Niemieckie smakowitości czyli prywatny przewodnik kulinarny Grzesia:)

Zacznijmy może od czegoś słodkiego, znają Państwo?
Pewnie ChiliBite czy nasz karczmarz Merlot tak, dla tych co nie znają, krótkie info, rzecz pochodzi ze Szwarcwaldu, jest wiśniowo-alkoholowowo-śmietanowa i posypana czekoladą.Połączenie wiśni z alkoholem-super rzecz. Jadłem też wersję w szklance, z lodami, w restauracji w górach, w malowniczym miejscu, z którego widok na Szwarcwald wieczorny się rozciągał, to co na zdjęciach, spożywane zaś było w knajpce, która jest na drodze na Schlossberg we Freiburgu.

Freiburg i okolice poza takimi słodkościami słyną z precli (Brezel po niemiecku), w środku posmarowane masełkiem, posolone, świetna rzecz na śniadanie, polskie precle przynajmniej te, które jadłem, nie umywają się do tego, co na obrazku:)

Ale czy nie sądzą szanowni czytelnicy, że coś za grzecznie w tych Niemczech było?
Więc zaprezentuję teraz połączenie sacrum i profanum, profanum znalezione na schodach teatru w Wiesbaden, ze studiów przypomina mi się, że po jedynym razie w teatrze (w ciągu pięciu lat) wypiłem z dwiema znajomymi dwie butelki podobnego płynu, który śmierdział jak płyn do mycia naczyń (lub wszolex jakiś, wg innej znajomej:))

Pod względem napojów Niemcy jednak mają więcej do zaoferowania niż tanie wino (swoją drogą nigdzie ni piłem tyle dobrego wina, co w sierpniu u rodzinki mnie goszczącej):

A pierwsze piwo wypite w Emmendingen wyglądało tak, spodobało mi się, że ono w takim kuflu jest i postanowiłem je zamówić, dobre było, acz wtedy cierpiałem na masakryczny ból głowy, na który nie pomogło to piwo, później jeszcze musiałem się integrować z współkursantami z Polski oraz z Niemką zajmującą się tym programem stypendialnym:

Zanim dojechałem do Freiburga&Emmendingen, byłem też w Wiesbaden, gdzie poza zwiedzaniem i poznawaniem miasta, człek zajmował się też konsumpcją.
Rzeczy różnych:)
Przedmioty konsumpcji wyglądały tak np.:

A teraz zapraszam Państwa zobaczyć jak wyglądał mój pierwszy raz…
Posługiwanie się pałeczką nie było łatwe…:)

Ale panie, ruja i porubstwo jakieś tu, multi kulti, pierwszy raz, pałeczki i inne brewerie, wracamy do bardziej tradycyjnych doznań acz zmysłowo dalej będą, nieskromnie mówiąc, to co zobaczycie,to moje dzieło, smakowało jeszcze lepiej niż wygląda, wyrychtowałem to w dniu 29 lipca, wtajemniczeni wiedzą z jakiej okazji:)

Orgii kolorów, smaków i zapachów ciąg dalszy za chwilę (acz to już nie moje dzieło), nie ma to jak niedzielne niemieckie śniadanie w miłym towarzystwie (pozdrówka dla J.)

A na koniec (jest już po 22?) mój prywatny comig out:), kocham Tarasa, taras znaczy się, zazdroszczę tym, którzy takie ustrojstwo mają.Mój prywatny stan szczęścia to siąść wieczorem na tarasie, z martini jakimś w jednym ręku (na zdjęciu jednak nie martini), w drugim dzierżąc papieros (wiem, wiem, nie palę przecież tak naprawdę, ale szczęście to ideał:),powdychać zapach traw lub bazylii lub lawendy, obaczyć pałętająceg się kota, który ociera się o nogi, poczuć grzbiet piesa,posłuchać muzyczki, poczytać książkę, poczuć powiew wiatru, takie tam jednym słowem:)

Voila:

A na koniec morał, jak sposób trzymania papierosa zmienia postrzeganie:) albo od intelektualisty do żula:), to taki skrót mojej drogi życiowej, he, he…

To tyle na dziś, niedługo będzie już po bożemu, znaczy o zabytkach, miastach, krainach różnych, budowlach potężnych itd
Jeśli mi się będzie chciało,acz to może być wątpliwe w sumie.

Reklamy

Komentarze 24 to “Niemieckie smakowitości czyli prywatny przewodnik kulinarny Grzesia:)”

  1. grześ Says:

    P.S. Zdjęcia po kliknięciu na nie się powiększają.
    Acz nie wszystkie polecam powiększać:)

  2. Torlin Says:

    Po pierwsze – zapraszam Cię na taras do mnie (piwo lub wino będzie)
    Po drugie – w Niemczech najbardziej smakowało mi piwo z małych browarów, niepasteryzowane i niebutelkowane
    Po trzecie – uwielbiam wino z Niemiec

  3. grześ Says:

    Torlinie, chętnie, kto wie czy wiosną lub latem się tam do tej stolycy kiedy nie wybiorę i dam wtedy wcześniej znać:)

    Chwilowo jednak nie za bardzo planuję się ruszać z prowincji swej, znaczy tak do maja nie planuję:), chyba że wcześniej pracę jaką gdzieś znajdę.

    Co do piwa niemieckiego, jak byłem pierwszy raz to nie trafiłem na żadne dobre, w tym roku choćby ten riegeler landbier co na obrazku mi posmakował, ostatnio zaś w październiku pyszne bawarskie piwo piłem.
    Nazwy nie pamiętam.

    Wina zaś z okolic Freiburga pijalłm chętnie i faktycznie były w większości pyszne.

    Ogólnie Niemcy (wbrew stereotypowi) mają mnóstwo fajnych rzeczy do jedzenia i picia acz tradycyjna kuchnia niemiecka to nie jest to, co ja lubię, ale ja i wielu potraw naszej kuchni też zbytnią sympatią nie darzę.

  4. merlot Says:

    No Grzesiu, coming out jak w morde jeża;-)))
    Ale mi się naraziłeś, bo podebrałeś mi temat suszi. W agonii TXT przygotowałem prześliczny pictorial pt. „Suszi dla Kozaka” (z wędzonych węgorków i kiszonego ogórka) specjalnie dla Igły. Nie zdążyłem go puścić, niestety…
    Od tej pory towar leży i czeka, aż ten leń karczmarz pokaże go w saloonie.
    Ponieważ mi się naraziłeś, to Ci zdradzę, że też mam taras. Do roku 1988 był bardzo duży. Tak duży, że jeszcze przed wojną pisarz Dygat, po stosownym napiciu się wtargał na drugie piętro motocykl i kręcił ósemki na tymże tarasie. Dachowy taras był to – sto metrów kwadratowych z hakiem. Teraz jest bardziej kameralny i robi za patio, bo rozbudowałem mieszkanie.

    Aha, na urodzinach salonu była Chili Bite.

  5. grześ Says:

    Merlocie, ale w czym ja ci wróg:)?

    Pisz o tym sushi, nie leń siem no i bez gupich wykrętów mi tu:)

    Kurde, jakbym mieszkał w tej W-wie, to bym się na te urodziny salonowe wybrał, by trochę osób poznać.

    No i na kiedyś stumetrowy taras:)

    pzdr

  6. Pino Says:

    Ha, a ja mam taras 🙂

  7. grześ Says:

    Kurwa, wynika, że wszyscy mają taras poza mną…

  8. Logos Amicus Says:

    Tak, tak… były czasy kiedy to wszystko jadłem, piłem a nawet paliłem…
    Człowiek na psy zszedł bo wino teraz pije, sushi je, no i nie pali 🙂
    Choć ślinka nadal się sączy 😉

  9. merlot Says:

    „Naraziłeś się”, to jeszcze nie wróg;-)

    A Suszi dla Igły pchnę może w Spelunce24, ale raczej po wyborach. Chwilowo promuję Kandydata Inżyniera…

  10. whiteadder Says:

    Sushi ma zalete, na ogol nie tuczy i ma niski cholesterol. Pałeczkami kiedyś jadłem wszystko, matka w latach 60/70 przywoziła takie starodawne z Mongolii, z kości słoniowej i z laki.
    pałeczki są rózne, Japońskie, z cienkimi końcami i chińskie – okrągłe końce, są całe okrągłe i z uchwytami o przekroju kwadratowym.
    Lubię pałęczki. nawet jajecznicę nimi jadałem.
    Sushi też lubię. Najlepsze jadłem w Los ANgeles. Rozpływaly sie w ustach. Dobvre jadałem w Moskwie. Ostatnio ciekawe w Kijowie. I całkiem znośne naprzeciwko hotelu w Pradze – ukraińska kelnerka. Dobrze się przy sushi czyta, bo to nie stygnie, można sobie jeść powoli…
    Trzeba się będzie kiedyś do Japonii wybrać i tam spróbować.

    • grześ Says:

      Lagriffe, na sushi ja się nie znam wcale, jadłem pierwszy (i jak na razie) ostatni raz.

      Nie zachwyciło mnie.
      Ale też nie rozczarowało totalnie.
      Raz na kilka miesięcy można spróbować, acz w moim województwie to nawet chyba w Rzeszowie nie ma restauracji z sushi albo są a ja o nich nie wiem.

      Ale może poszukam next time jak będę w Ressovii:)

      A do japonii z chęcią bym się wybral, ale pewnie mi się to nie zdarzy:(

      N razie to ja się do Warszawy wybrać nie mogę ani do Wiednia czy Pragi, choć z chęcią bym obaczył se naszych połudnowych sąsiadów.

  11. grześ Says:

    @all

    odpowiem i skomentuję coś (non)sensownie jutro albo w następnych dniach, teraz nie jestem w stanie po prostu.

  12. grześ Says:

    he, he:)

    Dobra rada, ale to nie o to chodzi.
    Ale humor mi poprawiłeś.

    A wczoraj dużo nie wypiłem, dwie lampki wina i póltora drinka i zakończyłem mą przygodę z alkoholem na jakiś czas:)

    Jeszcze tylko ze słodyczami muszę zakończyć, i wypalić te 20 fajek co mi zostało.

    I zaczynam żyć zdrowo, optymistycznie patrzyć w przyszłość i w ogóle alleluja i do przodu…:)

    A dziś po prostu jestem totalnie psychicznie rozbity i nie widziałem sensu pisania ni gadania z kimkolwiek.

    pzdr

  13. Pino Says:

    Możesz mi je znowu wysłać, chociaż to pewnie ice westy 😛

    A w ogóle, to mamy pedalskie różowe djarumy kiedyś zapalić, przypominam.

  14. grześ Says:

    Pino, ale obie napoczęte te paczki i nawet nie wiem czy ze 20 jest:)

    Ale w sumie, jak chcesz, to przypomnij adres na gregorGR@interia.pl.

    Djarumy z chęcią, acz jak tak dalej wszystko pójdzie z moim życiem i organizmem to wykituje do tego czasu:(

    W każdym razie jakbym miał być w Krakowie czy W-wie (gdzie ty urzędujesz obecnie właściwie?), dam znać.

    A oczywiście to westy ice, zgadza się:”)

    Prezy okazji, stała się rzecz straszna,m zgubiłem kubek Lacrimosy:(

    Albo xli ludzie mi ukradli.
    \
    \

  15. docent stopczyk Says:

    najlepszą niemiecką [potrawą jest bawarska sałatka ziemniaczana. wina reńskie są super. ostatnio kłóciłem się o nie z koleżanką z Hiszpanii.ja generalnie wolę wina północne – reńskie, węgierski, morawskie, mołdawskie.

  16. whiteadder Says:

    panie docencie szanowny,
    ja czesto bywam na wegrzech i w czechach. Na wegrzech pijam lokalne. I niektore sa wyjatkowe. W czechac to raczej sikacze, ale pilismy w zeszlym tygodniu w Pradze jakiegos morawiaka, w dawkach nieprzemyslowych, bo jedynie po flaszcze na banke, i rano jak mlody bóg.
    A reńskie, albo alzackie, jakies gewurtze… ojjjjj pycha

  17. grześ Says:

    Logosie, palenie to zło:), pić, nie piję od tygodnia, jeść wszystkiego też nie ma sensu.
    W ogóle moim ideałem jest asceza:)
    I stoicyzm.

    pzdr

  18. grześ Says:

    Docencie, tzw. kartoffelsalat akurat nie lubię, ale jadłem nie w bawarii a we Freiburgu.
    \
    Wina reńskie zaś faktycznie mnie zachwyciły i nie tylko mnie, bo alzackiego rieslinga i niemieckiego drugiego wziąłem ostatnio do znajomych i smakowało tyż im.

  19. grześ Says:

    Lagriffe&Docent,

    a morawskich to nie znam.

    Węgierskie chyba piłem, ale nie pamiętam:)

  20. bloggers Says:

    It is for holding your collection of different players on the island as
    low cost flights started in November 2005 from London’s Luton Airport, and in nerve-racking situations. At the first selection should be. I had the impression I was tasting candy but something was dark.

  21. Rowena Says:

    Superb, what a web site it is! This webpage presents valuable data to us, keep it up.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: