca. Zawsze twierdzę, że doświadczenie przydatne jest zawsze, w kuchni, w zawodzie i w miłości. I w górach również. Teraz będziesz pamiętał, że najpierw trzeba popracować nad kondycją i mieć porządne buty – najlepiej trzymające kostkę.
    Pozdro

  4. grześ Says:

    Torlinie, w zimie to w takich butach na pewno bym nie poszedł, lubię ryzyko, ale nie aż tak. Ale 30 metrów w śniegu pokonałem, wprawdzie gdyby nie kosodrzewina, musiałbym wchodzić na czworakach chyba, albo się wczołgiwać.

    A załatwiłem się zejściem, bo stwierdziłem, że co, ja nie zbiegnę:)? To kto inny.
    Gdybym schodził rozsądnie i powoli, to nawet mimo beznadziejnych butów bym se tak krzywdy nie zrobił.

    No ale jak wiadomo grześ rozsądku ma mało, a spontaniczny bywa czasem i póxniej cierpi:)

    Dzieki za jutubka.

  5. Pino Says:

    Bosz… podobnie = oboje spędziliśmy majówkę, łażąc po górach. 😉

  6. grześ Says:

    Aaaa, no ale co wzdychasz, przecież wiadomo, żem mało kumaty, no.

  7. basia Says:

    A bo przeczytać trza było… to i pierwszą część 😉

    Okidoki – jak dowiedzieć się statycznie, że się ma kiepską kondycję będąc młodym i z fantazją? — ot jest pytanie… 😀

  8. basia Says:

    …A najlepiej 😉 — to cały mój SPIS GÓRSKICH TREŚCI przejrzeć – tam będzie i o wchodzeniu w szmaciaczkach na trzytysięcznik* (w pół czasu, po wyjątkowym śniegu, choć w lipcu), i o huraganowej i zimowej Babiej (3 maja 2008 – „Wichrowe wzgórze”)… i nawet daaawna polemika z Torlinem i zawratowymi wyczynami-przechwałkami jego się tam daje odszukać 😉

    _____
    *zresztą na pierwszy w życiu 😉

  9. basia Says:

    …Bieszczady… — wciąż mnie tam nie było… może kiedyś się uda?… Wiem, nie tylko od Grzesia, że bardzo warto (i już dawno byłam po ukraińskiej stronie – w Gorganach i Czarnohorze)…

  10. Torlin Says:

    Baśka!
    Może się ode mnie odczepić? Chodzę po Tatrach od 50 lat i nie zawracaj mi głowy swoimi insynuacjami.

  11. kanczendzonga Says:

    Tez za cholere nie potrafie robic zdjec w gorach. no nie potrafie i koniec. ale co se sam na (ladnie wymyslone) wlasnym dysku zapisze, to moje.
    Z pierwszym akapitem zgadzam sie co do joty, no moze z tymm piciem nie mam az takich dowiadczen, ale reszta to magia.
    W gory chce!

  12. Pino Says:

    Jeśli dobrze pamiętam, za miesiąc widzimy się w Krakau? Mam nadzieję, że masz jeszcze mój numer, bo ja twojego już nie. 😀

  13. grześ Says:

    Jeśli masz ten sam, to mam, zaczyna się od 5…?

    A w ogóle to muszę se jakiś nocleg gdzieś znaleźć, no:)

  14. Pino Says:

    Ten sam. Spoko, mam wolny pokój na chawirze w willi mej.

    (znowu cierpię na bezsenność, kurwa)

  15. grześ Says:

    Kanczendzonga. robienie zdjęć jest przereklamowane, no chyba że jest się Docyntem czy innym Borsukiem, bo oni to umieją.

    Ja w sumie nie że nie lubię zdjęć robić i mieć, ale mogę się znakomicie obyć bez tego.

    Hm, z piciem nie masz doświadczeń?
    Oj, niedobrze, niedobrze:), że klasyka zacytuję.

    pozdrówka i zapraszam częściej.

  16. Mida Says:

    Przeczytałam tekst, żeby nie było.
    Ostatnio w górach byłam we wrześniu po maturze. Było nieźle, ale mało łażenia po górach samych. Jedno zejście, dwa wjazdy, reszta czasu spędzona w miasteczku. Ja jestem stanowczo człowiekiem nizinnym. Łażenie po powierzchniach pionowych mnie szybko wykańcza.
    Tyle komentarza.
    Co ważne i co chciałam przede wszystkim, to pilna wiadomość na GG… Przeczytaj proszę.
    Pozdrawiam, M.

    • grześ Says:

      Mido, oj tam, oj tam, wiesz jakie to wykańczanie się jest piękne i ile radości niesie:)

      Acz, oczywiście są osoby, które gór nie lubią, męczą się bardzo szybko czy nie mogą z jakichś względów chodzić po nich,

      Ale jak się da, trza chodzić.
      Plecak, zimna woda i czekolada w plecaku, no i nastawienie pozytywne i alleluja i do przodu:)

  17. owcarek podhalański Says:

    Dlo mnie góry som bardziej po to, coby na nie pozirać, niz po to, coby po nik chodzić. Telo ino, ze coby sie im dobrze przyjrzeć – to trza sie nieźle po nik nachodzić 😀
    Tak cy siak – jo tyz sie dołącom do gratulacji z okazji zdobycia Woman Hilla 😀

    • grześ Says:

      NO właśnie, poza samą przyjemnością z łażenia mamy przyjemność z widoczków.
      Woman Hill, ładne:)
      A mnie dzielą 3 tygonie od FCE, brr….:)

  18. Pino Says:

    Grzesiu, daj jakiś znak życia.

  19. grześ Says:

    Daję:)

  20. Pino Says:

    Przyjęte 🙂

  21. Torlin Says:

    Ja się chciałem oficjalnie spytać, czy spotkanie w Krakowie jest aktualne. Wziąłem sobie w pracy wolny weekend z poniedziałkiem i jestem gotów przyjechać do Wspaniałego Miasta Kraka, aby się z Wami spotkać i poznać. Tylko do tego są potrzebne wszystkie strony. Pozdrawiam.

  22. Pino Says:

    Torlinie, z tego co wiem, to tak 🙂

  23. grześ Says:

    Torlinie, w moim przypadku wygląda to tak, że jestem w Krakowie od soboty rano, do 15 jestem zajęty egzaminem FCE. Po 5 jestem wolny:), tylko muszę się znaleźć w dżungli miasta z Pino:), a i ostrzegam, że będę zmęczony, zdołowany i smęcący:), bo po dniu egzaminu, nocy (nie)przespanej w autobusie na trasie Poznań-Kraków i rozmowie o pracę, a i czwartkowym siedzeniu w pociągu na trasie Rzeszów-Poznań:)

    No i jutro muszę wstać o 4 rano, brrr…

    Wyślę ci maila wieczorem dziś z numerem telefonu mojego

  24. grześ Says:

    Na razie nie wyślę, bo mi się skrzynka pocztowa wiesza…:)

  25. Torlin Says:

    To w niedzielę jesteś w Krakowie? To może przełóżmy na niedzielę rano, na spokojnie.

  26. Pino Says:

    Torlinie, Grześ właśnie do mnie dzwonił, że siedzi w hotelu i nie ma netu, pyta, czy pamiętasz jego numer albo maila.

  27. Torlin Says:

    Adres e-mailowy mam oczywiście, numeru telefonu Grześ mi nigdy nie podał.

  28. Torlin Says:

    Ja przecież w e-mailu podałem Grzesiowi swój numer telefonu. Nie może po prostu do mnie zadzwonić? W razie czego Pino, do godz. 13.30 możesz cokolwiek wpisać do mojego blogu, abym miał Twój adres e-mailowy, to wyślę ten numer jeszcze raz. Te komplikacje z Grzesiem strasznie mi utrudniają życie, bo mam szereg zaproszeń w Krakowie i nie mogę zobowiązująco odpowiedzieć, czy mam wtedy czas czy nie. A może Ty wiesz, kiedy się spotykamy?
    Pzdr

  29. Torlin Says:

    Od tego momentu jestem już tylko pod telefonem. Szkoda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: