Archive for Kwiecień 2011

Rozmowy muzyczne cz. I – Turbo „Dorosłe dzieci”

Kwiecień 22, 2011

Nauczyli nas regułek i dat

Eeee tam, sam się nauczyłem, a właściwie nie nauczyłem nic, gupi jestem ciągle.

Nawbijali nam mądrości do łba

I głupot też. Dużo za dużo.

Powtarzali, co nam wolno, co nie

Bardziej chyba czego nie wolno

Przekazali, co jest dobre, co złe

A i tak wybieramy często to co złe.

Odmierzyli jedną miarą nasz dzień

Hm, za gupi jestem, nie rozumiem.

Wyznaczyli czas na pracę i sen

a to jest wkurwiające, moim zdaniem jedno z większych zniewoleń ludzkości, wstawanie rano, praca, chodzenie spać wieczorem, bo inaczej znowu nie wstaniesz itd, nudy i

Nie zostało pominięte już nic
Eee tam, właśnie często najważniejsze rzeczy pominięto i pomija się, a uczy się tych niepotrzebnych.

Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć
Ano nie wiemy i wiedzieć nie będziemy.

Dorosłe dzieci mają żal

Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię…, żal to nie jest fajna rzecz.

Za kiepski przepis na ten świat

Hm, a może to świat jest kiepski, a przepis każdy można zmodyfikować.

Dorosłe dzieci mają żal

Dalej?

Że ktoś im tyle życia skradł

Sam se to życie często kradniemy i marnujemy.

Nauczyli nas, że przyjaźń to fałsz

A to źli ludzie musieli to być, przyjaźń to najprawdopodobniej najlepsza rzecz na świecie.

Okłamali, że na wszystko jest czas

Czasu coraz mniej…

Powtarzali, że nie wierzyć to błąd

Zależy komu albo w co

Przekonali, że spokojny jest dom

Jeden z wielu mitów ludzkości, horrory na tym żerują:)

Odmierzyli każdy uśmiech i grosz

Znowu o tym mierzeniu?

Wyznaczyli niepozorny nasz los

Hm, ładna fraza, ale o co w niej chodzi?

Nie zostało pominięte już nic

Wiele rzeczy pominiętych zostało

Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć

A czy ktoś wie?

Nauczymy się więc sami na złość

O i na pohybel:), ale czy to takie łatwe jest?

Spróbujemy, może uda się to

Może (sceptycznie)

Rozpoczniemy od początku nasz kurs

Hm, rozpoczynanie od początku jest męczące.

Przekonamy się, czy twardy ten mur

Twardy pewnie, jak każdy mur.

Odmierzymy, ile siły jest w nas

Hm, we mnie tak średnio dużo, w nas to nie wiem, kim są „my” trza by zapytać bowiem/

Wyznaczymy sobie miejsce i czas

Czas już jest, miejsce też, wyznaczyć trza se cele albo cuś takiego.

A gdy zmienią się reguły tej gry

Gry zwanej życiem? Chyba sa od zawsze takie same.

Może w końcu odkryjemy, jak żyć

No jak to jak? Normalnie i do przodu.

Inspiracja: kiedyś cykl Sajonary na TXT, ostatnio Dorcia tu

Wszystkiego dobrego na święta Wielkiej Nocy dla zaglądających na ten blog.

Faza na niepisanie

Kwiecień 8, 2011

Fazę na niepisanie mam i ta faza mi pewnie się ostanie.
Czuję, że cokolwiek napiszę, nie ma żadnego nie tyle sensu, co celu.
Nawet to nie jest żaden z tych fajnych kryzysów, których miałem mnóstwo i które paliwem mojej blogerskiej twórczości były od zawsze i np. przyczyną i przyczynkiem fajnych, twórczych, zwariowanych i zabawnych tekstów się stawały (he, he, słodzi se i wmawia pierdoły ignorantom:)), którzy nie znają jego twórczości, ten autor okropny)
Więc tę fazę mam, faza se trwa, dobrze się ma, mi (wiem, Nameste, wiem, mnie) z nią też dobrze właściwie.
Zresztą obaczyć wystarczy: styczeń-tekstów sześć, luty jeden (acz komentarzy ze 200 w HP), marzec dwa), kwiecień pierwszy ten, który piszę jest.

Nawet zebrać się mi nie chce i na komenty blogerów odpowiedzieć zaległe (Dorka znowu mi zarzuci, że łolewam ja ci komentatorów szanownych)
Ano olewam, pisać nie zamierzam.
Niepisanie jest lepsze od pisania, znaczy pewnie nie uwierzy nikt, kto zna mą blogową twórczość i jakże częste teksty o niepisaniu, ale coraz częściej myślę, że blogowy etap życia chyba mam ochotę zostawić za sobą.
Niby mam pomysł na tekstów kilkanaście jutubkowych, w tym dwa cykle nowe, niby ciągle mógłbym pisać o tym, o czym piszę.Niby cykl filmowy trza by kontynuować, a cykl o horrorze napocząć.

Ale zwyczajnie nie chce mi się.
Od pewnego czasu nie potrzebuję też pisania jako autoterapii (czyżby moja wieczna depresja zmieniła się w jakże łagodną i cudownie wyzwalającą apatię/melancholię/rezygnację).

Dojrzewam do niepisania.

P.S. Zanim dojrzeję, można tu urządzić przedśmiertny (przed śmiercią bloga, nie autora, proszę nie pisać rozpaczliwych maili w stylu” Nie zabijaj się, kurwa, grześ, nie zabijaj się”) Hyde Park.

P.P.S. Oczywiście niepisanie nie oznacza nieczytania, niekomentowania i niekontaktowania się z dobrymi, starymi znajomymi blogerami&komentatorami.Więc, do zobaczenia Torlinie w Sandomierzu niedługo:), a Pino (i inni krakowiacy, jeśli mają się ochotę spotkać ze mną) niech się zastanowi czy będzie w Krakowie w weekend 10-12 czerwca, bo ja na pewno będę:), bo FCE będę zdawał, no:)

A tak w ogóle, czy ja kiedyś mówiłem, że życie jest w gruncie rzeczy piękne? Mimo wszystko&mimo okoliczności niefajnych różnych. Kurde, może zanim do niepisania dojrzeję (eh, ja mi się ta fraza spodobała), napiszę jaki hymn ku chwale życia i świata (no dobra, odpierdala mi w sumie bez sęsu zupełnie)
Idem więc czytać „Domowy poradnik umierania”, a Państwa szanownych zostawiam z cudownie kojącą Marylą. Pewnie Agnieszka się uśmiecha z góry (eh, pajacu sentymentalny, żadna góra nie istnieje), że taki nic nie znaczący grześ tak się ciągle jej twórczością zachwyca, do znudzenia aż, acz z drugiej strony, jak wiadomo, jej poezyje nudzić przecież nie mogą.
Oooo, w tym hymnie życia na pewno by było cuś o jej piosenkach znalazło, o głosie Elli co niedziella, o smutno pięknych piosenkach pewnej Billie, co jej się szybko zmarło, o górach, piesach, martini rosso, czarnych kotach, jesieni, samotności, Trójce, Rodzinie Poszepszyńskich, uśmiechach, nocy, whisky z colą i lodem, o samej coli nawet, o jeździe samochodzie bez celu i sęsu itd itp. Kurde, wynika mi w sumie, że cała moja blogowa twórczość to hymn jest, no,i pochwała dobrych stron życia:)

Ale jak wiadomo, dobry i piękny jestem, no dobra poczucie humoru, autoironii i dystansu mam tyż nieziemskie.

A w ogóle chyba totalnie mi ostatnio odbija, bo od pewnego czasu myślę o sobie jako o optymiście, może nie takim modelowym, z częstymi stanami wkurwienia, deprechy, apatii, jednocześnie głupio perfekcjonistycznym (kiedy nie trza) i minimalistycznym (kiedy tym bardziej nie trza), ale jednak optymiście.A może raczej optysymiście. Ładne słowo, optysymista.

To tyle.
Hajdparkować mi proszę do woli, powoli, mimo woli, nawet bez woli.