Upalne granie

Jest gorąco.
Coraz bardziej gorąco, a będzie jeszcze goręcej.
Wydaje się jednak, że goręcej być nie może, a tu jednak.
Piątek był gorący ostatnio, ten pewnie będzie jeszcze bardziej gorący, jutro będzie gorąco, jadę do Niemiec, gdzie będzie nie dość, że gorąco, to i duszno.

Nic właściwie w takim klimacie się robić nie da, no dobra, zimne piwo pić można, pływać, opalać się i właściwie to tyle:)

W ramach zaklinania słońca i odganiania go a przywoływania deszczu (Nie tak dawno Mida odganiała deszcz) kilka piosenek letnich, ze słońcem, latem, lipcem lub gorącem czy wakacjami w tytule w tytule lub takie, które Grzesiowi z latem się kojarzą.

Zaczniemy kiczowato, że aż strach, znają Państwo kategorię tak zwanych letnich przebojów? Znają i lubi, znaczy nienawidzą, mam nadzieję:)

I jeszcze trochę w tych klimatach:)

a teraz po polsku, najpierw nieśmiertelny klasyk:)

Od razu chce się żyć i upały niestraszne, jak taka muzyczka pogrywa:)

Nie wiem, czy państwo wiedzą, ale lato to i wakacje, niektórzy szczęśliwcy wakacje mają ciągle, choć z dziecięctwa już dawno wyrośli, w sumie grześ od 2001 do 2009 miał nawet co roku prawie 3 miesiące wakacji, no ale dobre czasy się kończą i od 2009 już tylko 2, inna sprawa, że ci co nie mają wakacji, mają kasę często, no ale cuś za cuś:) albo po prostu wydorośleć mnie siem nie chce.

A teraz pewna pani, która kiedyś umiał śpiewać, niestety wszystko się zmienia i kończy na tym najlepszym ze światów:)

No ale czas proszę na lipiec, nie wiem, czy wiecie, ale lipiec to miesiąc, w którym poza grzesiem urodziło się Gre:), nawet tego samego dnia, a i troje dobrych znajomych z reala z lipca jest, w tym dwoje z 26 i 27. Jakaś magia, widać, w tym lipcu jest.
No a jak lipiec, to wiadomo co:

Jeden z najpiękniejszych utworów rockowych, no ale lipcowe poranki też bywaj piękne.

Było już lato, wakacje, las, lipcowy poranek.
Ktoś pomyśli, że pełnia szczęścia normalnie.
A dupa, powiem brutalnie, do pełni szczęścia brakuje nam wina:)

Eh, co za magia, ta nowa wersja gdzie Ville Valo z HIm śpiewa może się schować.

Wszystko dobrze, ktoś powie, ale gdzie słońce?

No dobra, ale trza ratować mój rockowy imidź, który w sumie od dawna leży w gruzach i kwiczy:)

Imidż uratowany, można spokojnie oddać więc głos pewnej pani, której głos, jak wiadomo, jest/byłby/mógłby być dowodem na istnienie Najwyższego, piękno w swej najczystszej postaci.
Ella co niedziella, a nawet częściej:

I ten początek, posłuchać Summertime i umrzeć? Czemu nie:)

ale po przypływie piękna czas na cuś lżejszego na zakończenie

Wprawdzie na zakończenie najczęściej przychodzi koszmar minionego lata (I know what you did last summer), ale aż tak kiczowatych horrorów grześ promować nie będzie, ooo:)

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 15 to “Upalne granie”

  1. Gretchen Says:

    Grzesiu,

    Jeszcze osiem dni. 🙂

    Gorąco jest przeokropnie, chociaż zapewne za kilka miesięcy napiszę co za ziąb. W gruncie rzeczy wolę tak, jak jest teraz. Ten słoneczny znak, rozumiesz…

    Ostanio pozostaję pod wpływem muzycznym tego pana, wszystkie inne miejsca zajmuje Greta.

    Niech Cię schłodzi. 🙂

  2. Futrzak Says:

    jack jest ok

    a to moje lato

    ja tylko wkleję linki bo nie wiem, jak inaczej…

    pzdr

  3. grześ Says:

    Futrzak, ooooo, zaraz posłucham:)

    szczególnie, że nie znam oczywiście tych piosenek, a przynajmniej takie wrażenie mam.

    • Futrzak Says:

      Zalecam

      Kings of Convenience – 2 kompletne cieplaki z Norwegii [no takie pokraki, że aż nie można nie kochać], z pięknymi piosenkami. Każda praktycznie płyta jest cacy – można zacząć od ostatniej Declaration od Dependence. Poza tym – byłem na koncercie – szał na 2 głosy x 2 gitary

      Washed Out – taki chillwave, trochę ściema jak ktoś ma ponad 20 lat to nie łyka ot tak, ale ładne; letnie.

      Tame Impala – chyba Australia, Beatlesi zagrani ciężej, jakby z gitarami od MC5 i LedZepp+psychodela. Wydali główne Innerspeaker – dobre, solidne, z przebłyskami. Biorąc pod uwagę solidność i wyczucie – mogą jeszcze dużo pokazać. Na jutubie jest z tej sesji jeszcze to [nawet bardziej letnie]:

      Wavves – ciecie dowodzeni przez szczyla 🙂 Odpuść se poprzednie 2 płyty, ale sprawdź King of the Beach; punk+surfing+melodie z lat 50

      G. Love – to klasyk – koleś z Filadelfii, funk, rock, folk, hip-hop, blues, country – lepszej muzy na grila nie znam 🙂

      Masz tu Zimne Napoje:

      Relaks pod drzewem:

      A tu dla Gretchen z Jackiem Johnsonem duet [sic!]:

      HAVE FUN 🙂

      pzdr

      • grześ Says:

        Futrzaku, ty się chyba na mnie obrazisz, bo ten głupi łotr press znowu cię do oczekujących wrzucił i dopiero teraz twój komentarz wypatrzyłem.

        Pozdrówka i dzięki za muzyczne lekcje:)

  4. grześ Says:

    Gre, ooo, a to dla odmiany znam:)

    Znaczy słyszałem , ale nie wiedziałem, kto śpiewa.

    A dziś dalej upał, niby padało, ale i tak niewiele to zmieniło.

    A ja cały dzień dziś prawie w kuchni spędziłem, sałatkę robiąc i tzatziki, a jeszcze mam pomysł na fajną cukinię do tego tzatziki.

    No.

    Znaczy trza cuś zjeść dobrego i siem napić, ooo:)

  5. Gretchen Says:

    Futrzaku,

    Jack jest znakomity na upały. Pogibać się można wyobarażając sobie wysokie fale i szumiące. 🙂

  6. Gretchen Says:

    Grzesiu,

    U mnie nie padało i nie pada. Nie mogę się skupić w pracy, mam wrażenie, że zamieniam się w coś co płynie i nie mam pewności czy jest to rwąca rzeka…

    Oczywiście wolę to, niż mrozy i śniegi, ale jednak jest ciężko. Znowu nie wzięłam urlopu ani w lipcu, ani w sierpniu. Chyba jestem durna, to możliwe.

    Cały dzień nad sałatką i tzatzikami? No Grzesiu, chyba logistyka kuchenna u Ciebie szwankuje. 🙂
    Cukinię bardzo lubię, ostatnio robiłam na grillu. Spróbuj żółtej, moim zdaniem warto.

    Masz tu poprawny logistycznie przepis, który możesz wykorzystać piekarnikowo:

    Się bierze cukinię.
    Się płucze, żeby coś tam.
    Się dzieli na połówki i nie ma wymagania matematycznego, żeby były równe.
    Następnie łyżeczką się czochra środek celem usunięcia nadmiaru cukinii w cukinii i do tak uzyskanek łódeczki wrzuca się fetę (warto zadbać o dobrą, znaczy taką na wagę) i pokrojone dowolnie suszone pomidory.
    Do każdej łódeczki wlewamy oliwę (świetna jest ta z pomidorów, bo aromatyczna i z ziołami), nie żałując i nie przesadzając.
    Każdą zawijasz w folię aluminiową i układasz gdzie tam akurat masz okazję.
    Grill się sprawdza znakomicie. Dobrze rozpalony da pyszny efekt gdzieś po 30 – 40 minutach.

    Smacznego, że tak powiem.

    🙂

  7. grześ Says:

    Oj z tym całym dniem to przesadziłem, zważywszy, że wstałem o 10-tej, zabrałem się do wszystkiego o 12 a skończyłem koło 14, 15, a jeszcze naczynia zmywałem długi czas z tego:), ale jak pewnie zauważyłaś, hiperbolizacja to jeden z moich ulubionych zabiegów stylistycznych:)

    O przepis fajny i ciekawy, pewnie wykorzystam kiedyś, acz w tym roku na grilla to się już nie załapię, bo za 3 dni do Dojczlandu jadem:)

    Kurde, oczywiście nic nie mam przygotowane/spakowane i kupione, masakra, a poza tym cierpiem na chroniczny brak kasy i równie chroniczny brak entuzjazmu do wszystkiego.

    No i te upały…

    A jeszcze dziś mam kaca, znaczy już mi się kończy, ale jak się pije martini rosso, czerwone wino, białe wino, piwo&bimber :), to nie ma się co dziwić.

    Ooooo, swoją drogą wrzuciłabyś jakiś tekst o jedzeniu kiedyś w blogu, ze zdjeciami.

    a urlop najlepiej brać poza sezonem więc we wrześniu, acz ja np. takiej możliwości nie mam:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: