Bzdurny wpis o niczym, konwencjach, zniewoleniu, jubileuszu łotrpressowym, pustce, bilansie a raczej jego braku. Niemuzycznie i nieślicznie, nijako za to i niekonkretnie, nawet nie absurdalnie.

Zniewolony się czuję, zniewolony konwencją Sylwestrową, wszyscy mnie męczą, co robić będę na Sylwestra, ja innych męczę, wszyscy planują, jedni zapraszają, inni sami chcieliby być zaproszeni, ogólnie nie wiedzieć czemu wszystkich znajomych dopadła faza pt.’ co tu kurwa, robić na Sylwestra”.
Never mind w sumie, poza tym że nie mam ochoty nigdzie wychodzić ni wyjeżdżać, ni do Krakowa,ni do Rzeszowa. Aczkolwiek wiem, że i tu i tu bawiłbym się dobrze, fajnie i w towarzystwie zajobistym, tylko co z tego, nieprzyszłościowe to jest, nastroju mi nie poprawi (kurwa, nawet wpisu nie mogę napisać w spokoju, bo znajoma dzwoni, że ona musi gdzieś jechać, bo nie chce siedzieć w domu, co ja mam z tym wspólnego, że zapytam:)
Pointa i wnioski są takie, że ludzie zwariowali z tym Sylwestrem, noc/dzień jak każda inne, z czego się tu w ogóle cieszyć i co świętować?

Ewentualnie koniec roku skłania mnie jedynie do robienia smutnych bilansów, kiedyś fragment takie bilansu (nie)życiowego sporządziłem tu, można by go rozszerzyć, posmęcić se zdrowo i podołować się, ale w sumie po co.

Tak se myślę, że chcem już rok 2011 no, o kolejna cudowna rzecz końcoworoczna, postanowienia noworoczne, he, he, mógłby tyż je spisać/opisać, ale przecież nikt nie wierzy chyba, że to działa.
No ale jakbyście nie wiedzieli, to zamierzam uczyć się inglisza, FCE zdać, na basen&siłownię uczęszczać regularnie, zapisać się na kurs tańca, zmienić pracę, wyprowadzić się z domku, wyprowadzić się z mojej ulubionej prowincji choć na chwilę, tłumaczyć zacząć w końcu dużo i dobrze, czytać dużo mądrych rzeczy, oglądać dobre filmy, nie tracić czasu (tyle co dotychczas) na neta, ze szczególnym uwzględnieniem S24, laptopa se kupić, zacząć w końcu racjonalnie wydawać kasę, a nie w po 15 dniach się zastanawiać, co się stało z moim tysiąc pięćset itd itp, nie dziwi nic.

Wystarczy?

To mój 50-ty (i ku utrapieniu wielu:)) raczej nie ostatni wpis na Łotrpressie, nie chce mi się podsumowania żadnego urządzać, w sumie to trzecie miejsce, w którym bloguję (po S24 i TXT, chwilę jeszcze PR było) i stwierdzam tak: wolność jest fajna, nawet jeśli często okupiona jest samotnością czy mniejszą popularnością.
Znaczy sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem:) czy jakoś tak i w mej internetowej działalności tak chyba już zostanie na zawsze.

A na zakończenie starego roku pamiętajcie Szanowni, że internet często przynosi rozczarowania:)

Reklamy

Komentarzy 17 to “Bzdurny wpis o niczym, konwencjach, zniewoleniu, jubileuszu łotrpressowym, pustce, bilansie a raczej jego braku. Niemuzycznie i nieślicznie, nijako za to i niekonkretnie, nawet nie absurdalnie.”

  1. grześ Says:

    Kurde, a jednak chyba już na pewno dałem się wyciągnąć na wyjście z domu jutro.
    Beznadziejny jestem 😦

    A miało być tak pięknie:)

  2. Pino Says:

    Heja hej

    „Stawiajcie sobie cele, a nie jakieś pedalskie postanowienia”

    udanej imprezy!

  3. grześ Says:

    pedalskie Postanowienia czyli PP:)

    A Indianie mieli okrzyk Hokka-hey:)

    Impreza udana nie będzie, chyba że się spontanicznie wyrwiemy ze znajomą we dwójkę do rzeszowa, nad czym przemyśliwuję, no bo jak już zła kobieta mnie wywiedzie z domu, to przecież chyba nie po to, by stać w zimnie na rynku w sandomierzu, co ona mi zaproponowała…:)

    Kurwa, ja to w ogóle nie jestem asertywny w sumie:)

  4. Pino Says:

    Tak tak, niech cię wywiedzie, zobaczymy, co z tego wyniknie…

  5. grześ Says:

    Nic
    🙂

    Kurde, ten Sylwester jest dziwny i wkurzający od samego rana, już dwie osoby zdążyły do mnie zadzwonić i mnie zaprosić do siebie.
    Najpierw kumpel, który mnie zaprosił na wspólne picie i nocowanie u niego (eh, zapomniałem jakiejś pedalskiej aluzji rzucić:))

    Teraz znajoma z Ressovii, która nie wiedzieć czemu twierdzi, że ja powinienem byc u niej na imprezie, bo beze mnie nie będą się dobrze bawić.

    No co to ma być w ogóle?
    Nie mają innych ciekawych ludzi w promieniu stu kilometrów czy jak?

  6. Pino Says:

    Grzesiu, to już jest kokieteria pt. „tłumy mnie uwielbiają, och zupełnie nie wiem dlaczego” 😉

    Poza tym – siedzieć w domu, bo nikt mnie nie zaprosił, a siedzieć w domu, mimo że mnie zapraszali, to dwa zupełnie różne siedzieć w domu.

    😛

    • grześ Says:

      He, he, może i kokieteria, ale co by nie.

      Ale naprawdę nie rozumiem:)

      A zresztą okazało się z przyczyn wyższych zaproszenie do Rzeszowa już nieaktualne, znaczy impreza musiała zostać odwołana:)

  7. owcarek podhalański Says:

    No to jo ci zyce Grzesicku radosnego bilansu minionego roku w dniu 31.12.2011 😀

    • grześ Says:

      Owczarku, a dziękuję z góry:) i też życzę.
      Miałem taki gorzko-optymistyczny wpis u ciebie wyrychtować, ale nie chciałem w komentarzach smęcić, więc może skomentuję dziś inaczej:)

  8. Pino Says:

    No, to ja się powoli żegnam. Udanej imprezy i do zobaczenia za rok.

  9. telemach Says:

    „czytać dużo mądrych rzeczy, oglądać dobre filmy, nie tracić czasu (tyle co dotychczas) na neta,(…)

    Spróbuj czytać byle co. W ten sposób (według moich doświadczeń) można przechytrzyć subiektywny brak czasu. A potem wystarczy tylko szybko i ukradkiem podmienić książkę 😉

    Dużo dobrego w NR

  10. grześ Says:

    O witam, Telemachu:)

    Właśnie czytam „byleco”, ale się usprawiedliwiam, bo czytam w germańskim narzeczu:), więc jakis zysk z tego jest.
    A nawet w sumie obowiązek zawodowy kontaktu z niemczyzną nie tracić.

    Też życzę dużo dobrych rzeczy w 2011 roku.

  11. telemach Says:

    hat „das Gelesene” vielleicht einen Titel?
    Frage aus reiner Neugier, denn es ist immer spannend zu erfahren, was der Nächste gerade literarisch verdaut.
    😉

  12. grześ Says:

    „Totenschein” autorstwa M.R. Halla albo Hall (nie wiem, czy to kobieta czy mężczyzna), podobno w Niemczech bardzo popularny thriller

  13. grześ Says:

    P.S. Acz chyba się przerzucę na „Słownik wyrazów kłopotliwych” Mirosława Bańko, bo ciekawsze, a dopiero przy „e” jestem:)

    Więcej chwilowo nie czytam, nie chce mi się.

    Kurde, dawniej to człek był czytaty, a od kilku lat jest marazm czytelniczy.

  14. telemach Says:

    „The Coroner”, recenzje raczej nie potwierdzają przypuszczenia, że tutaj to aż takie popularne. Listy czytelniczych przebojów też nie, tak że nie wiem.

    Mówi Ci może coś nazwisko Volker Kutscher?
    Moim zdaniem najsympatyczniejszy przypadek niemieckojęzycznej literatury kryminalnej, dla mnie objawienie. Historyk, a umie pisać, pomysł na osadzenie akcji w schyłkowym okresie republiki weimarskiej też ciekawy.

  15. grześ Says:

    Niestety nie mówi mi nic, no ale niestety z literatura niemiecką nie jestem (choć powinienem w sumie) na bieżąco zbyt.

    A „Totenschein” dostałem w prezencie świątecznym i dający twierdzili, że popularne w Germanii, ale nie sprawdzałem:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: