Archive for Wrzesień 2010

Alfabet poetycki Grzesia

Wrzesień 28, 2010

B jak Broniewski

G jak Gałczyński


http://w205.wrzuta.pl/audio/aCFavcVSvPr/kult_-_wroci_wiosna_baronowo

K jak Kaczmarski

L jak Leśmian

O jak Osiecka

S jak Stachura

S jak Staszewski

http://w665.wrzuta.pl/audio/3xj7v6kmLdi/stanislaw_staszewski_-_nie_doroslem_do_swych_lat

T jak Tuwim

P.S. Zbieram się, by coś napisać, może w końcu opowieść fotograficzno-tekstową o Niemczech wyrychtuję, zaprzyjaźnionych blogerów przepraszam, że nie nawiedzam, ale chwilowo za nic się nie mogę wziąć. Jesienna stagnacja totalna, poza tym praca, zakatarzenie, problemy psychofizyczne i myślenie o problemach nieswoich.No ale może się odbiję od dna w moich ulubionych (przynajmniej kiedyś ) miesiącach czyli w październiku i listopadzie, no bo tegoroczny wrzesień to ciężki był, ale walczyć trza:), szczególnie jak wcześniej człek nie miał siły uporać się z niektórymi problemami i w końcu okoliczności zewnętrzne go do tego zmuszają.

Reklamy

Wszy-stko czego dziś chcę

Wrzesień 13, 2010

Krótka tragikomiczna (o)powiastka (z morałem lub bez) o tym, że dobroć nie popłaca:)

Wrzesień 9, 2010

Jak wiadomo Grześ jest człowiekiem, który nie powinien za często wychodzić z domu, bo jak już wyjdzie, to ściąga na siebie różne katastrofy, przypadki losowe i pechowe. Niestety świat ten tak skonstruowany jest,że trza kasę zarabiać (a propos kasy z „Polityki” niedawnej dowiedziałem się, że nauczyciel kontraktowy we wrześniu 2010 zarabia jakieś 2700 brutto, dziwnym trafem z mojej umowy o prace wynika że jakieś 600 zeta mniej,no ale jak wiadomo media kłamią, z jakiejś notki w necie dowiedziałem się, że pensja nauczyciela to w 1/3 różne wysokie i mityczne dodatki, które do owej zasadniczej pensji nauczyciel otrzymuje, no fakt otrzymuję dodatku 50 zeta, co jest jakąś 1/30 mojej wypłaty jeśli dobrze liczę a nie 1/3, ale never mind)

Więc wyszedłem z domu, zaczęło się od deszczu, lało, lało, lało i lało, a grześ jechał samochodem, dojechał do Ressovii,, poszedł na rozmowę kwalifikacyjną na unijne studia, co zabawne w komisji było 3 osoby, z których grześ znał wszystkie, a z jedną nawet pracował, jak mnie więc nie przyjmą, będzie to stuprocentowy dowód, że nepotyzmu w tym kraju nie ma:)

Później grześ poszedł do włoskiej knajpy, gdzie zjadł niedobre canelloni, wypił niezłą kawę, bił się z myślami i ze sobą czy nie zamówić se deseru za 12 zeta, ale rozsądek i oszczędność zwyciężyły (eh, gdybym zamówił, to dopiero by zwyciężyły, ale nie uprzedzajmy (i nie wyprzedzajmy, he, he) faktów.
W międzyczasie grzesiowi udało się jakimś cudem zgubić 10 zeta, więc nastrój mu się lekko pogorszył, grześ więc udał się w drogę powrotną do swego miasta, bo stwierdził, że ma fazę na samoizolację, znajomych nie będzie więc odwiedzał, za to wcześniej w domu będzie (o grzesiowa naiwności:))

Przejechał grześ z 10 km, widzi przy drodze autostopowicza młodego z plecakiem, jako że grześ człek dobry i ludzi lubiący (czytelnicy zszokowani myślą, co ten abnegat i malkontent ludzi lubi?), więc się zatrzymuje i autostopowicza zabiera

Z chopakiem se gada, okazuje się, że chopak wraca stopem z Francji (bo pojechał se na jeden dzień do Marsylii) i jeszcze ma dotrzeć do Giżycka (a jest koło Rzeszowa), bo na jutro chce do szkoły zdążyć. Więc grześ podwozi do TBG i w swej naiwności proponuje, a podwiozę cię dalej do Sandomierza, zawsze to będziesz miał te 20 km bliżej do siebie.
No i grześ jedzie, w terenie zabudowanym jest, wkurwia go, że przed nim jakaś ciężarówka się wlecze 60 czy 70 więc nie myśląc wiele, wyprzedza ją i nadziewa się na stojącą policję, która uświadamia mu, że miał jechać 50 a jechał 92:)

No cóż 1/5 pensji pójdzie się jebać:( plus 8 punktów karnych, mam nadzieję, że chociaż kasę z mandatów na sensowne cele wydają (a nie na nowe fotoradary:)
Przy okazji grześ ma sposobność poznać wyrafinowane poczucie humoru pana policjanta („nauczyciele to muszą dużo zarabiać) i w ogóle dziwi grzesia, że pan policjant se chce z nim pogadywać w trakcie wypisywania mandatu a grześ nie ma ochoty, no.
Acz inna sprawa, że pan policjant bałdzo sympatyczny był, przy okazji jednak grzesia zmieszał, mówiąc mu, że go mu szkoda (kurwa, nie jestem chyba jedyny, co płaci mandaty i współczucia nie potrzebuję)
No ale autostopowicza do Sandomierza dowiozłem., ceną tego były jednak prawie 2 godziny stracone (bo jeszcze most remontują i się w korku w obie strony stoi), 300 zeta plus 8 punktów.

I czyż nie jest prawdą, że dobrymi chęciami a nawet dobrymi uczynkami piekło jest wybrukowane.
A trza było se zostać we włoskiej knajpie na deser „płonąca rozkosz” (brrrrr!, co za nazwa) i upajać się hedonistycznie przyjemnością jedzeniową i towarzystwem siebie samego.

Nigdy więcej autostopowiczów:)

Ale autostopowiczki chętnie:)

Z cyklu Grzesiowe zdziwienia

Wrzesień 8, 2010

Jak wiadomo, zdziwienia należą do uroków życia, póki się człek dziwi, to znaczy, że żyje, że go cuś rusza/interesuje/wkurza albo że w ogóle ma do tego całego zewnętrza jakiś stosunek.

Więc ja się dziwię i dziwić się przestać nie zamierzam.

A czemu się dziwię.
A np. dziwi mnie, że ileś tam, osób zajmuje się z uporem godnym lepszej sprawy każdym ruchem i każdym posunięciem Jarosława Kaczyńskiego, że to analizują, wałkują, są za lub przeciw, że ich to w ogóle porusza.

Dziwię się też tym naiwnym, którzy teraz przejrzeli na oczy i powoli i ostrożnie wypowiadają (acz zachowawczo) słowa krytyki wobec prezesa.
Dziwię się im, że w ogóle mieli jakieś złudzenia, jakoby jego działania były racjonalne.
Dziwię się też gdy czytam tekst jednego pana blogera, który z upodobaniem bawił się zawsze w insynuowanie (i dalej się bawi) czegoś innym blogerom, a oburza go język i postawa prezesa K. wobec Migalskiego czy Lisickiego, no ale cóż prezesowi ów bloger Farewell Mr. Kaczyński mówi, więc może owa trauma tegoż pożegnania takie w nim emocje wywołała.

Dziwię się też tym, w których w ogóle sztuczny i zastępczy konflikt PeŁo-PiS wywołuje emocje.

Dziwię się wszystkim tym samozwańczym ekspertom od Smoleńska i samolotów, którzy przynajmniej ze swoimi śledczymi zdolnościami do Mossadu by się nadawali, tyle że gupi Mossad ni żadne inne służby z ich inteligencji i analitycznych umysłów korzystać nie chce.
Dziwię się, że wielu sensownych blogerów i komentatorów zapętliło się po tym 10 kwietnia w swoim fanatyzmie, pisowości itd i nie tyle pogadać nawet się z nimi nie da, co ich czytać żal.

Dziwię się mediom różnym, tej całej dętej aferze pani Jankowskiej się dziwię.
Sobie też się dziwię, że Trójkę moją ulubioną coraz częściej wyłączać muszę, bo albo trafiam na fanatyków jak Sakiewicz i spółka, od którychh słuchania człowiekowi się niedobrze robi albo trafiam na nieustanny lans pana Wolskiego (wepchał się już i w niedzielę po 19 i rano w urywki z rozrywki i po 13 i w środy przed 23) albo na jakiegoś Reszczyńskiego albo na propagandę Karnowskiego.
Dziwię się więc sobie i Trójce się dziwię, że już nie moją Trójką jest.

Dziwię się też sobie, tej mojej rezygnacji, co mnie ogarnia czy już ogarnęła, taka pogodna i spokojna ona jest.
Dziwię się, że mi się kontakty co chwilę urywają z niektórymi osobami w realu i w ogóle mi nie żal tego.
Dziwię się, że bezinteresownie ludzie potrafią krzywdzić innych.

Dziwię się, że na koncert Armii nie poszedłem acz mogłem (to chyba więcej niż rezygnacja:))
Dziwię się,że ludzie wrażliwi, inteligentni, zdolni (nie, nie to nie ja) nie mogą se poradzić z codziennością, pracą, jej szukaniem itd a inni, co subiektywnie i obiektywnie głupsi, prymitywniejsi są, sukcesy odnoszą (Acz z drugiej strony co to sukces)
Dziwię się, że nie umiem pomóc, kontaktu nawiązać, relacji wskrzesić, choć chciałbym.

Dziwię się,że jakoś nawet moje nałogi mnie opuszczają.

Dziwię się, że iść na studia tłumaczeniowe zamierzam (drugie) choć wątpię, bym się na tego tłumacza kiedyś nadał.

Dziwię się, że tu nie piszę za często i dziwię się, że w ogóle tego blogowania nie rzucam.


Kiedy(ś?) się dziwić przestanę

A może to wszystko przez tę jesień, ta melancholia i ta cała rezygnacja i hibernacja.
No bo jak wiadomo, jesień idzie, nie ma na to rady, i dobrze, że nie ma, za to powieści gotyckie sa, harlan Coben jest, kakao jest, grzaniec jest, czekolada gorzka i nowy sezon gotowych na wszystko niedługo.

A i jest oczywiście remedium pewne na jesień, zimę, melancholię, chandrę, na ten cały weltszmerc, brak weny i wszystko inne.
Nie wierzycie?

P.S. Wenę na pisanie o Niemczech też chwilowo straciłem, może mi wróci, ale raczej przez najbliższe kilka dni nic fajnego i nowego nie powstanie na tym blogu.