Archive for Lipiec 2010

Już jutro…

Lipiec 25, 2010

Jutro to oczekiwanie.
Jutro to wyzwolenie.
Jutro to nadzieja.
Jutro to ucieczka.
Jutro jest obroną przed dziś i wczoraj.
Jutro ma sens.
Jutro bywa niebezpieczne, bo pozwala na nicnierobienie, na odkładanie spraw „na wieczne jutro”.
Jutro to optymizm.
Jutro to szansa.

Że będzie lepiej, że zacznę żyć, że zacznę działać, że pojadę tam albo zostanę tu.
Że coś się zacznie, a co innego się skończy.
Że przeczytam wszystkie książki świata, że znajdę sens.
Że zrobię to a nie zrobię tamtego.
Że porzucę wszystkie moje ukochane nałogi:)
Że zacznę oszczędzać, zdrowo się odżywiać, uśmiechać się do ludzi, dawać szansę sobie i innym, nie wkurwiać się na siebie, świat i drugiego człeka.

Wszystko to jutro:)
Bo przecież, bo przecież nie dziś.
Jutro to domena marzycieli, fantastów, ludzi, którym z jakichś względów dziś nie leży, a wczoraj jak wiadomo minęło.

Podobno najważniejsze jest tu i teraz?
Znaczy dzisiaj.
Podobno nie należy martwić się jutro, bo wystarczy zło to co dzisiaj jest,
Podobno „Morgen, morgen nicht nur heute sagen alle faulen Leute”

Podobno jutro zaczyna się dziś:)
Jutro jest piękne, ale i straszne.
Bo jutro to także strach, niepewność, obawa, lęk przed tym, co nadejdzie a i często przed tym co odejdzie.
Mimo wszystko „pomyślę o tym jutro”.
Jutro (to jutro nadchodzi od kilku lat) przeczytam „Przeminęło z wiatrem” ponownie, jutro przestanę się dołować, jutro ogranicze ilość niezdrowtch elementów w moim życiu:)

Takie litanie do jutra i o jutrze chyba nie tylko ja sobie układam.

Jutro już było:)
Piękne teksty (nie tylko) o jutrze też już były

Jutro nie umiera nigdy.
Jak i nadzieja.

Jutro twa wiecznie.


Jutro jadę do Dojczlandu.

\

Upalne granie

Lipiec 21, 2010

Jest gorąco.
Coraz bardziej gorąco, a będzie jeszcze goręcej.
Wydaje się jednak, że goręcej być nie może, a tu jednak.
Piątek był gorący ostatnio, ten pewnie będzie jeszcze bardziej gorący, jutro będzie gorąco, jadę do Niemiec, gdzie będzie nie dość, że gorąco, to i duszno.

Nic właściwie w takim klimacie się robić nie da, no dobra, zimne piwo pić można, pływać, opalać się i właściwie to tyle:)

W ramach zaklinania słońca i odganiania go a przywoływania deszczu (Nie tak dawno Mida odganiała deszcz) kilka piosenek letnich, ze słońcem, latem, lipcem lub gorącem czy wakacjami w tytule w tytule lub takie, które Grzesiowi z latem się kojarzą.

Zaczniemy kiczowato, że aż strach, znają Państwo kategorię tak zwanych letnich przebojów? Znają i lubi, znaczy nienawidzą, mam nadzieję:)

I jeszcze trochę w tych klimatach:)

a teraz po polsku, najpierw nieśmiertelny klasyk:)

Od razu chce się żyć i upały niestraszne, jak taka muzyczka pogrywa:)

Nie wiem, czy państwo wiedzą, ale lato to i wakacje, niektórzy szczęśliwcy wakacje mają ciągle, choć z dziecięctwa już dawno wyrośli, w sumie grześ od 2001 do 2009 miał nawet co roku prawie 3 miesiące wakacji, no ale dobre czasy się kończą i od 2009 już tylko 2, inna sprawa, że ci co nie mają wakacji, mają kasę często, no ale cuś za cuś:) albo po prostu wydorośleć mnie siem nie chce.

A teraz pewna pani, która kiedyś umiał śpiewać, niestety wszystko się zmienia i kończy na tym najlepszym ze światów:)

No ale czas proszę na lipiec, nie wiem, czy wiecie, ale lipiec to miesiąc, w którym poza grzesiem urodziło się Gre:), nawet tego samego dnia, a i troje dobrych znajomych z reala z lipca jest, w tym dwoje z 26 i 27. Jakaś magia, widać, w tym lipcu jest.
No a jak lipiec, to wiadomo co:

Jeden z najpiękniejszych utworów rockowych, no ale lipcowe poranki też bywaj piękne.

Było już lato, wakacje, las, lipcowy poranek.
Ktoś pomyśli, że pełnia szczęścia normalnie.
A dupa, powiem brutalnie, do pełni szczęścia brakuje nam wina:)

Eh, co za magia, ta nowa wersja gdzie Ville Valo z HIm śpiewa może się schować.

Wszystko dobrze, ktoś powie, ale gdzie słońce?

No dobra, ale trza ratować mój rockowy imidź, który w sumie od dawna leży w gruzach i kwiczy:)

Imidż uratowany, można spokojnie oddać więc głos pewnej pani, której głos, jak wiadomo, jest/byłby/mógłby być dowodem na istnienie Najwyższego, piękno w swej najczystszej postaci.
Ella co niedziella, a nawet częściej:

I ten początek, posłuchać Summertime i umrzeć? Czemu nie:)

ale po przypływie piękna czas na cuś lżejszego na zakończenie

Wprawdzie na zakończenie najczęściej przychodzi koszmar minionego lata (I know what you did last summer), ale aż tak kiczowatych horrorów grześ promować nie będzie, ooo:)

Grześ wybiera Cywilizację Życia

Lipiec 17, 2010

Miałem nic nie pisać, bo upały sakramenckie, nic się człowiekowi nie chce, umysł pracuje jeszcze gorzej niż zwykle (co wydaje się przecież prawie niemożliwe, ale tak jest), ale temat, który rozgrzewa ostatnio wielu blogerów i blagierów też troszkę mnie zmotywował do napisania.

Czytałem różnych nawiedzeńców, co z trwogą i drżeniem pedalstwa się boją, EuroPride jako koniec cywilizacji zachodniej widzą, zboczeńców wszędzie widzą (chyba że to nasz prywatny zboczeniec)

I przypadkiem obaczyłem fragment w TVN-ie, gdzie przedstawiciele tzw. Cywilizacji Życia zapluwali się nienawiścią, gadali z pianą na ustach o Bogu, Ojczyźnie, Honorze, krzyczeli jakieś komunały z wściekłością w oczach, starsi ludzie, w otoczeniu kiboli wszechpolaków czy innych NOP-owców, napakowanych sterydami, agresją i nienawiścią.

Później popatrzyłem na zdjęcia i znowu zobaczyłem, że ci wszyscy przedstawiciele cywilizacji życia nie mają nic.Poza agresja, nienawiścią, frustracją, fanatyzmem, niechęcią do innych czy do Innego w ogóle.

A pedalskie parady?

Śmierci tu nie dostrzegłem, dostrzegłem różne rzeczy, czasem głupawe, czasem zabawne, czasem pewnie niesmaczne, czasem prymitywne.
Taka ludzka zwyczajnie ta parda mi się wydała.

Można się nie zgadzać z postulatami homoseksualistów, ale skąd ta niechęć, nienawiść, pogarda, strach, poczucie wyższości światłych przedstawicieli cywilizacji życia.

Szczerze mówiąc, bardziej chciałbym świata, fgdzie ludzie sobie paradują, gdzie są może i głupi, rozwiąźli, zdemoralizowani, niż świata jedynych wartości, niż świata, którego twarzą jest morda jakiegoś kibola z NOP. I jego muskuły.

To ja już wolę w mieście i w kraju takie widoczki niż takie np.

Znaczy, krótko wolę świat kolorowy, otwarty, żywy, różnorodny niż świat zamknięty, świat przemocy, świat fanatyzmu.

Wolę świat tęczowy niż świat brunatny.
Bo cywilizacją śmierci są rasizm, nienawiść, przemoc, agresja, antysemityzm, pogarda.
Nie erotyka, nie homoseksualizm, nie życie w pojedynkę, we dwójkę czy w trójkę, nie dowolna orientacja, nie seks czy jego brak.

Tak sobie myślę, jadę do Dojczlandu za tydzień, mam wrażenie, że bezpieczniej czułbym się znacznie na pedalskiej paradzie niż na manifestacji NPD.

I to samo w Polsce,nie słyszałem, by pedały pobiły kogoś, za długie włosy, ciemną karnację, irokeza na głowie itd, kibolom z NOP; MW czy innego ONR takie wybryki się zdarzają i zdarzały.

Wybieram więc cywilizację życia, a nawiedzonym frustratom zostawiam cywilizację śmierci.