Archive for Grudzień 2010

Dance (with) me to the End of Night:) czyli imprezę sylwestrową (częściowo) uważam za otwartą:)

Grudzień 31, 2010

Rok temu, znaczy w lipcu 2009 na TXT wyrychtowałem trzyczęściowy cykl z dyskotekowym graniem czy raczej szerzej mówiąc graniem do tańczenia, wpisów oczywiście nie mam, zaginęły wraz Sergiuszem:), więc z okazji Sylwestra kilka kawałków do tańczenia, świetnych na imprezę bym Państwu zaproponował, a nuż ktoś skorzysta.
Życzenia noworoczne na końcu będą:)

Zacznijmy od tańca w świetle księżyca, no:

Dla mnie jest to utwór for ever, w sam raz, by się przy nim zakochać, zatańczyć pierwszy taniec na swoim weselu itd:)
Oczywiście na imprezie nie tylko sylwestrowej nie może braknąć króla rockandrolla:

Elvis, jak wiadomo, żyje:)

Głosów kobiecych zabraknąć nie może, no bo jakby to było:

A teraz nutka melancholii, bez której ten blog egzystować nie może, no cóż, melancholia jak paliwo pisania? Czemu nie.

No a teraz A jak Abba:

B jak Bee Gees

A teraz przeskoczymy jakieś 20 lat do przodu, nie wiem, co jest w tym utworze, ale jest to jeden z niewielu współczesnych kawałków tanecznych, których da się słuchać i które (a co mi tam, przyznam się) lubię:

No cóż, impreza powoli dobiega końca, wszyscy już pijani, mamy gdzieś trzecią w nocy albo czwartą, przy ostatniej szklaneczce whisky z colą (profanacja, kurwa) i papierosie trza się albo oddać szaleńczej zabawie albo refleksji. Cóż jeśli poleciały już kawałki z „taty kazika” 9a jak ja jestem dzidżejem, to by już poleciały) zostanie nam tylko to.

Życzę wszystkim czytelnikom jak najlepszego roku 2011, czytajcie mnie dalej, a będzie wam dane:)
A poważniej niech się spełni, to czego chcecie, nie spełnia, to czego nie chcecie i w ogóle niech będzie dobrze a nawet lepiej.
Do zobaczenia już pewnie za rok (znaczy po północy), bo jednak wychodzę z dom,u (bleee:))

I posłuchajmy na koniec prostej, pięknej i mądrej piosenki.
Dziękuję za uwagę.

Reklamy

Bzdurny wpis o niczym, konwencjach, zniewoleniu, jubileuszu łotrpressowym, pustce, bilansie a raczej jego braku. Niemuzycznie i nieślicznie, nijako za to i niekonkretnie, nawet nie absurdalnie.

Grudzień 30, 2010

Zniewolony się czuję, zniewolony konwencją Sylwestrową, wszyscy mnie męczą, co robić będę na Sylwestra, ja innych męczę, wszyscy planują, jedni zapraszają, inni sami chcieliby być zaproszeni, ogólnie nie wiedzieć czemu wszystkich znajomych dopadła faza pt.’ co tu kurwa, robić na Sylwestra”.
Never mind w sumie, poza tym że nie mam ochoty nigdzie wychodzić ni wyjeżdżać, ni do Krakowa,ni do Rzeszowa. Aczkolwiek wiem, że i tu i tu bawiłbym się dobrze, fajnie i w towarzystwie zajobistym, tylko co z tego, nieprzyszłościowe to jest, nastroju mi nie poprawi (kurwa, nawet wpisu nie mogę napisać w spokoju, bo znajoma dzwoni, że ona musi gdzieś jechać, bo nie chce siedzieć w domu, co ja mam z tym wspólnego, że zapytam:)
Pointa i wnioski są takie, że ludzie zwariowali z tym Sylwestrem, noc/dzień jak każda inne, z czego się tu w ogóle cieszyć i co świętować?

Ewentualnie koniec roku skłania mnie jedynie do robienia smutnych bilansów, kiedyś fragment takie bilansu (nie)życiowego sporządziłem tu, można by go rozszerzyć, posmęcić se zdrowo i podołować się, ale w sumie po co.

Tak se myślę, że chcem już rok 2011 no, o kolejna cudowna rzecz końcoworoczna, postanowienia noworoczne, he, he, mógłby tyż je spisać/opisać, ale przecież nikt nie wierzy chyba, że to działa.
No ale jakbyście nie wiedzieli, to zamierzam uczyć się inglisza, FCE zdać, na basen&siłownię uczęszczać regularnie, zapisać się na kurs tańca, zmienić pracę, wyprowadzić się z domku, wyprowadzić się z mojej ulubionej prowincji choć na chwilę, tłumaczyć zacząć w końcu dużo i dobrze, czytać dużo mądrych rzeczy, oglądać dobre filmy, nie tracić czasu (tyle co dotychczas) na neta, ze szczególnym uwzględnieniem S24, laptopa se kupić, zacząć w końcu racjonalnie wydawać kasę, a nie w po 15 dniach się zastanawiać, co się stało z moim tysiąc pięćset itd itp, nie dziwi nic.

Wystarczy?

To mój 50-ty (i ku utrapieniu wielu:)) raczej nie ostatni wpis na Łotrpressie, nie chce mi się podsumowania żadnego urządzać, w sumie to trzecie miejsce, w którym bloguję (po S24 i TXT, chwilę jeszcze PR było) i stwierdzam tak: wolność jest fajna, nawet jeśli często okupiona jest samotnością czy mniejszą popularnością.
Znaczy sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem:) czy jakoś tak i w mej internetowej działalności tak chyba już zostanie na zawsze.

A na zakończenie starego roku pamiętajcie Szanowni, że internet często przynosi rozczarowania:)

Muzyczne portrety cz. III – Jon Lajoie

Grudzień 28, 2010

Nie tak dawno odkryłem idąc za jakimś linkiem Quasiego u Majora ( jak wiadomo Quasi jest od linków specjalistą i od wielu rzeczy innych) piosenkę „Evereday normal guy”. Choć tak naprawdę znałem ją wcześniej, bo ktoś kiedyś mi polecił, ale nie pamiętam kim ta dobra dusza była:)
I zacząłem słuchać rzeczy innych tego pana i się wciągnąłem i mi się spodobało. O tyle jest to dziwne, że właściwie nowych rzeczy muzycznych żadnych nie poznaję a klimatów okołohiphopowych nie czaję i nie lubię.

Ale Lajoie to nie jakiś hiphopowiec zwykły, to człek, który robi świetne rzeczy, bawiąc się różnymi konwencjami i bardzo krytycznie traktując kulturę popularną współczesną, będąc sam jednocześnie jej częścią. Wydał dotychczas dwie płyty, na których zgromadzone jest trochę utworów, będących niezłym podsumowaniem a i niezłą kpiną z różnych aspektów współczesnej kultury.

Zaczniemy oczywiście od mojego ulubionego hip-hopu:)

Lajoie kpi sobie nie tylko z hip hopu, ale i z całej popkultury, z trendów w muzyce popularnej panujących, z tego, co prezentują radiostacje:

A tu sobie możemy posłuchać o tym, jak docenia się niektórych dopiero po śmierci lub o hipokryzji:

A tu nie piosenka, tu całkiem niezły filmik, na pewno śmieszniejszy niż polskie kabarety:)

A tu nietypowe ujęcie relacji z Bogiem, w sam raz na świąteczny czas:)

Ale prawdziwie świąteczna piosenka jest tu, po prostu tak piękna, że masakra:)

A po tym to można spaść z krzesła lub zapluć monitor:)

I tak mógłbym jeszcze wrzucić z 10 utworków/filmików, ale zostawiam przyjemność poszukiwania innych małych arcydzieł czytelnikom.

P.S. Jeśli nic się nie zmieni, to prawdopodobnie zapraszam na piątkową imprezę sylwestrową na blogu:)

Frohe Weihnachten, meine Damen und Herren:)

Grudzień 23, 2010

Wszystkim, którzy tu zaglądają, komentują, piszą czytają, wkurwiają się lub cieszą, nudzą lub bawią, tekstami zachwycają lub się oburzają życzę wszystkiego dobrego na Święta Bożego Narodzenia i na Nowy Rok. Żeby był nie taki dziwny i mroczny jak ten obecny, tylko zwyczajnie lepszy.

Szczególne życzenia wszystkiego dobrego dla mojej żelaznej gwardii komentatorskiej, bez której ten blog by sensu wiele nie miał (zapytacie zdziwieni: a ma?) czyli Pino, Gre, Torlina, Dorci, Owczarka, Lagriffe’a, Logosa, Hoko, Partyzanta, Radeckiego, Banana, Futrzaka, Midy i dla wszystkich innych ważnych:)

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym youtubków kiczowatych nie wrzucił, ale Last Christmas nie będzie, proszę się nie obawiać:)
Miała być recenzja „Love actually”, ale mnie oglądanie rozleniwiło i pisać mnie się nie chce. Zresztą co tu gadać, wiadomo, że dobry film, taki ciepło-gorzki.

Wrzucę jeden utworek, który tam się pojawia, a świetny jest:

Więc tak, proszę Państwa, gdybyśmy się już nie przeczytali w tym roku, to bawcie się dobrze:), acz pewnie jeszcze do końca roku ze 3 wpisy wyrychtuję, jak znam życie.

„Miłość w Portofino”- Historia jednej piosenki cz. I.*

Grudzień 22, 2010

Ostatnio na liście Trójki hula nowo-stara piosenka śpiewana pięknie przez Magdę Umer, ostatnio zaśpiewała ją równie pięknie w Klubie Trójki poświęconym niedawno wydanym listom Osieckiej i Przybory.
I tak mnie naszło na wskrzeszenie pewnego cyklu, o cyklu więcej na końcu, a teraz zaczniemy bynajmniej nie od Bacha a od Dalidy:

Pięknie nam zaśpiewał kobiecy głos, więc dla odmiany damy głos też kobiecy, nie, no żartowałem:) O tym panu nigdy nie słyszałem, jego wersję usłyszałem dokładnie przed 3 minutami, szukając materiału do notki, ale jest dobra, no:

Pan był pochodzenia palestyńskiego, tak wyczytałem, teraz czas więc na panią sąsiadkę:), mam nadzieję, że w realu też kiedyś obie nacje sąsiadować zaczną równie bezkonfliktowo jak na blogu.

Zanim dobiegniemy do mety, spotkamy jakieś duety, że tak częstochowsko-podkarpacko zarymuję, a duet właściwie jeden będzie:

A teraz już po polskiemu acz nie tylko, zaczniemy od pani, którą znam bardzo słabo, ale wiem, że w historii polskiej piosenki miejsce ma stałe i zacne, a wielu ją wspomina z sentymentem:

Jest kilka piosenek, która ta pani śpiewa w tak cudowny sposób: „Już nigdy”, „Kasztany”, „Pamiętasz była jesień” i właśnie ta, już wiedzą państwo o kogo chodzi, no pewnie, bo to wokalistka równie zasłużona jest jak poprzednia i taki smutek zawsze jest w jej głosie:

Czy jest jakaś współczesna wokalistka, której wykonanie brzmi równie pięknie?
Na pewno jest Katarzyna Groniec:

I na koniec zaśpiewa pani, która łączy nam chyba te najstarsze wykonania z tymi nowymi, choć jej wersja jest najnowsza, ale tak jakoś mi się ona plasuje pomiędzy. Ci, co mnie czytają,wiedzą że za kilka piosenek ją uwielbiam ogromnie. Ta też mnie oczywiście zauroczyła, zaraz chyba na listę muszę zagłosować, a Państwa zostawiam z cudownie kojącym a jednocześnie nie przytłaczającym czy przygnębiającym głosem Magdy Umer:

* Cykl „Historia jednej piosenki” (a może pewnej piosenki_ a momentami „Historia polskiej piosenki” to cykl, który wymyśliłem gdzieś juz ponad 2 lata temu na TXT, opisałem w nim około 20 chyba piosenek, polskich i zagranicznych, wrzucając niekiedy ich bardzo dziwne wersje,w tym takie ever greeny to były jak „If you go away”, „Summertime”, „My way”, „Smells like teen spirit”, „Gloomy Sunday” i „To ostatnia niedziela”, również mniej znane ale świetne jak „Mad world” czy „Behind blue eyes”.

P.S. jeśli komuś cyklu brakowało, to mam dobra wiadomość, mam chyba z pieć piosenek na oku, wszystkie piękne, klasyczne, stare a jeszcze przeze mnie nie wykorzystane:)

Dobranoc Państwu.
Życzenia jutro.

Pochwała przeciętności, nienadążania, niemodności,niszowości, ignorancji i technicznego analfabetyzmu made by grześ

Grudzień 20, 2010

Nie mam fejsbuka, Nie wiem, co to fejsbuk, nie rozumiem fejsbukowej histerii/mody/trendu. Mieć fejsbuka nie będę. Nie poszedłem na film o fejsbuku, a nawet gdybym poszedł, film by mnie nie zachwycił.
Nie oglądałem „Matrixa”, Shreka, Harry Pottera, Epoki Lodowcowej, Pulp Fiction.
Nie oglądam, nie znam i znać nie chcę polskich kabaretów nowych. Nie wiem, co to Neonówka, Kabaret Moralnego Niepokoju, Kaczka Pchnięta Nożem, Ani Mru Mru, Limo, Długi,Łowcy B. A jak wiem, to żałuję, że wiem, bo są dla mnie totalnie nieśmieszni.
Nie mam telewizora. Plazmowego, ciekłokrystalicznego, LCD czy innego, w ogóle nie wiem, co te nazwy oznaczają.
Nigdy nie miałem i mieć już pewnie nie będę video, aparatu cyfrowego, mp 3, mp 4, odtwarzacza dvd (nie licząc tego w komputrze)
Nie mam laptopa, palmtopa, notebooka.
Nie wiem co to ajfon, smartfon, i inne fony.
Świadomie i celowo mam i miałem najbardziej zwyczajne modele tel.komórkowych, jakie istnieją:)
Nie blipuję/nie twittuję, nie czatuję.
Nie czytam młodej, modnej polskiej literatury, starej polskiej literatury zresztą też obecnie nie czytam.
Nie czytam Hoeullbeqa, Coehlo, Arturo Pervez Reverte.
Nawet Mankella nic nie czytałem.
Nie słucham Eski Rock, RMF Classic, RMF Max, RMF, Zetki ani żadnej innej popularnej stacji. (Trójkę uważamy za w miarę niszową, co?)

Zwyklak jestem, przeciętniak i w ogóle, no:)

Obrazki (cz. II)

Grudzień 15, 2010

W listopadzie pojawiły się obrazki (nie)patriotyczne, teraz sobie chciałbym sporządzić kolaż z obrazków grudniowych.
Dla nowych a licznych moich fanów i czytelników (eh, gorzka ironio:)) informacja: cykl „Obrazki” rozpoczął się jak (prawie) wszystko, co dobre i kreatywne w mym blogowaniu na TXT, tam były to obrazki wrześniowe głównie, później była obrazków edycja trzecia. tematyka to głównie historia zmieszana z polityką, blogosfera, grześ contra cały świat:), grześ i jego przemyślenia bezwartościowe oraz zagubienia.

1. Co roku w grudniu powraca ten temat: stan wojenny, Jaruzelski, Solidarność, PRL. Każdy musi się na ten temat wypowiedzieć, każdy musi coś zadeklarować. Ja deklarować nie chcę nic. Myśle sobie, co bym wtedy ja robił. Pojęcia nie mam, pewnie z powodu swego indywidualizmu, autyzmu i izolacjonizmu nic złego, ale pewnie i z tych samych powodów niewiele dobrego. Nie mam pojęcia.

2. Manifestacje pod willą Jaruzelskiego,. jakoś mnie to nie przekonuje, wydaje się takie czy ja wiem? nieskuteczne/niepotrzebne/kontrpoduktywne. Znaczy nie chodzi mi o spokój generała, bo co mnie on, myślę sobie, że nic z tych manifestacji nie wynika. Acz z drugiej strony jak się czyta takie historie, to człowieka ogarniają jednocześnie wkurwienie, gniew, bezradność. Zostaje tylko słówko masakra, bo co tu gadać.

3. Blogosfera polska to jest matriks jakiś, sobie myślę. Codziennie człek spotyka w tzw. blogosferze politycznej setki frustratów, megalomanów, grafomanów, misjonarzy, nawiedzeńców, chamów, niegroźnych idiotów, groźnych ignorantów. Spotyka też się wartościowe osoby i rzeczy, ale rzadziej. Gdzieś to wyczytałem dawno temu, że ojciec Osieckiej zabraniał jej czytać gazety, bo to odmóżdża, ciekawe co by powiedział dziś, gdyby dożył epoki blogowej. Lem też zasłynął twierdzeniem, że dopóki nie poznał internetu, nie wiedział, że jest tyle głupoty/głupków na świecie.
Dopada mnie coraz częściej zniechęcenie i czytać nawet ulubionych blogerów mi się nie chce. A 3 półki książek czekają, w tym jedna niemiecka półka:) I pewnie jak znam siebie i życie, czekać będą.
Nawet kryminał czytam jakiś od tygodnia, a dziś zawiesiłem się na „Polityce” i „Newsweeku”, znaczy jedynie czytałem z każdego artykułu po kilka zdań.
Podobno mózg ludzki po dłuższym kontakcie z netem zmienia się tak, że później trudno przyswoić sobie teksty dłuższe książkowe i gazetowe.Chyba to mam.
A internet młodych empatii pozbawia, kurwa, doszedłem ja do wniosku, że ja empatii mam za dużo, nadwrażliwy, znaczy się, jestem. Korepetycji z interpunkcji polskiej potrzebuję. Xiężna by się przydała, a najlepiej jakaś księżniczka:) „Narnii” kolejna część w kinach będzie niedługo, że tak zgrabnie różne baśniowe motywy połączę.

4. A ci blogerzy różni se Blog Forum Gdańsk urządzili, co to w ogóle ma być? Wyśmiewają się ludzie po kątach z tego forum całego, mnie się nie chce.

5. Święta nadchodzą, wolnego nie mogę się doczekać, acz same święta cieszą mnie umiarkowanie w sumie, Sylwester jeszcze mniej, może go po prostu prześpię i będzie.

6.Wątek gubię, a raczej już go zgubiłem. Poszedł se znaczy. Można by to ująć brutalniej, poszedł się jebać. Ale czy to ma jakieś znaczenie? Słyszeli państwo o czekoladowych papierosach smakowych, podobno dobre, dziś się dowiedziałem. A djaruma z Pino dalej nie zapaliłem. Wątek zgubiłem, sensu nie zgubiłem, bo nigdy go nie było.Bilans za to se sporządzam w głowie, a raczej bilanse różne. Chyba nie muszę mówić jaki ich wynik? pewnie powiem, ale nie dziś. Powiem za to o wniosku swym pewnym (eh, widać, że kurwa, ten gupi autor dawno nie smęcił). Wniosek jest taki, żem stwierdził, że jedyne co chciałbym robic kiedykolwiek i teraz też to albo pracować na uczelni albo tłumaczyć. Tak się składa, że pierwszą sprawę zjebałem, bo doktorat porzuciłem, a do drugiego jestem za cienki.W totka by się przydało wygrać, ale trzeba by zacząć grać w sumie:)

7. Siedem, siedem nie będzie. Wrócę tu za dwa dni, znaczy koło piątku wieczorem.
Ale zanim pójdę/odejdę, wrzucę może co?

Tak w klimatach grudniowych:

The best of polisz ajdol czyli Brodka i Ania Dąbrowska rulez.

Grudzień 12, 2010

Był sobie taki program „Idol” kiedyś, wystąpiło tam mnóstwo osób, trochę zajęło wysokie miejsca, trochę wygrało, z biegiem lat widać, że tylko dwie są ważne (moim skromnym zdaniem)
Nie wiem, czy znacie, jak nie, to polecam to:

A ten utwór za mną chodzi od kilku tygodni, strasznie jest wciągający, Trójka go puszcza chyba codziennie, ale nie nudzi się wcale i ma tyle dobrej energii w sobie:)

Ani Dąbrowskiej piosenki też są zjawiskowe:

I na koniec

P.S. Partyzant miał rację, przerwa nie potrwała do świąt:)

Adwent czyli do zobaczenia na blogu tak gdzieś 23 grudnia:)

Grudzień 4, 2010

P.S. Znikam na razie z Interneta, ambitny plan mam znaczy nie pisać do Świąt prawie, a później się obaczy:)
Bo czas na inne sprawy jest, no.

Arogancja, ignorancja a nawet podłość Rymkiewicza czyli spóźniona recenzja wywiadu dla „Newsweeka”

Grudzień 1, 2010

Pisał już, a właściwie tylko cytował fragmenty i krótko skomentował Galopujący Major, ale jakoś wtedy nie miałem okazji się wczytać, dziś dorwałem „Newsweeka” papierowego, bo w końcu miałem czas po tym mym nieudolnym translatorzeniu:)
I czytałem i się wkurzałem lekko, irytowałem, dziwiłem, oczom nie dowierzałem.
Pino napisała o Toyahu, ja napiszę o Rymkiewiczu.

Jeśli kiedyś bym zapomniał, dlaczego nie trawię PiS i pisowców i tzw. prawicy, to pan Jarosław Marek Rymkiewicz mi o tym przypomina.
Zacznijmy od tego:

Dlatego, że jego partia reprezentuje moje interesy. A to znaczy, że reprezentuje interesy wszystkich Polaków, którzy pragną tego samego, czego ja pragnę – to znaczy tych wszystkich, którzy chcą żyć w niepodległej Polsce. To jest teraz jedyna taka partia w Polsce.

Znaczy w swej radosnej twórczości pan Rymkiewicz pitoli, jakoby głosowanie na PiS było świadectwem patriotyzmu i jakoby by jedynie pisowcy chcieli niepodległości. Inni nie. No może fakt, inni niepodległością Polski się cieszą, pisowcy zajmują się nienawiścią, miast tę niepodległość twórczo pożytkować.

Darujmy Rymkiewiczowi takie kwiatki jak porównywanie Kaczyńskiego do Łokietka. i podobne, bo to bełkot.
Ale, ale, pan Rymkiewicz przez cały wywiad ściemnia coś o postkolonializmie, upajając się brzmieniem tego słowa niczym Mistewicz słowem „narracja”, zupełnie jednak nie wyjaśnia czym ów postkolonializm jest, wiadomo tylko, że od postkolonializmu wolny jest Jarosław K, Rymkiewicz i wyborcy PiSu. No naprawdę śmiała i odkrywcza teza, w sam raz na pisowca:), sam mógłbym takich na pęczki tworzyć, ale nikt z tego powodu z emną wywiadu nie zrobi i dobrze. Źle że z Rymkiewiczem bełkoczącym robi.

Rymkiewicz mówi więc tak:
Żaden kraj postkolonialny nie jest całkowicie niepodległy. Ukraina, Mołdawia, Indie, Botswana, nawet Finlandia (wyróżnienie moje), która bardzo długo była rosyjską kolonią, to są kraje postkolonialne. No i Polska. We wszystkich tych krajach zaborcy-kolonizatorzy nadal mają ogromne wpływy – kontrolują gospodarkę, działają w nich ich służby specjalne. Postkolonialny kraj ma postkolonialną literaturę i postkolonialną (naśladowczą) sztukę filmową
No tak Finlandia i postkolonializm, to mnie rozbawiło, życzyłbym Polsce więc dużo więcej postkolonializmu, szczerze mówiąc.

Rymkiewicz wykazuje się też ignorancją i to dużą, głupoty gadając o I Rzeczypospolitej:

„Ale z drugiej strony, przyjemnie jest, gdy pociąg przyjeżdża punktualnie.

Jarosław Marek Rymkiewicz: Anarchiczna wolność może nie sprzyja punktualnemu przyjeżdżaniu pociągów, ale też mu szczególnie nie przeszkadza. To pokazuje nam tajemniczo I Rzeczpospolita. Przez cały XVI wiek na wszystkich granicach Rzeczypospolitej trwały (nieustannie!) wojny, a w Małopolsce i na Mazowszu w tym samym czasie panowały nienaganne stosunki gospodarcze; zaś w Czarnolesie Jan Kochanowski zaprowadzał idealny (choć zarazem trochę anarchiczny) porządek estetyczny. Porządek, ale anarchiczny – tu właśnie dotykamy istoty polskości. Piękno anarchicznego porządku to jest właśnie to, co nas czyni Polakami.

Zastanawia mnie, gdzie on te wojny nieustanne widział w XVI w., bo raczej to czas rozwoju i pokoju, z małymi wyjątkami, a wojny wyniszczające to u nas się zaczęły gdzieś tak od XVII w. i akurat one bardzo Polskę osłabiły itd, no ale pan Rymkiewicz tego nie wie.
Zresztą jego analiza Gombrowicza też rozbrajająca jest.
Rymkiewicz na pytanie, dlaczego POlacy głosują na PO odpowiada zaś tak:

Dlatego, że wielu Polaków ma w głowach postkolonialny mąt i woli oddać władzę reżimowi, który reklamuje się jako liberalny, niż zaryzykować. Całkowicie niepodległe polskie istnienie wydaje się im czymś ryzykownym, bo nie wiadomo, co z niego wyniknie. I nawet mają trochę racji, bo wolność to jest coś wspaniale ryzykownego.

Panie Rymkiewicz, pan żeś sam zniewolony swoimi obsesjami, fobiami, niechęcią i fanatyzmem. Koty i MIlanówek nie pomogą, gdy ma się w pogardzie innych ludzi, ich wolność i wolę, ich decyzje, gdy się upraszcza bezmyślnie i wiernopoddańczo, gdy się innych obraża bez powodu.

I dalej o powodach głosowania na PO
Istnieje – i to jest opisane w książkach socjologicznych i filozoficznych – coś, co jest lękiem przed wolnością. Murzyni z wielu afrykańskich kolonii też bali się wziąć sprawy w swoje ręce, dlatego oddawali władzę w ręce dyktatorów. Bali się wolności, nie wiedzieli, co z nią zrobić. A byłym kolonizatorom byli oczywiście na rękę postkolonialni tyrani, bo można było z nimi robić dobre interesy.

Ja wiem, ze zwolennicy PiS to specyficzni ludzie, ale żeby taki bełkot produkować, to już trza naprawdę być niesamowitym. Ja się poddaję to komentować.
I najbardziej smakowity fragment:

Gdyby była wolność słowa, byłoby też dużo różnych gazet, które działałyby na równych prawach.
Proszę pana, to zacznijcie szanowni pisowcy czytać gazety i je kupować, macie te swoje żenujące i kipiące nienawiścią „Gazety polskie”, Wasze Dzienniki itd. Czemu się pan żali w reżimowym Newsweeku, miast tworzyć swoją gazetę? Ja za pana nie będę kupował jakichś badziewi, wolę „Politykę”.

Wtedy żylibyśmy w kraju, w którym możliwe są demokratyczne wybory. Tu chodzi o równowagę opinii – wszystkie opinie, które się pojawiają, są uprawnione do równorzędnego istnienia. Otóż tego w Polsce nie ma. Upubliczniane, w sposób niemal totalny, są takie opinie, które są na rękę reżimowi. Ja mogę się wprawdzie odezwać i mogę nawet liczyć, że zostanie to opublikowane. Ale czy zostanę wysłuchany, to już inna sprawa. W tym sensie nie ma w Polsce żadnej wolności słowa. Zamiast wolności słowa jest przemoc medialna. To jest przemoc gorsza niż fizyczna, gorsza niż miażdżenie palców i wybijanie zębów. Przemoc medialna jest czymś wyjątkowo ohydnym.

No tak probierzem wolności słowa jest to czy wysłuchuje się opinii Rymkiewicza.
Noż kuriozum większego to ja dawno żem nie czytał.

W ogóle wywiad jest tu: