Z cyklu Grzesiowe zdziwienia

Jak wiadomo, zdziwienia należą do uroków życia, póki się człek dziwi, to znaczy, że żyje, że go cuś rusza/interesuje/wkurza albo że w ogóle ma do tego całego zewnętrza jakiś stosunek.

Więc ja się dziwię i dziwić się przestać nie zamierzam.

A czemu się dziwię.
A np. dziwi mnie, że ileś tam, osób zajmuje się z uporem godnym lepszej sprawy każdym ruchem i każdym posunięciem Jarosława Kaczyńskiego, że to analizują, wałkują, są za lub przeciw, że ich to w ogóle porusza.

Dziwię się też tym naiwnym, którzy teraz przejrzeli na oczy i powoli i ostrożnie wypowiadają (acz zachowawczo) słowa krytyki wobec prezesa.
Dziwię się im, że w ogóle mieli jakieś złudzenia, jakoby jego działania były racjonalne.
Dziwię się też gdy czytam tekst jednego pana blogera, który z upodobaniem bawił się zawsze w insynuowanie (i dalej się bawi) czegoś innym blogerom, a oburza go język i postawa prezesa K. wobec Migalskiego czy Lisickiego, no ale cóż prezesowi ów bloger Farewell Mr. Kaczyński mówi, więc może owa trauma tegoż pożegnania takie w nim emocje wywołała.

Dziwię się też tym, w których w ogóle sztuczny i zastępczy konflikt PeŁo-PiS wywołuje emocje.

Dziwię się wszystkim tym samozwańczym ekspertom od Smoleńska i samolotów, którzy przynajmniej ze swoimi śledczymi zdolnościami do Mossadu by się nadawali, tyle że gupi Mossad ni żadne inne służby z ich inteligencji i analitycznych umysłów korzystać nie chce.
Dziwię się, że wielu sensownych blogerów i komentatorów zapętliło się po tym 10 kwietnia w swoim fanatyzmie, pisowości itd i nie tyle pogadać nawet się z nimi nie da, co ich czytać żal.

Dziwię się mediom różnym, tej całej dętej aferze pani Jankowskiej się dziwię.
Sobie też się dziwię, że Trójkę moją ulubioną coraz częściej wyłączać muszę, bo albo trafiam na fanatyków jak Sakiewicz i spółka, od którychh słuchania człowiekowi się niedobrze robi albo trafiam na nieustanny lans pana Wolskiego (wepchał się już i w niedzielę po 19 i rano w urywki z rozrywki i po 13 i w środy przed 23) albo na jakiegoś Reszczyńskiego albo na propagandę Karnowskiego.
Dziwię się więc sobie i Trójce się dziwię, że już nie moją Trójką jest.

Dziwię się też sobie, tej mojej rezygnacji, co mnie ogarnia czy już ogarnęła, taka pogodna i spokojna ona jest.
Dziwię się, że mi się kontakty co chwilę urywają z niektórymi osobami w realu i w ogóle mi nie żal tego.
Dziwię się, że bezinteresownie ludzie potrafią krzywdzić innych.

Dziwię się, że na koncert Armii nie poszedłem acz mogłem (to chyba więcej niż rezygnacja:))
Dziwię się,że ludzie wrażliwi, inteligentni, zdolni (nie, nie to nie ja) nie mogą se poradzić z codziennością, pracą, jej szukaniem itd a inni, co subiektywnie i obiektywnie głupsi, prymitywniejsi są, sukcesy odnoszą (Acz z drugiej strony co to sukces)
Dziwię się, że nie umiem pomóc, kontaktu nawiązać, relacji wskrzesić, choć chciałbym.

Dziwię się,że jakoś nawet moje nałogi mnie opuszczają.

Dziwię się, że iść na studia tłumaczeniowe zamierzam (drugie) choć wątpię, bym się na tego tłumacza kiedyś nadał.

Dziwię się, że tu nie piszę za często i dziwię się, że w ogóle tego blogowania nie rzucam.


Kiedy(ś?) się dziwić przestanę

A może to wszystko przez tę jesień, ta melancholia i ta cała rezygnacja i hibernacja.
No bo jak wiadomo, jesień idzie, nie ma na to rady, i dobrze, że nie ma, za to powieści gotyckie sa, harlan Coben jest, kakao jest, grzaniec jest, czekolada gorzka i nowy sezon gotowych na wszystko niedługo.

A i jest oczywiście remedium pewne na jesień, zimę, melancholię, chandrę, na ten cały weltszmerc, brak weny i wszystko inne.
Nie wierzycie?

P.S. Wenę na pisanie o Niemczech też chwilowo straciłem, może mi wróci, ale raczej przez najbliższe kilka dni nic fajnego i nowego nie powstanie na tym blogu.

Reklamy

Komentarzy 10 to “Z cyklu Grzesiowe zdziwienia”

  1. Torlin Says:

    A ja się dziwię, że Ty się dziwisz.
    A w tych miejscach pustych to miały być jakieś yuotuby?

  2. grześ Says:

    Torlinie, dziś się już niczemu nie dziwię, bo mnie spotkały przygody dziwaczne, zaraz je zresztą opiszę, by odreagować:)

    pzdr

  3. grześ Says:

    tak, youtuby nawet sa

  4. telemach Says:

    Harlan Coben jest od lat. Doskonały, niestety zawsze prawie (konstrukcyjnie) tak sam. O doganiającej zagadce z przeszłości. Tak, że po „Woods” trochę trudno znaleźć powód, aby jeszcze raz.

  5. grześ Says:

    Ja bym powiedział, że Coben jest cudownie powtarzalny, mnie to zbytnio nie przeszkadza, niektóre jego kryminały czytałem po 2 razy, smakując choćby różne powiedzonka czy motywy (acz pewnie w języku angielskim czytane brzmią jeszcze lepiej)

    Acz fakt, mógłby cuś nowego czasem wymyślić, ale to cecha wielu płodnych autorów literatury popularnej, jak miałem fazę na horrory, to smieszyło mnie, że u Koontza zawsze mamy motyw traumy z dzieciństwa, ucieczki, dobrego psa itd. U Kinga jest np. często bohaterem pisarz i mamy akcję zawsze w prowincjonalnym miasteczku (właśnie sobie pożyczyłem kiedyś mój ulubiony „Sklepik z marzeniami”, by odświeżyć go po latach)

    Pozdrówka.

  6. grześ Says:

    P.S. A „Woods” to w po polsku „W głębi lasu”?
    Bo jak tak, to nawet bardziej niż inne mi się podobało.

    Ale z Cobenem musze się pożegnać, a w końcu ze skandynawskimi kryminałami zapoznac, bo wszyscy czytają Mankella, Larrsona i innych choćby islandzkich twórców, a ja nie znam nic.

  7. telemach Says:

    A tak na marginesie: Coben jest nader łatwy w oryginale. Podobnie jak Michael Connelly. Choć jest to przednia lektura. Larrsona (w przeciwieństwie do Mankella) podarowałbym sobie. Chyba, że polskie tłumaczenie jest lepsze niż niemieckie.

  8. grześ Says:

    Hm, to jeśli niemieckie słabe, to dobrze, że nbie kupiłem w Dojczlandzie, a miałem ochotę jakiś skandynawski kryminał po niemiecku przeczytać.

    Choć ogólnie według niektórych czytanie tłumaczeń nie ma sensu, ale w oryginale to ja tylko po polsku i po niemiecku czytać mogę.

    Po angielsku zaś mógłbym, ale za leniwy jestem i za mało umiem.
    Ale może się w końcu wezmę i może faktycznie kiedyś za Cobena, w końcu przyjemne z pożytecznym człek połączy.

    pzdr

  9. telemach Says:

    „Ale może się w końcu wezmę i może faktycznie kiedyś za Cobena, w końcu przyjemne z pożytecznym człek połączy.”
    Spróbowałbym. Opłaci się. I jest (po rozpędzeniu) łatwiejsze niż sądzisz.

  10. Logos Amicus Says:

    A ja się nie dziwię, że się ciągle dziwisz.
    Widzisz, kiedy się wreszcie dziwić przestaniesz, to dopiero bedzie dziwne 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: