Archive for Maj 2010

Jacek Sobala odwołany z Trójki

Maj 26, 2010

Więcej tu

I co dalej?

Wbrew pozorom i już niektórym głosom radości wcale nie wiem, czy się cieszyć, poza tym nie wiem czy np. w tej sytuacji nagła zmiana ramówki ponowna byłaby sensowna.

Acz niektóre zmiany sa potrzebne, zresztą pisałem już o tym niedawno.

Ogólnie, mam wrażenie, że takie zamieszanie i zmienianie dyrektorów co kilka miesięcy Trójce wcale nie służy.

No a Sobala już nie rozpierdala:)
I ma pecha, najpierw go odwołano z dyrektorowania Bisce, później Jedynce, teraz Trójce.

Zostało mu jeszcze rozwalanie Dwójki:)

Znając naszą rzeczywistość wcale bym się nie zdziwił…

Reklamy

Garść (youtubowych i życiowych) banałów

Maj 25, 2010

Banały pomagają.
Miałem napisać smętną blognotkę (smętnotkę?) ze swoimi banałami w środku, na zewnątrz i w tle, ale ileż można grac tą samą kartą wyeksploatowanego ekshibicjonizmu ubranego w szaty kiczowatego patosu, pokrytego zaś mrocznym niedpowiedzeniem. O kurwa, co jo piszo, co jo godom.

Więc gadać nie będę, oddam głos innym.
A banalna notka pewnie niejedna jeszcze powstanie, a może nie powstanie, banały też kiedyś się skończyć muszą, banalnie też najczęściej.

Banał pierwszy

I tak warto żyć

Banał drugi

W życiu piękne są tylko chwile

Banał trzeci

Żyj i uśmiechaj się do ludzi

Banał czwarty

Musisz odnaleźć nadzieję
I nie ważne, że nazwą Ciebie głupcem.

Banał piąty

Nic nie może wiecznie trwać

Banał szósty

Drugi raz nie zaproszą nas wcale

Banał siódmy

Nie bój się chodzenia po morzu
Nieudanego życia

Banał ósmy


Jest już za późno, nie jest za późno

Banał dziewiąty

Wierz mi, wierz, ta wyspa jest

Banał dziesiąty

Herbata z cytryną i miód

****************************************************

Nie ma takiego życia, którego nie dałoby się nie przeżyć.
Nie ma takiego cierpienia, które by się nie miało kiedyś skończyć.
Nie ma takiego smutku, który by nie znalazł kiedyś ukojenia.
Nie ma takiej samotności, do której by się nie można było przyzwyczaić.
Nie ma takiego bólu, którego nie dałoby się złagodzić.
Nie ma takiego doła, z którego nie dałoby się wyjść.
Nie ma takiego upokorzenia, którego by się nie dało znieść.
Nie ma takiej pustki, której nie dałoby się wypełnić.
Nie ma takiej izolacji, z której nie dałoby się wydostać.
Nie ma takiej walki, której nie można by wygrać.

Nie ma to jak optymizm:)

(Nie)smaczki przedwyborcze

Maj 17, 2010

1. Jarosław Kaczyński od niedawna został największym fanem internetu w Polsce, wcześniej internauci to była w większości jakaś swołocz żłopiąca piwo i gapiąca się na pornosy a w przerwach chcąca głosować, teraz okazuje się, że ci piwni pornofani zasługują, by wrzucać orędzia na youtube (teoretycznie skierowane do Rosjan a tak naprawdę do krajowej publiki), zasługują też na wywiad dla portalu internetowego. ten wywiad to zresztą ciekawa sprawa, S24 się nim podnieca jakby było czym, dawkuje się go od kilku dni, niczym powieść w odcinkach zeszytową, niestety z Hitchkocka w Kaczyńskim wiele nie mi ni w Igorze Janke i ni trzęsienia ziemi ni innego suspensu tu ni widu ni słychu. Prawie jak w moich tekstach.

2. Wojnę mamy, Wajda Andrzej ogłosił, oburzenie wielkie pisowców, jakieś dwa dni wcześniej w Salonie to samo ogłosił Łukasz Warzecha, podobno pierwsza ofiarą tej krwawej wojny jest Igor Janke, z Toku wyrzucony. Panie Jacku Sobalo szanowny, proszę pomóc:). Acz co jo godom, pan Jacek na wiecach wraz z Sakiewiczem (co zabawne swoim pracownikiem) krzyczy o tym, że łajdaków trza się pozbyć i że przyjdą uczciwi.
Nieuczciwi tymczasem pojawili się wczoraj na zjeździe polskiej szlachty.

3. Panowie szlachta, krzyżem padać i kniazia Komorowskiego popierać. Ten mąż ów z rodu szlachetnego i w piśmie kształcony nie dość że popraciem większości narodu się cieszy, to i magnateria najlepszego sortu za nim murem stoi.
Niestety ci najlepsi opowiadają takie kawałki, że aż zęby bolą.
Mistrz Wajda pieprzy o wojnie domowej, poza tym ni grama wyczucia nie ma, gadając o przyjaciołach z TVN i tej drugiej stacji, czy tylko według mnie to pocałunek śmierci i tzw. niedźwiedzia przysługa dla dziennikarzy Polsatu i TVN, kurde, nie wiem, jak wy, ale wolę umiarkowanych hipokrytów niz takich „szczerych” i nie ma tu nic do rzeczy, że TVN rzeczywiście jest odbierana jako stacja „prokomorowska”.

Staruszek Bartoszewski, podobno wesoły (Jedna myślę, że Starsi Panowie bardziej wyrafinowane poczucie humoru mieli) opowiada już takie brednie, że nie wiadomo jak reagować.
I to brednie, które moim zdaniem szczególnie są niefajne.
Ja wiem, że to polityka, że tak się robi, że ważna skuteczność (dzisiaj w Trójce pewien ekspert radził sztabowi Komorowskiego chwalenie się rodziną i taki trick, by pokazać po jednej stronie planszę z dziećmi Komorowskiego, po drugiej z dziećmi Jarosława (czyli pustą), ale mam wrażenie, że tak nie wypada, że czepianie sie stanu rodzinnego kogoś jest zwyczajnie chamskie.
Każdy ma swoją drogę (Kościół by powiedział powołanie) i wybiera (lub czynniki niezależne to powodują) albo samotność albo życie w rodzinie albo życie zakonne/kapłańskie.
Bartoszewski gra tu nie tylko poniżej poziomu swojego, dla mnie to poziom Chamoobrony jest…

I o ile nekrofilia była mocnym określeniem (za mocnym) prawdziwego czy domniemanego wykorzystywania tragedii smoleńskiej przesz JK i jego sztab., to wywyższanie Komorowskiego, że ma rodzinę i dopierdalanie się do kogoś,że jej nie ma, jest buractwem i chamstwem.
I tyle.

CDN
(acz to zależy od pomysłowości sztabów i samych kandydatów)

P.S. na razie i Komorowski i sam sztab jego popełniają tylko błędy i zaliczają wpadki czy gafy, JK góra i nie ma znaczenie czy to szczerze/nieszczere, wymuszone czy nie.

Bełkotać każdy może czyli Izabela Filipiak w roli głównej

Maj 11, 2010

Od pewnego czasu podczytuję regularnie pewien portal (wszystkich wrażliwych na lewackie motywy proszę o dalsze nieczytanie:)), jest to portal Krytyki Politycznej, zacząłem gdzieś go czytać po 10 kwietnia i ku mojemu zaskoczeniu (dobra, lewaku nie ściemniaj) odkryłem, że bardzo wartościowe to miejsce i że mnóstwo świetnych tekstów tam się ukazuje, nie będzie ten tekst jednak laurką, jaką w przedostatnim „Newsweeku” wysmażył na temat „KP” Cezary Michalski, żeby było zabawniej współpracownik „Krytyki”.

Będę się czepiał bowiem, ale zanim się czepiać zacznę, chciałbym po trosze potwierdzić diagnozę Michalskiego, że w czasie żałoby portal „KP” był jednym z nielicznych miejsc gdzie toczyła się ciekawa, inspirująca, sensowna debata, gdzie można było spotkać opinie inne niż w większości mediów jedynie słusznych i politycznie poprawnych, to na portalu „KP” można było znaleźć opinie momentami kontrowersyjne czy radykalne, ale zmuszające do myślenia.

Nawet jak się człowiek nie zgadzał, to stwierdzał, że nie zgadza się z mądrymi ludźmi albo chociaż ciekawymi.

Żałoba się skończyła, ale na strony „KP” zaglądam dalej, i dalej warto, choćby po to, by przeczytać wywiad Kazimiery Szczuki z Marią Janion o kinie Wernera Herzoga i dowiedzieć się, że „KP” wydaje wkrótce książkę o Herzogu i jego twórczości.

Dobra, miło już było teraz będziemy dowalać 🙂

Otóż natknąłem się na wywiad z panią Izabelą Filipiak, podobno pisarką (piszę podobno, bo nic nie czytałem i jedynie nazwisko jej kiedyś obiło mi się o uszy) i o zgrozo wykładowcą/wykładowczynią na uniwersytetach.
I zacząłem czytać i co kilka zdań natykałem się na takie kwiatki, że stwierdziłem, że to doświadczenie i te mądrości pani Filipiak opisać po prostu muszę.

Zaczyna się niby niewinnie, acz zabawnie:

Katarzyna Fidos, Krytyka Polityczna: Czy zauważyła Pani, że skończyła się żałoba narodowa?

Nie. Może dlatego, że nie oglądam telewizji ani nie słucham radia. Wychodzę z założenia, że jeśli coś ważnego się dzieje, to ludzie mi powiedzą.
O katastrofie dowiedziałam się od moich studentów

Grześ gupawy jest i się zaczął zastanawiać, dlaczego więc pani Filipiak będzie komentować w dużej części medialne zachowanie i medialne zjawisko, ale nic to, jakby grześ był złośliwy, to by wzorem Pilcha zaczął się wyśmiewać z tych wszystkich intelektualistów, co nie mają telewizora lub nie oglądają, ale zawsze w chwili katastrofy jakiś impuls im każe go włączyć. Choć tu trza przyznać, że pani Filipiak do tychże intelektualistów nie należy i o katastrofie dowiaduje się w pracy.

Ale porzućmy media, zajmijmy się psychologią, pani Filipiak jak każdy Polak zna się na wszystkim, więc i na psychologicznych aspektach żałoby, rozwodzi się więc ona w sposób uczony i autorytatywny:

Żałoba to bardzo niebezpieczny stan ducha. Czyni nas egotykami. Osoba w żałobie może pozwolić sobie na zachowania skrajne, także niesprawiedliwe i aroganckie. Może się spodziewać, że ujdą jej one na sucho, bo doświadczyła straty. Psychologia uczy, że są dwie podstawowe reakcje na żałobę. Jedną jest wyobcowanie ze świata żywych, czyli depresja. Ale można też zareagować neurotycznie i chcieć kogoś pobić.

Czy tylko ja mam wrażenie, że to psychologia na poziomie nastolatki?
Ciekawe jakie są statystyki KGP i tych pobić neurotycznych w trakcie żałoby:)

Wiadomo że każdy lewak i każda lewaczka jest ekspertem od Kościoła (tak, tak, grześ też), pani Filipiak też i tak ona prawi i naucza, trochę jak na mój gust za bardzo wtrącając się w nieswoje sprawy i wyrokując, kto jak i czy w ogóle przeżywa żałobę:

Przede wszystkim jednak niepokoi mnie to, że przedstawiciele kościoła rzymsko-katolickiego, którzy podjęli się zorganizowania żałoby państwowej, nie skupili się na własnej żałobie. Stracili wszak ważnych przedstawicieli. Nadzwyczajne jest to, że hierarchowie kościelni nie przeżywają swojej żałoby. Przeżywają za to żałobę polityczną.

Zapytam z głupia frant, a czemu to ją niepokoi? I czy gdyby Kościół tę swoją żałobę bardzo eksponował, nie byłoby wtedy mowy, także z ust pani Filipiak, że Kościół kreuje się na ofiarę, że przecież zginęli politycy, żołnierze, najważniejsze osoby w państwie, a Kościół tylko o sobie gada.

Ale co tam Kościół, zostawmy go, choć jak twierdzi pani Filipiak, powołując się na autorytet odpowiedni, jaźń kleru jest inna niż „nasza” (kim są owi nasi?) i ci księża i biskupi nawet nie wiedzieliby, jak tę żałobę przeżyć. No chyba że pani Filipiak by im doradziła.

Nie wiem, czy czytający już padli z wrażenia, mam nadzieję, że nie, bo najlepsze fragmenty dopiero przed nami.

Otóż co dalej mówi pisarka, eseistka i pracownik naukowy uniwersytetów licznych:

Nie wolno mu zastanawiać się, jak w przyszłości można podobnej sytuacji uniknąć. Może powinniśmy wesprzeć pilotów, którzy pewnie są tą sytuacją przerażeni. Piloci powinni być w stanie powiedzieć głośno, że mają prawo sprzeciwiać się życzeniom dygnitarzy.

No tak, jestem przekonany, że piloci bez wsparcia pani Filipiak i 38 milionów ignorantów w sprawach lotnictwa sobie nie poradzą w żaden sposób.
Piloci, powiedzcie głośno, że się sprzeciwiacie życzeniom dygnitarzy, choć nie ma nikt pojęcia, czy jakikolwiek nacisk na pilota był wywierany.

Znaczy, co jo godom, nikt nie wie? Pani Filipiak już wie. Wszystko:) więc i to, oczywiście swoją wiedzą się dzieli:

Dostrzegam też możliwości przeżycia tej żałoby jako refleksji po śmierci neurotycznego ojca narodu. Kaczyński rządził paranoicznie, rozbudzając podejrzliwość wobec poszczególnych grup zawodowych, intelektualistów, lekarzy, prawników, spisków gejowskich (czy można rozbudzać podejrzliwość wobec spisków gejowskich?- pyta naiwnie grześ) i Unii Europejskiej. Prawdopodobnie zginął, wymuszając lądowanie we mgle, bo nie chciał odłożyć na później przyjemności znalezienia się w centrum uwagi podczas historyczno-militarno-religijnego przedstawienia.

Nie chce mi się czepiać treści ani pewności, z którą swoje twierdzenia pani Filipiak wygłasza. Ale że pisarka uznana (?) używa frazy „bo nie chciał odłożyć na później przyjemności znalezienia się w centrum uwagi podczas historyczno-militarno-religijnego przedstawienia.”, to mnie dziwi lekko.
Mam nadzieję, że w książkach takich topornych fraz nie sadzi:)

Ale, ale, w kilku następnych linijkach pani Filipiak z ciągle tą samą niezachwianą pewnością siebie dokonuje analiz zarówno politologicznych jak i historycznych.

Tarcza antyrakietowa, której pozbawił polskich polityków Obama, miała chronić nas przed atakiem ze wschodu, czyli od strony Rosjan. Ta podejrzliwość, momentami przemieniająca się w histerię, mogła kierować decyzjami tuż przed próbą lądowania. Nie będzie nam Rosjanin z wieży kontrolnej mówił, gdzie mamy lądować. Nie będziemy go słuchać, nie będziemy nawet starali się go zrozumieć.
Można powiedzieć, że polscy oficerowie, którzy zginęli w Katyniu, też nie chcieli umierać. Ale jednak oni zginęli podczas wojny. Tym razem udało nam się zrobić sobie krzywdę, chociaż nie było żadnej wojny. To jest nadzwyczajne. Zrobiliśmy to samym sobie.

Chyba jestem tępy strasznie, bo co ma piernik do wiatraka, tarcza z Obamą do Katynia i katastrofy? I jeszcze ta projekcja, pani Filipiak nie tylko wszystko wie, ona zna myśli pilota nawet, acz popada w sprzeczność, najpierw bowiem pilot miał być molestowany i zmuszany do lądowania przez prezydenta, teraz wychodzi, że w pilocie obudziła się szowinistyczna duma i antyrosyjskość i stwierdził „Co, ja kurwa nie wyląduję, zobaczycie Ruskie, że wyląduję”

Czy ja już mówiłem, że pani Filipiak to w jednej osobie znakomity politolog, historyk, ale i ekspert od duszy i psychiki Polaków.

Nie znacie? To posłuchajcie:

My Polacy nie mamy żadnego znaczenia ani jako kraj, ani jako jednostki. Jedziemy do Anglii podawać frytki i potem kupujemy sobie za to mieszkanie w Polsce. W ramach NATO jesteśmy dostarczycielami mięsa armatniego. George W. Bush, broniąc się swego czasu przed oskarżeniem, że żaden ważny kraj nie został jego sojusznikiem w wojnie w Iraku, powiedział: „A Polska?”, na co uczestnicy dyskusji roześmieli się.

Jakbym był złośliwy dodałbym, że jeszcze długo Polska specjalnego znaczenia mieć nie będzie, szczególnie w literaturze…

Nie wiem, jak czytelnicy, ale grześ miał przekonanie, że te lewaki to z troską pochylają się nad ludźmi biedniejszymi, którzy sobie nie radzą, którzy mało zarabiają, którzy z różnych powodów nie uczestniczą (nie chcą lub nie mogą) w tzw. wyścigu szczurów.

Co na to pisarka Filipiak?


Skupiłabym się na celach ekonomicznych, aby zminimalizować warstwę ludzi o zbyt niskich dochodach, czyli tych, których nie stać kompletnie na nic i dla których jedyną rozrywką może być udział w zbiorowej histerii. Dopóki będziemy mieli tę klasę, do niej będą się zwracać Kościół i populiści.

Czas na pointę?

A pewnie, pointa będzie podwórkowa trochę:) acz i enigmatyczna:

Jak będą wyglądały wybory prezydenckie? (pytanie „KP”)

Trzeba będzie uważać, żeby nie dać się pobić. (naprawdę:))

I jeszcze po poincie naprawdę smakowity deser, który skonsumujemy w kawałkach:

Podoba mi się interpretacja martyrologicznych wydarzeń Agaty Bielik-Robson, która pisze, że Polacy biorą udział w żałobnych celebracjach, bo odkupują w ten sposób poczucie winy związane z tym, że na co dzień wybrali dobrobyt i normalność. Jest więc nadzieja. Moi najmłodsi studenci chyba w ogóle nie mają takiego problemu, nie przychodzi im do głowy, że można poczuć się źle dlatego, że jest nam dobrze.

No tak, oczywiście, zaiste zgrozą i wstydem jest poczuć się źle z takiego powodu, że ma się więcej od innych, że inni głodują, że kogoś nie stać na coś, jak dla mnie to takie „czucie się źle” jakoś tak trochę istotnym elementem i chrześcijaństwa i lewicowości jest, a może nawet i człowieczeństwa trochę.

A co do nas, czyli reszty… Jedność nasza może się objawić w pracy nad wyeliminowaniem przejawów tego zabójczego poczucia winy. Idąc za wzorem amerykańskim, moglibyśmy na przykład stworzyć swoją deklarację niepodległości i wpisać do niej prawo do szczęścia.

A pewnie wpiszmy se, możemy jeszcze se wpisać do tej konstytucji obowiązek czytania mądrości młodych polskich pisarek…
Na pewno tedy wszystko się odmieni i każdy stanie się szczęśliwy.
Jak w Ameryce:)

Całość jest tu

Rusofobia i rusofilia czyli takie tam o Rosji, Rosjanach,Wschodzie i Polsce

Maj 10, 2010

Myślę sobie, znaczy myśli różne mi się po głowie przewalają.
I by się tak przewalały pewnie długo (jak na inne tematy), bo ostatnio tekstowo bezpłodny totalnie jestem, ale piękne zdanie usłyszałem, które mnie urzekło ale i zastanowiło.

Zadzwoniła pewna pani do Klubu Trójki dzisiejszego, Białorusinka i powiedziała:

Polacy mają wspaniałą słowiańską duszę, ale się bardzo tego wstydzą.

Audycja była o temacie ostatnio modnym, o zapalaniu zniczy 9 maja na grobach żołnierzy radzieckich (bo przecież nie tylko rosyjskich), ale o tym pisać nie chcę, nie chcę rozważać, czy Kaczyński rusofobem jest/był, a Komorowski rusofilem, a Tusk agentem FSB, tym niech się w Salunie 24 zajmują.

Mnie interesuje coś innego, te zapewnienia, że Polacy nie potrzebują pojednania z Rosjanami,że wszystko jest dobrze, że nie ma problemów, że jak krytykujemy, to tylko władzę.

Ja dostrzegam coś innego od zawsze, takie dziwne podejście polskie do innych narodów, jest to taka pogarda pomieszana z politowaniem wobec narodów ogólnie mówiąc wschodnich, właściwie u nas Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, ale i np. Czechów, nie wspominając już o Rumunach czy Cyganach traktuje się jako gorszych.

O ile np. Niemców niektórzy się boją, ale są urzeczeni niemieckim Ordnung, kulturą, autostradami, Amerykanów się kocha, im podlizuje lub w ogóle traktuje jako lepszy świat tę całą Amerykę, to Ruskie służą jako egzemplum barbarzyństwa, pijaństwa, prymitywizmu itd

I troszkę dziwi mnie to gadanie o dobrych Rosjanach i złej władzy, bo de facto gremialnie Polacy wcale tych Rosjan za takich dobrych nie uważają, są pełni uprzedzeń i co gorsza nie znają. I nie piszę o innych tylko,siebie uważając za jakiś wyjątek.

Bo przyznam się, że jak większość, jestem w sprawie Rosji ignorantem, o ile jeszcze historię Rosji znam dobrze, bo lata tem,u roczytywałem się w książkach historycznych i biografiach różnych jej władców, to juz np. na polu kultury jestem cienias.

Ale co tam ja, widzicie często filmy rosyjskie w kinach?

I nie mówię o małym studyjnym kinie, widział kto taki film w multipleksie?
Potraficie wymienić jakiegoś reżysera rosyjskiego poza Eisensteinem, Michałkowem i Tarkowskim?
Wiele książek rosyjskich jest na listach bestsellerów w Polsce?
Znamy rosyjską muzykę? Słyszeliście kiedyś poza Tatu jak ktoś w polskich radiostacjach śpiewa po rosyjsku np. na rockowo?

Jak człowiek czyta, że dawniej Wysocki, Okudżawa bywali w Polsce znali naszych artystów i była jakaś wymiana kulturalna, to teraz mam wrażenie, jest gorzej.

Rosja nie znaczy dla nas wiele, podejrzewam, że też współczesna kultura polska nie jest znana w Rosji.

Inna sprawa, ilu Polaków zna (nie ma wrażenie, że zna) język rosyjski, ja pamiętam, że u mnie w klasie w liceum na 30 osób dobrze umiała „ruski” (no bo tak się gada) jedna osoba (dla jasności nie ja)

Kolejna rzecz: nie wiem, jak wy, ale ja w Rosji nie byłem nigdy,fakt, że z racji zawodu i zainteresowań jak jadę za granicę, to za Odrę, ale w ogóle nie znam Rosji, Ukrainy, Białorusi, Litwy itd i podejrzewam, że większość młodych Polaków tyż nie. Tu dochodzi jeszcze utrudnienie w postaci wiz.

Nie ma co ukrywać, moim zdaniem Polska, polskie media, polska kultura jest niestety prowincjonalna, jest zainteresowana tylko sobą a popkultura jest nawet nie zwesternizowana, ale li tylko zamerykanizowana.

I te wszystkie gadki, że my kochamy Rosjan a oni nas, a źli są Tusk i Putin, nie do końca odpowiadają prawdzie.

Co my tak naprawdę wiemy o Rosji poza tym, że chleją?
Tylko mi nie gadajcie o Dostojewskim.
Znam.
Nie wszystko ale znam, jak i Turgieniewa i Tołstoja. I Bułhakowa.
Ale to nie powód do chwały, każdy w miarę oczytany w literaturze musi ich znać (ha, czy są pisarze polscy, których każdy oczytany w literaturze nie-Polak musi znać? Myślę, że wątpię)

Muzyczne portrety- Edyta Bartosiewicz

Maj 1, 2010

Dziś pierwsza część polskiego Topu Wszechczasów była w Trójce, 40 utworków, przed nami jeszcze 60, w sumie same znane kawałki z ostatnich tak gdzieś 40 lat i usłyszałem pewną panią, która bardzo lubię, ale o niej od dawna cicho, znaczy płyty takiej prawdziwej to już z 10 lat nie wydała, ale przez całe lata 90-te była ona popularna choć może nie w tej ścisłej czołówce.

No i tak wpadłem na pomysł notek muzycznych (Docent się załamie, bo i tak podobno ciągle to samo wklejam), na początku miałem zrobić wpis z prezentami: w stylu piosenka dla Gre, Piosenka dla Docenta, Piosenka dla Igły, ale jakoś wenę straciłem:)
Acz odzyskałem ją wpadając na pomysł nowy, cykl nazywać się będzie „Muzyczne portrety”, będzie prawdopodobnie traktował o głównie o polskich artystach, a właściwie artystach, ale może i zahaczymy o kilka pań lub panów z zagranicy.
Przy okazji to taki powrót do przeszłości będzie i do różnych ważnych muzycznie postaci (ostatnio w samochodzie starych kaset słucham swoich, zgrywnych z radia, kurde, jak ja mam fajna muzę:)), może to i dobrze, że mnie na nowe radyjko na płyty CD nie stać:)))

Ale wróćmy do naszej bohaterki.
Świetny głos, dobre teksty, śpiewała i po polsku i po angielsku, śpiewała też w duetach różnych, m. in. z Krzysztofem Krawczykiem, Agressivą 69 czy Kazikiem, nie wiem, jak dla was, ale dla mnie to jedna z osób, której mi strasznie brak na naszej muzycznej scenie w Polsce.

Ale oddajmy jej może głos, co?
Jedna z najpiękniejszych piosenek (choć to słowo nie pasuje chyba za bardzo) zaśpiewanych po polsku:

Acz smutna strasznie…
A teraz wcale nie sennie będzie z płyty wcześniejszej o rok, eh, ta połowa lat 90-tych to był dobry czas w muzyce polskiej:

A teraz jeden z największych hitów Edyty Bartosiewicz, acz czy w jej przypadku słowo hit pasuje? No nie wiem:

A teraz piosnka okolicznościowa, taka akurat, by se kupić jakąś flaszkę, włączyć ją i upić się na smutno w kolejne urodziny:)
Acz Edyta bynajmniej nie smętna tu, bardzo dynamiczna, bardzo żywa, strasznie sympatyczny utwór:

A teraz jeszcze mocniej, a co tam, proszę obudzić sąsiadów, he, he

Po 2000 właściwie utwory Edyty i jej występy można policzyć na palcach, nie było też żadnej płyty (miała się ukazać raz ale nie wyszło, drugi raz też była nagrywana, ale wtedy z kolei zmarł przyjaciel jej i też przerwała pracę nad płytą)

Więc mamy niewiele, ale to co mamy, jest bardzo dobre, moim skromnym zdaniem:

A tu moja ulubiona „deszczowa” piosenka, ale dziś lało w Tbg, i burza pierwsza wiosenna z piorunami, życie jest piękne jednak:)

I na końcu przebojowy duet:), i pewnie dla wielu zaskakujący był on na pewno, dla mnie też:

To tyle.

Kto będzie następny, nie wiem na razie, ale pewnie ktoś będzie, a i w kolejce oczywiście cykl filmowy o kinie niemieckim, poza tym kilka innych pomysłów, ale jakoś się nie mogą one przebić na tyle, bym zasiadł do pisania.

Aaaa, słuchajcie jutro i w poniedziałek Trójki po 19, dużo dobrej acz znanej polskiej muzy na pewno będzie.