Spóźnione i na pewno wtórne rozważania ponoblowe czyli w skrócie rzecz ujmując LLosa rulez:)

Wszyscy już napisali więc spokojnie, nieprofesjonalnie, krótko i osobiście odniosę się ja.
Nie będę się mądrzył niczym salonowe prawaki, bo co tu pisać długo i zgrywać się na znawce i na poprzednie decyzje komisji noblowskiej psioczyć (ci, co na nie psioczą chyba Grassa czy Cotzeego nie czytali)

Inna sprawa, że w końcu czuję, że to mój nobel:), znaczy ucieszyłem się prawdziwie jak się dowiedziałżem, że Mario Vargas Llosa dostał Nobla.

Raz, bo frustrujące było to że wiecznym kandydatem był.Dwa że pisać umie jak mało kto.
Trzy, że go uwielbiam i czytałem dużo.
Zaczęło się dawno temu (pewnie jak wszystkie moje ważne inicjacje książkowe w liceum) od „Gawędziarza”, taka mniej znana książka Llosy, dla mnie ważna, bo temat mi bliski, motywy indiańskie znaczy się., Książęczka krótka, klimatyczna (inna niż większośc powieści Llosy, taka bardziej magiczna)
Później były m. in. „Ciotka Julia i skryba”, „Zielony dom”, „Kto zabił Palomina Molero”.
Prawdziwym odkryciem stała się „Wojna końca świata”, która mnie zachwyciła, poraziła, zauroczyła. Monumentalna, brutalna, jedna z lepszych rzeczy z całej literatury iberoamerykańskiej (acz LLosa to jedyny w swoim rodzaju jest i z tzw. realizmem magicznym to on wiele wspólnego nie miał nigdy) i w ogóle z rzeczy, które czytałem.
Na półce w pokoju stoi też „Miasto i psy”, debiutancka powieść noblisty. Nie jest ona, skromnym moim zdaniem, wielka, ale znać wypada.
(Swoją drogą sąsiaduje ona mi na półce ze „Sto lat samotności” Marqueza, relacje Marquez-LLosa to też temat na długi i ciekawy tekst, ale ja się na niczym nie znam więc go nie napiszę)

Ale wracajmy do tego, ci jeszcze warto. Chyba (obok „Wojny…” najwybitniejsza rzecz Llosy czyli „Święto kozła”, studium władzy, tyranii, polityki.
Dwa tematy Llosy to polityka i erotyka, ta druga jest składnikiem „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki”, czytanych przeze mnie całkiem niedawno, zresztą nowa to rzecz w miarę.

Nie jakaś wybitna, ale czyta się świetnie i warto na pewno.Zresztą w Llosie to jest najlepsze, że wszystkie jego ksiązki praktycznie są wciągające, mimo nieraz skomplikowanej formy i istotnej tematyki są to rzeczy „dla ludzi”, nie jakieś hermetyczne.

Warto więc poznawać lub odświeżać sobie, (pożyczyłem właśnie „Święto kozła”, planuję jeszcze raz „Miasto i psy” przeczytać, w ogóle planuję wgryźć się ponownie w literaturę iberoamerykańską.

P.S. mam nadzieję, że niedługo będzie tu i o filmach (Lasse Hallstrom), o Niemczech (duuuuużo zdjęć) i w ogóle o kulturze, życiu i niczym.Jesień blogami się zaczyna…:)

Reklamy

Komentarzy 12 to “Spóźnione i na pewno wtórne rozważania ponoblowe czyli w skrócie rzecz ujmując LLosa rulez:)”

  1. Pino Says:

    Dla mnie Llosa to święto kozła, ciotka Julia i Palomin (czy Palomino?), więc standard 🙂

    Kiedyś bardzo lubiłam, teraz już mniej wciąga, ale na pewno jest dobry. „Szelmostwa” to kaszana jednak.

    I tak najlepszą knigę o Ameryce Łacińskiej napisał pewien Angol i tej wersji się trzymam 🙂

  2. Anonim blee Says:

    KUBEŁ-SZMATA!!!!
    Dlaczego ja nic z tych tytułów!!!
    Przecież w życiu żadnego Harlekina nie przeczytałam, dlaczego więc tak się czuję jakbym-li tylko????

    Dawaj te NIemcy, bo tu też zaległości mam….

  3. Pino Says:

    Czytanie książek jest przereklamowane.

  4. Anonim blee Says:

    Pewnie wedle tej teorii nie znam nic

  5. grześ Says:

    Pino, może i kaszana, ale czyta się sympatycznie, ja ostatnio idem na łatwiznę i czytan głównie Cobena po raz kolejny, Kinga, Newsweeka i Politykę, więc nawet kaszaniasty Llosa to jakaś odmiana:)

    \A ten Angol to kto?

    Z Angoli piszących o tamtych stronach powieściowo, to tylko Malcolm Lowry mnie się kojarzy.

  6. grześ Says:

    Pino, życie jest przereklamowane:)

  7. grześ Says:

    Dorciu, nie przejmuj się, im więcej czytasz, tym więcej nie znasz.
    ja np. do dziś „Iliady” nie przeczytałem.
    „Don Kichota”.
    „Braci Karamazow”
    „Idioty”
    „Ulissesa”
    „Pana Tadeusza”
    „Raju Utraconego”
    „Boskiej Komedii”
    II cz.” Fausta” w całości
    „Józefa i jego braci”
    „Biblii”
    „Koranu”
    „Bhagawadgity”
    „W poszukiwaniu straconego czasu”
    „Człowieka bez właściwości”

    itd itp

  8. grześ Says:

    Dorciu,

    Niemcy będą, może i dziś nawet, acz inaczej niż zwykle:)

  9. Logos Amicus Says:

    Nic nie wspominasz Grzesiu o „Raju tuż za rogiem”. To ostatnia książka Llosy jaką czytałem. A mam jeszcze wielką ochotę na „Święto kozła” (i parę innych 😉 )
    Cieszę się z tego Nobla dla Llosy, choć to przecie tylko taka zabawa, która czasem udaje powagę (a często – jak wiemy – strasznie niepoważna jest) 🙂 )

  10. wnuq Says:

    Proszę Cię! „Rozmowy w katedrze” .. po prostu trzeba. Nie da się – nie! Wiem, że takich, co trzeba jest wiele, ale to TRZEBA 😉

  11. grześ Says:

    Ano trzeba, ale Wnuqu szanowny, aj cię jeszcze bardziej rozczaruje, możliwe, że „Rozmowę w katedrze” nawet czytać zacząłem i miałem w reku, ale nie skończyłem, zresztą nie pamietam tegoż:)
    Ale pożyczę i wrócę do niej.
    No.
    \

  12. grześ Says:

    Logosie, a nie znam takiej, szczerze mówiąc, „święto kozła” świetna rzecz,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: