Archive for Czerwiec 2010

Muzyczne portrety- Boska Sinead

Czerwiec 30, 2010

Jest kilka wokalistek, których głos Grześ ubóstwia i które go potrafią ukoić, wzruszyć, wyciszyć, zachwycić. Można by tu wymienić choćby Evę Cassidy, Karen Carpenter, Ellę Fitzgerald, Billie Holiday, Siouxsie Siouxczy z polskiego podwórka Maryla Rodowicz, Renata Przemyk czy Nosowska.

Na jednym z czołowych miejsc jest na pewno też głos Sinead. Nie wiem na ile jest wyceniony/ubezpieczony, le dla mnie jest bezcenny:)
Sinead O’Connor ma nie tylko głos i osobowość, bywa kontrowersyjna, bywa radykalna, ale radykalność i kontrowersyjność w wypadku wielkich artystów to często nieodłączna część. Gorzej jak radykalni i skandaliczni bywają tzw. celebryci, którzy nie mają nic innego do zaoferowania.

Sinead ma i oferuje od lat:)

Jest problem, bo pieśni jej są tak piękne i dobre, że moja pisanina nie ma tu sensu, poza tym nie jestem ekspertem ni znawcą jej muzyki, mam gdzieś ze dwie płyty (ale nie wiem gdzie), nawet nieoryginalne:)

No ale nie mogłem doczekać się aż o Sinead Gretchen napisze (a obiecała, a klasyk gadał „Nie wierz nigdy kobiecie”), więc stwierdziłem, że trza samemu, no.
Wiecie wszyscy, żem przewidywalny do bólu i imentu 9swoją drogą co to jest ten iment?, może Owczarek odpowie, bon wszystko wyjaśnić potrafi:)), więc zacznę oczywiście od tego.
Jedna z najpiękniejszych piosenek for ever, bez dwu a nawet bez jednego zdania:)

Ale to co było każdy zna, teraz będzie coś jeszcze piękniejszego (Sinead jest jedną z tych artystek, których większość piosenek można ukladać w dowolnej kolejności iu zawsze kolejna będzie lepsza od poprzedniej i odwrotnie:)

Trawestując Michała Bajora (o którym kiedyś Pino pisała) moja miłość największa teraz

Była Troja, będzie i Babilon:

Było przejmująco i smutno, był krzy, teraz będzie inaczej, acz wcale nie kojąco, chyba to jedyna artystka, w której wykonaniu nawet Grześ zachwyca się taką zremiksowaną muza (no dobra chilloucik i remiksy starych jazzowych kawałków też lubię)

Dla odmiany posłuchajmy tego:)

A teraz coś pięknie kojącego, eh, przy tej piosence to nawet umierać można, tak piękna jest:)

Czy u Grzesia mogłoby zabraknąć piosenki pod tytułem „Vampire”?
No pewnie, że nie, przed nami, nowa inna Sinead sprzed kilku lat, już taka regałowa trochę:)

I zostańmy chwile w tych klimatach:

A teraz jeszcze jeden utwór-cudo:)
Mogę go słuchać właściwie bez końca.

Przed chwilą Sinead zaśpiewała z ASF, teraz z Massive Attack:

I tyle na dziś, proszę państwa szanownych, jutro w nocy może o ostatecznym starciu dobra ze złem, Mordoru ze Śródziemiem, Dawida z Goliatem, Pięknego z Bestią, Czerwonego kapturka z wilkiem, Królowej Śniegu z Kajogerdą, Jonasza z Wielorybem, Sodomy z Gomorą, kapitana Ahaba z Moby Dickiem, sarenki ze strzelbą:)

Które z tych ról pełni kandydat Komorowski, które kandydat Kaczyński, proszę przemyśleć sobie samemu:)

Na Jarosława Kaczyńskiego głosują buntownicy, nonkonformiści i lewacy?

Czerwiec 20, 2010

Jak wiadomo (od niedawna) grześ sobie podczytuję „KP”, lewacki ów organ, co by nie mówić, ostatnimi czasy jedno z najciekawszych miejsc w necie, na pewno intelektualnie przerasta wszelkie blogowiska i inne portale. Ostatnio nad wypowiedzią pewnej pani przepytywanej przez „Krytykę” się znęcałem, dziś chciałbym może nie tyle pochwalić, co zacytować obszernie, znowu panią oczywiście.

Więc znalazłem na stronie „Krytyki politycznej” wywiad z panią Moniką Strzepką, kto zacz, oczywiście jako znany i ceniony (przez samego siebie) ignorant nie mam pojęcia, ale treść mnie zafrapowała i postanowiłem się podzielić.

Mam nadzieję, że można, zresztą jajko ten wstrętny lewak, do prawa własności świętego szacunku ja ci nie mam wcale.

Pani Monika rzecze tak:

Szczerze mówiąc, strasznie mnie wkurwia, że Komorowski jest zawsze na pozycji uprzywilejowanej, od niego wymaga się mniej, więcej mu się wybacza. Bez względu na pozycje, z jakich się krytykuje. To oznacza, że niestety my ciągle poruszamy się w kategoriach estetycznych. Dokonujemy wyboru estetycznego, głosujemy na lepszy garnitur i na własne aspiracje. Nawet nie na obietnice ich spełnienia, tylko na lepszą polszczyznę, na tęsknoty za arystokracją, dworkami, kominkami, na biblioteki pełne Gombrowicza, Miłosza i Szymborskiej, na dobre wychowanie, klasę, profesurę i inteligencką fajkę Geremka. To jest efekt legitymizacji przez „autorytety”. Znajomy dziennikarz skomentował mój zamiar głosowania na Kaczyńskiego w ten sposób: „Naprawdę chcesz głosować na tego żałosnego człowieka?”. On nie poda żadnego argumentu, dlaczego Kaczyński jest żałosny, a Komorowski już nie. Nie widzi takiej konieczności, a zapytany oburzy się, że mam czelność pytać.

Ten bezrefleksyjny ton jest normą klasy średniej pretendującej do miana elit – sierot po Unii Wolności. Tylko do kogo ci ludzie mają się odwołać? Do artystów, którzy po 1989 roku mogli w kulturze zrobić wszystko, a jedyne co robili, to chodzili i nadal chodzą pod rękę z władzą!? Gdzie są te zajebiste, wielkie filmy Andrzeja Wajdy czy Agnieszki Holland, opowiadające o polskiej rzeczywistości pierwszych lat transformacji? Gdzie są nowi bohaterowie wywalczonej wolności? Nie ma! A gdzie są ich niedoszli twórcy? W obozie władzy. Czemu nie ma filmu o strajkach z lat dziewięćdziesiątych? Bo ich niedoszli twórcy takim filmem zrobiliby przykrość swoim kolegom z opozycji. Wiesz co polski kulturalny establishment wie na przykład o tym, co się teraz dzieje w polskim teatrze? Nic nie wie, znają może ewentualnie gruby mainstream. Jakiś czas temu była debata w Agorze. Temat: świat nieprzedstawiony, czyli ostatnie dwudziestolecie w kulturze. Na sali wszyscy święci – Kutz, Michnik, Holland, Łubieński i w ramach wtłoczenia w establishmentowy krwioobieg odrobiny świeżej krwi – Grzegorz Kowalski. W tej establishmentowej dyskusji elit Agnieszka Holland powiedziała, że nie znajduje w ciągu ostatnich 20 lat niczego, co by rzeczywistość ostatnich dwudziestu lat przedstawiało, nie mówiąc już o tym, żeby coś zostało dla przyszłych pokoleń – bo jak wiadomo podstawową funkcją kultury jest muzealnictwo i wykopaliska. W teatrze rzeczywiście nie zdarzyło się nic. Nie było Nowaka, Klaty, Wojcieszka, Zadary, Demirskiego itd. Michnik zapytał Holland, dlaczego nie warto zrobić filmu o zjawisku radia Maryja albo o Farfale. Wiesz jak brzmiała odpowiedź? Mniej więcej tak: „Farfał jest nudny, nudny, nie. Rydzyk? Przecież Rydzyk to żenada, żenada”. To jest wyraz odpowiedzialności albo rozumienia roli artysty w społeczeństwie? To wyznanie niewiary w gusty i opinie, które samemu się ukształtowało. Słuchałam tego i przypomniałam sobie filmy z pierwszego dziesięciolecia III RP, o beneficjentach pierwszego okresu transformacji – agencje reklamowe, milionerzy, zblazowani ale uznani artyści, znów agencje reklamowe. Nawet nie tyle mnie wkurwia obecność tych filmów, tylko nieobecność filmów o ofiarach transformacji. Czy chociażby o Rydzyku – opowieść o nim jest opowieścią o części tego społeczeństwa – możemy się z nimi nie zgadzać, ale nie możemy mówić, że są nudni. „

Ładnie też i błyskotliwie porównuje, że Kaczyński to taka radiowa Dwójka, Komorowski raczej RMF Classic.

No właśnie, co wy na to?

Czy nie jest tak, że Komorowski jest li tylko kandydatem main streamu, tych, co zwolenników „Kaczki” uważają za prymitywów i radiomaryjnych?

Czy nie jest tak, że elektorat Komorowskiego w gruncie rzeczy w dużej części to mentalna dulszczyzna czująca dumę z powodu, że ich kandydat ma rodzinę i pięcioro dzieci, a kontrkandydat jedynie kota.

Czy nie jest wreszcie tak, że elektorat PeŁo i samo PeŁo odczuwa niesłychaną dumę, bo zna języki (he, he), ma konto w banku i prawo jazdy, za którymi tkwi jednak trochę pustka?

Czy nie jest tak, że gdyby to Kaczyński latał po lasach ze strzelbą za sarenkami a Komorowski hodował koty, to media pierwszego by rozszarpały a drugiego kochały i wielbiły? (Przy okazji odsyłam do ciekawej dyskusji u Torlina)

Del napisała u Nicponia (gdzie się do tej wypowiedzi nie odniosę, bo po co gościć w miejscu gdzie zbiorowo onanizują się nienawiścią), że elektorat Komorowskiego kojarzy się jej ze strasznymi mieszczanami Tuwima, pewnie przesada, ale jednak Komorowski jest strasznie main-streamowy,mieszczański w tym niefajnym znaczeniu, typowy, jego elektorat (wiem, wiem, uogólniam) pewnie też.

Konserwa zwykła, momentami wcale nie lepsza od PiSu zwolenników, bo ukrywająca się pod maską nowoczesności, młodzieżowości i w ogóle nieobciachowości. (wiem, idiotyczna kategoria, ale od lat zarzuca się tę obciachowość braciom K. i PiS-owi, a tymczasem wcale nie mniej obciachowy jest myśliwy z wąsem)

Nie, nie, nie upadłem na głowę, w Toyaha się nie zamieniłem, pisowcem nie stałem, w ogóle nie głosowałem ani na jednego ani na drugiego, stawiając się świadomie poza tą antynomią PiS-PO, Mordor contra Nie-Mordor, Zło contra Dobro, gdzie każdy przeciwnika uważa za tego złego i odwrotnie.
Ja ten podział olałem dziś.

Tyle że 4 lipca już mi tej możliwości nie daje.

I co?

Już dziś

Czerwiec 11, 2010

Dojczland?
Mam nadzieję, że zagrają lepiej niż tu śpiewają:)

A teraz oficjalne video z tego roku promujące MŚ 2010

Polski nie ma?
Ale w muzyce za to jest:)

Na pewno mimo braku Polski (uff, w końcu człek będzie mógł niepatriotycznie kibicować komu chce) trochę piłkarskich tragedii będzie, a jak wiadomo największą tragedią jest:

„Nie strzelił tego gola…”

A w ogóle po co ten cały Mundial, i tak wygra Brazylia:), mam nadzieję, że zagraja tak z fajerwerkami, jak to umieją.
Oczywiście Grześ by chciał by i inna drużyna stamtąd jakiś sukces odniosła: najlepiej Mexico oczywiście, no.

A poza tym nie wiem czy wiecie, ale Armia ma 25 lat.
Naprawdę.
Z powodu powodzi nie było koncertów w TBG ni w Sandomierzu, więc się nie wybrałem, więc chociaż trza posłuchać, Armia wygrała mecz…:)

Apokaliptycznie

Czerwiec 3, 2010

Znowu pada, z przerwami, ale pada, na Podkarpaciu przez najbliższą dobę ma spaść najwięcej wody w kraju.
No i fala idzie kolejna, bardzo możliwe, że zaleje te same tereny i miejscowości.

Dziś w nocy i jutro będzie wiadomo jak Sandomierz, nie lepiej jest kilka kilometrów dalej w stronę Sanu,w gminie Gorzyce.

W Tbg fajna chmura dziś szła, taka apokaliptyczna totalnie, dziwnie to wyglądało i mrocznie.

No i burzowo-deszczowo, teraz akurat padać przestało, ale jeszczo różne rzeczy mogą się zdarzyć.

O sytuacji na południu


I jeszcze z lokalnych mediów

Zaklinanie deszczu nie wiele jak na razie dało, ale próbujmy dalej, apokaliptycznie, bo jakże inaczej:

Grzesiowe lektury też apokaliptyczne, za mną „To” Kinga, w trakcie „Hitler i tajne stowarzyszenia”, przede mną „Sonderkommando” Shlomo Venezia oraz „Historia prześladowań religijnych” Jonatahana Kirscha.

No i w realu tzw. prywatnym i osobistym raczej na nie niż na tak…

A zagrajmy jeszcze: